Sezon w dwóch aktach

Niezbyt udanie zakończył się długi i dziwaczny sezon dla Liverpoolu. Kolejny rok bez tytułu, kolejne niezrealizowane cele, kolejne odejścia kluczowych zawodników, kolejne nieporozumienia i zmiany w zarządzie, kolejny rok bez Ligi Mistrzów. W żadnym calu klub nie może być zadowolony z wyniku osiągniętego przez drużynę. Błyskawicznie straciliśmy szansę na tytuł, który ostatecznie trafił w ręce odwiecznych rywali. Dość łatwo odpadliśmy ze wszystkich pucharów i ostatecznie zakończyliśmy rok na szóstej pozycji w Premier League, która tym razem nie gwarantuje gry w Europie. Tam będą Anglię reprezentowały ósme Fulham, trzynaste Stoke i osiemnaste Birmingham. Jedni mogą to traktować jako pech, inni cieszą się, że mało prestiżowa Liga Europy nie zakłóci przygotowań do ligowych spotkań. Tylko, że na starcie rozgrywek celem była pierwsza czwórka i Liga Mistrzów, która miała być absolutnie w naszym zasięgu.

Jeżeli fani po ostatnim sezonie (siódme miejsce w lidze, półfinał LE) myśleli, że najgorsze już za nami to musieli przeżywać katusze, kiedy klubem kierował Roy Hodgson. Najlepszy manager poprzedniego roku zastąpił zadomowionego dobrze Beniteza i z miejsca pokazał, że nie rozumie Liverpoolu i nie potrafi pracować w dużym klubie. Ta półroczna przygoda zakończyła się umieszczeniem jego nazwiska wśród najgorszych managerów klubu w jego niemałej historii. Jeżeli w poprzednim sezonie drużyna powoli się staczała to pierwsza połówka sezonu była jak zjazd kolejki górskiej na samo dno! Nastroje były katastrofalne, zespół grał bez stylu, wiary, przekonania. Najlepsi zawodnicy nie przypominali siebie, nie dostali też wsparcia od Hodgsona, który potrafił publicznie skrytykować Johnsona za brak formy. Fernando Torres ostatecznie podjął decyzję o opuszczeniu drużyny, która w tamtym momencie była bardzo daleka od czegokolwiek nazywanego sukcesem. Pepe Reina był kolejny, w którego głowie rodził się taki pomysł.

A miało być tak pięknie! Przyjście Joe Cole’a miało stworzyć z Gerrardem i Torresem trio, które porównano nawet z tym Barcelony! On jednak od pierwszego meczu zawiódł i później również nikogo do siebie nie przekonał. Jednak przed rozpoczęciem sezonu oczekiwania wzrosły do poziomu, w którym niektórzy zaczęli cicho mówić nawet o walce o tytuł. Traktowano nieudany poprzedni rok jako wypadek przy pracy i wypalenie Beniteza a na początku tego drużyna miała odzyskać świeżość i energię. Kiedy poprzedni zarządcy postanowili pozbyć się Hiszpana, Purslow z Dalglishem poproszeni zostali o wskazanie kandydatów na wolne stanowisko. Wtedy już Kenny się zgłaszał, ale go odrzucono. To był ostatni błąd Hicksa i Gilletta!

Jednak wpadkę poprzednich właścicieli naprawili nowi. FSG(wcześniej NESV) przejęli klub i w pół roku udało im się osiągnąć imponującą odmianę. Styczeń może nie przyniósł na boisku rezultatów pożądanych przez kibiców, ale klub dał tyle emocji innymi wydarzeniami, że nie było na co narzekać. Powrót Króla tak radośnie przyjęty niósł ze sobą oczywistą niepewność. Wydawało się, że drużyna jest za słaba i to zadanie może być niemożliwe do zrealizowania. Szczególnie dla Dalglisha, który długie lata nie prowadził żadnego klubu. Chociaż jak już mielibyśmy naprawdę tonąć to zawsze lepiej ze swoim człowiekiem u steru!

O przemianie, która nastąpiła, powiedziano już wiele. Jedność, harmonia, zaufanie to główne cechy, jakie przywrócono. Kenny podjął kilka kluczowych decyzji personalnych, które zaważyły na dobrych wynikach. Przede wszystkim natychmiastowo zaciągnął do swojego sztabu Steve’a Clarke’a, który jest współautorem sukcesów na boisku. Potem razem z Comollim przeprowadzili bardzo głośne transakcje napastników pod koniec stycznia. Bez wahania postawił na młodych kosztem wcześniej faworyzowanego przez Hodgsona Konchesky’ego. To wszystko poskutkowało i momentami wyglądało wręcz rewelacyjnie. Obecnie Dalglish, Comolli, Ayre, Werner i Henry stanowią zgraną grupkę ludzi, która nie szuka konfliktów i zdaje się podążać w jednakowym kierunku. Oczywiście ciągle potrzeba czasu na udowodnienie tego, ale czy to już nie jest wielka odmiana w stosunku do poprzednich hierarchii?

Przed nami ważne okno transferowe. Klub jest przygotowany do działania i od dawna wiadomo, kogo potrzeba a kto może się zacząć pakować. Oczywiście rzeczywistość brutalnie zweryfikuje te plany i jak zwykle niczego nie można przewidzieć. Nawet pieniądze City nie pozwalają im na niektórych zawodników, których by chcieli. Z nami jest to samo. Klub, jego historia, obecna forma, stadion, kibice - to będzie ciągle przyciągać najlepszych graczy, ale nie każdy zawodnik musi podzielać ten entuzjazm. Ważne jest, żeby szybko reagować i wyselekcjonować tych zawodników, którzy będą lepsi od obecnych a jednocześnie zależy im na przyjściu do Liverpoolu.

Kolejny sezon się skończył. Co prawda dla klubu stało się to już na początku stycznia, ale cała masa pozytywów kończy go. Kenny już dokonał wielu transferów: Reina zostaje, Spearing, Kelly stali się równorzędnymi członkami pierwszej drużyny, Flanagan, Shelvey i Robinson będą takimi w kilka lat. Z dwunastej pozycji na starcie, Król zaprowadził zespół na miejsce szóste, które jest najsprawiedliwszym wynikiem. Nie zasłużyliśmy w żadnym stopniu na wyprzedzenie kogokolwiek z pierwszej piątki za fatalne pół sezonu. Chwała Kenny’emu za to, że był blisko dokonania tego, ale jakoś łatwo na koniec Liverpool odpuścił tą walkę.

Teraz najgorszy okres dla fana piłki nożnej. Kilka jałowych miesięcy przeplatanych transferami i mało interesującymi sparingami. Szybko zapominamy o dziwacznym sezonie i wkraczamy już myślami w nowy, kiedy znowu powróci optymizm i wzrosną oczekiwania. Zadanie Dalglisha będzie jeszcze trudniejsze. Chociaż będzie w stanie wzmocnić skład i przygotować go jak tylko chce do kolejnych rozgrywek to pojawi się presja wygrywania, z którą nie musiał się w ciągu ostatnich kilku miesięcy zmagać tak mocno. Jeśli jednak jest coś z czym ciężko jest się zmierzyć to czy właśnie Król nie jest najwłaściwszą osobą do tego?

Autor: Hulus Dodano: 25.05.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON