Siła tkwi w defensywie

Niektórzy mówią, że mistrzowską drużynę buduje się od obrony. Jeśli pod tym względem oceniać przemianę Liverpoolu to pierwszy krok został bardzo starannie wykonany. Kiedy przez dwa poprzednie mroczne sezony niegdyś nieprzepuszczalna defensywa Liverpoolu została obnażona ze wszystkich swoich słabości nikt nie mógł przewidzieć, że tak szybko będziemy obserwować siłę obrony The Reds.

Rafa Benitez- maniak taktyki, mający bzika na punkcie gry defensywnej przez sześć lat swoich rządów miał imponujące okresy, kiedy Hyypia z Carragherem świetnie się uzupełniali a swoją robotę na bokach wykonywali tacy piłkarze jak Riise, Aurelio, Finnan czy Arbeloa. Za jego rządów złożono ¾ obecnego podstawowego głównego zestawienia. Jednak ciężko przypomnieć sobie sezon, w którym tak mocno obrona Liverpoolu dominowała w większości swoich spotkań nad rywalami. Możliwe, że tylko ich gra ratuje naszą sytuację, kiedy indolencja strzelecka pozostałych nie pozwala nam na osiągnięcie oczekiwanej liczby goli.

Agger i Skrtel od kilku lat byli przez fanów przymierzani do roli podstawowej pary środkowych obrońców, ale nieustępliwość i doświadczenie Carraghera lub kontuzje Daniela na to nie pozwalały. Dopiero dłuższa nieobecność wychowanka klubu pozwoliła scementować duńsko-słowacką parę. Ciężko wskazać obecnie, który z nich jest lepszy, głównie ze względu na gigantyczny postęp Martina w ostatnich miesiącach. Obaj mają cechy pozwalające im być kompletnymi na swoich pozycjach i przeciwnicy mogą mieć problem z wytypowaniem ich słabych stron.

Najbardziej imponujące w grze czwórki obrońców nie jest przerywanie akcji czy ilość wygranych pojedynków główkowych, ale operowanie piłką. Rzadkością stało się asekuracyjne wykopywanie piłki daleko od bramki Reiny. Agger ze Skrtelem nie pozwalają sobie na bezmyślność w zagraniach i wspomagani przez Pepe utrzymują nas przy piłce częściej niż to bywało dawniej. O ile jednak do dobrej gry stoperów jesteśmy na Anfield przyzwyczajeni o tyle do nieprzeciętności na bokach już nie. Wielkie słowa uznania należą się Enrique i Johnsonowi, którzy wprowadzają naszą grę na wyższy poziom zarówno defensywnie jak i ofensywnie. Glen nie grał jeszcze tak dobrze w klubie i znalazł odpowiednią równowagę, nie zaniedbując żadnego aspektu swojej gry. Jose przyjął się świetnie po transferze z Newcastle i okazał się brakującym elementem na wcześniej nieobsadzonej odpowiednio lewej stronie. Jego szybkość i typowo hiszpańska zdolność utrzymywania się przy piłce pozwalają mu na efektowną grę i czasami aż przesadną przewagę nad zagubionymi skrzydłowymi.

Oczywiście za dobry wynik defensywy nie odpowiadają tylko obrońcy. Każdy zawodnik powinien uczestniczyć także w bronieniu i tak się dzieje. Jednak patrząc na wkład wyżej chwalonej czwórki w ofensywne działania zespołu można mieć wrażenie, że wykonują oni podwójny wysiłek. Cieszmy się więc oglądając obecną dyspozycję i grę naszych defensorów, bo jesteśmy świadkami czegoś wyjątkowego. Jeśli zdołamy na tej silnej podstawie zbudować zespół bezlitosny w ataku ta obrona przejdzie do historii, przynajmniej Liverpoolu.

Autor: Hulus Dodano: 16.01.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON