W oczekiwaniu na lato

Lato 2007. Liverpool przejęty przez Hicksa i Gilletta czeka z niecierpliwością na otwarcie okienka transferowego. Klub w końcu miał dorównać czołowym klubom i kupować topowych graczy bez oszczędzania i szukania półśrodków. Transfer Fernando Torresa był przełomowym w nowożytnej historii klubu i pobił rekordową sumę za jaką kilka lat wcześniej przybył Djibril Cisse. Następnie kupno za duże pieniądze młodych talentów jak Ryan Babel czy Lucas Leiva zwiastowało lepsze czasy dla Liverpoolu, który wcześniej z zazdrością patrzył na zakupy Mourinho czy Fergusona. Wszystko wydawało się zmierzać w jasnym kierunku. Niestety ten rok był pierwszym i ostatnim tak owocnym w kwestiach transferów. Teraz, kiedy zbliża się lato 2011, optymizm powraca na podobnym poziomie. Czy doświadczenia sprzed kilku lat nie powinny nauczyć nas nieco pokory i ostrożności?

Oczywiście za rządów Davida Mooresa Liverpool też wydawał pieniądze. Jednak głośny transfer Torresa był symbolem zmian. Chociaż łącznie pieniądze wydane w 2007r. nie były tak powalające ze względu na spory zysk ze sprzedanych zawodników to wcześniej podobna kwota była dzielona na kilku zawodników. Tym razem Liverpool zaryzykował i trafił w dziesiątkę. Jednak wielki optymizm fanów został stłumiony przez nieudolne rządy Amerykanów, którzy ostatecznie ukrócili środki na transfery, przeznaczając je na spłatę odsetek od kredytu, którym obciążyli klub. Tak więc jedno pamiętne okienko zakończyło wielkie zakupy na Anfield. Wtedy sytuacja była bardzo podobna do obecnej. Nowi właściciele szybko zyskują sympatię fanów, kupują im świetnego napastnika, nasilają się marzenia o tytule ze świetnym managerem, który dopiero co dostarczył kilka cennych pucharów do krajowej gabloty. Chociaż teraz wydaje się wszystko lepsze nie możemy kolejny raz pozostać naiwni.

Absolutnie nie próbuję wbić szpilki w świetny wizerunek Fenway Sports Group, których czyny i słowa do tej pory niepodważalnie zasługują na brawa. Jednak rzeczywistość czasami brutalnie obchodzi się nawet z najszlachetniejszymi planami. Pierwszy września będzie odpowiednią datą do rozpoczęcia sądów nad właścicielami, którzy są oszczędni w obietnicach, ale jasno nakreślili swoją filozofię, która przypomina strategię inwestowania w młodych graczy Arsenalu Londyn. Styczeń pokazał, że na pewno nie boją się oni ryzyka i działają błyskawicznie. Wymiana Torresa i Babela na Suareza i Carrolla już teraz widocznie się opłaciła. Luis sam daje więcej niż ta dwójka ostatnio u nas a Andy dopiero na poważnie zacznie się spłacać w następnym sezonie. Chociaż łącznie klub wydał tyle ile zarobił nie można powiedzieć, że FSG żałuje grosza. Przecież sprzedaż Torresa nie była planowana, co oznaczałoby wydatek ok. 15mln funtów, co nie jest złym wynikiem zimą.

Na trzy kolejki przed końcem ligi Liverpool walczy o 5. Miejsce, dające szansę gry w Lidze Europy. Można powiedzieć, że ta walka jest równie ekscytująca co gra w Curling Cup, ale po tak strasznym okresie pod wodzą Roya Hodgsona miło jest walczyć przynajmniej o coś na koniec. Chociaż to mniej elitarne rozgrywki to zawsze jakiś dodatkowy argument przy transferach. Liverpool to marka, która nawet bez tego jest w stanie przyciągać najlepszych graczy, ale wytrącenie Tottenhamowi atutu gry w Europie postawi go w gorszej sytuacji. Pierwsza szóstka ligi będzie tworzyć czołówkę też za rok i zapewne walka pomiędzy nimi zacznie się już na rynku transferowym.

Nadchodzące lato już budzi sporo podekscytowania wśród fanów The Reds. Sukcesy Kenny’ego z obecną drużyną jak chociażby imponujące wyniki z czołówką pokazują, że Liverpool nie wymaga tak wielu zmian jak sugerował to wcześniej Hodgson. Lewy obrońca, środkowy obrońca, środkowy pomocnik, skrzydłowi, napastnik, kilku juniorów, sprzedaż kilkunastu zawodników: nigdy wcześniej nie stawiano jednak przed Liverpoolem większych wymagań przed nowym sezonem. Jednak to wcale nie jest mission impossible! Skoro klub szybko potrafił zareagować na odejście Torresa to co może wykonać teraz, kiedy widocznie miesiącami przygotowuje się do działania? Nikt w klubie nie próżnuje. Co chwila Comolli, Dalglish czy Lee widziani są na różnych stadionach w Anglii czy Francji, raz po raz przychodzą plotki o scoutach śledzących poszczególnych zawodników. Lista potencjalnych celów jest dość dobrze znana, chociaż nikt z klubu jej nie potwierdzi. Wydaje się, że wszyscy czekają tylko na ostatnią kolejkę, żeby zacząć działać. Szybkość działania jest tu kluczowa. Skoro plan jest jasny a wsparcie od właścicieli otrzymane to trzeba uprzedzić rywali. Od razu trzeba zaznaczyć, że nic nie przyjdzie nam łatwo. Konkurencja nie śpi i nie łudźmy się, że przechytrzymy innych, bo oni również będą czujni. Chociaż nie możemy zaoferować Ligi Mistrzów to wciąż mamy sporo argumentów. Przy wąskiej kadrze jaką dysponujemy łatwiej będzie o zaistnienie u nas niż przebicie się do jedenastki United, Chelsea czy ManCity, które mają duży ścisk na wielu pozycjach.

Powinniśmy z tego lata wycisnąć ile się da. John Henry nie musi być tak zimnym biznesmenem jak Hicks czy Gillett, żeby za rok ukrócić wydatki. Jeżeli klub dalej nie zagwarantuje się do Ligi Mistrzów lub być może rozpocznie budowę nowego stadionu to skłonność do inwestowania w transfery może się zmniejszyć. Dodając do tego reguły fair play wprowadzane przez Platiniego może okazać się, że bez sukcesów nie będziemy zdolni do dużego kupowania. Dlatego jeżeli teraz nie wygramy batalii na polu transferów to możemy tego słono żałować.

Mocne transfery latem są nam niezbędne. Trudno określić jak daleko jesteśmy od walki o tytuł, ale jak uda nam się trafić tak jak z Suarezem to może nawet niewiele. Jednak nic nie gwarantuje sukcesu i nie można niczego przewidzieć. Poza tym nie tylko my chcemy wydawać i taki optymizm będzie panował w każdym zespole. Co więc nas ma wyróżnić? Może przynajmniej to, że ograniczymy błędy. Jak do tej pory wiele udanych ruchów szło w parze z absolutnymi pomyłkami. Voronin przychodził w tym samym czasie co Torres, Nunez wtedy co Alonso a Poulsen przed Meirelesem. Przez ostatnie lata przewinęło się wielu piłkarzy, którzy nie zasługiwali na czerwoną koszulkę. Część z nich nie była złymi piłkarzami, ale nie potrafili się wpasować w drużynę, ale znalazła też się grupa piłkarzy absolutnie nieprzygotowanych do gry w tak dużym klubie. Jak często zdarza się Fergusonowi czy Wengerowi piłkarz, który nie potrafi zapanować nad piłką czy prosto jej podać? Jeżeli wyeliminujemy takie wpadki to już będzie progres. Wyczucie Kenny’ego oraz ciężka praca Comolliego i scoutów będą kluczowe. Miejmy nadzieję, że tego lata wyznaczone będą znacznie wyższe standardy, odnoszące się do wszystkich nowych zawodników.

Autor: Hulus Dodano: 09.05.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON