Kreatywność, jaka kreatywność?

Kiedy Stoke jako kolejny zespół wyjechało z Anfield niepokonane z uśmiechem na twarzy, Kenny Dalglish zawiedziony wynikiem zwracał uwagę na brak kreatywności jego drużyny, która znowu nie uraczyła swoich fanów bramkami. Pytanie tylko czy owa kreatywność a raczej jej brak to chwilowa choroba Liverpoolu czy jednak głęboko zakorzeniony problem, z którym nie potrafimy się zmierzyć od dłuższego czasu? Czy jesteśmy w stanie zaradzić temu bez interwencji w zimowym okienku transferowym?

Amerykańscy właściciele lubują się w cyferkach i statystykach rodem z ligi baseballowej, więc spójrzmy właśnie na numerki. Minęło 21 kolejek, w których strzeliliśmy 24 gole. To nie jest tylko mało, to kompromitująca liczba. Nasi bezpośredni rywale w walce o czwarte miejsce mają przynajmniej kilkanaście trafień więcej na swoim koncie. Sam Robin van Persie ma 18 bramek na swoim koncie, tylko 3 mniej niż wszyscy nasi zawodnicy razem(bez bramek samobójczych)! Nie mówiąc już o tym, że takie potęgi jak Bolton, Blackburn czy Norwich mają więcej zdobytych bramek.

Przewrotnie obecni zawodnicy odpowiedzialni za strzelanie bramek w Liverpoolu całkiem niedawno w swoich klubach imponowali statystykami. Andy Carroll zdobył 11 goli w 19 spotkaniach Premier League w sezonie, kiedy przechodził do Liverpoolu. Charlie Adam w ostatnim sezonie w Blackpool dobrnął aż do 12, Downing w Aston Villi do 8. Nasz najlepszy strzelec Suarez w ostatnich swoich 13 ligowych spotkaniach w Ajaxie zdołał dojść do 7 trafień. W barwach Cardiff w lidze Championship Bellamy osiągnął 11 bramek. Podsumowując nowe nabytki Kenny’ego Dalglisha odpowiedzialne za ofensywę Liverpoolu nie przenoszą formy strzeleckiej z poprzednich klubów. Nawet najlepiej prezentujący się Luis Suarez ma jedynie ok. 7% wykorzystywanych sytuacji strzeleckich!

Jak to możliwe, żeby tylu zawodników jednocześnie zapomniało jak umieszczać piłkę w siatce? Otóż powodów jest kilka. Dla Charliego Adama może to był za duży przeskok ze skromnego Blackpool i nie potrafi odnaleźć się w roli lidera tak dużego klubu. Presja widocznie na niego wpływa, choć największym zawodem jest zanik jego świetnych umiejętności egzekwowania stałych fragmentów gry. W przypadku Downinga może to być brak pewności siebie. Poza kilkoma wyjątkami jego strzały były niecelne lub trafiają w środek bramki. Może to być również jego sposób gry, który niekoniecznie może pasować do the Reds. Rzadko gra szybko i kombinacyjnie a raczej dłużej holuje piłkę, nie mogąc się szybko zdecydować na zagranie. Carroll z przerażającego olbrzyma stał się zabawnym osiłkiem, który zagubił swoją koordynację. W jego przypadku można mówić raczej o uwstecznieniu się głównie pod względem fizycznym. Suarez ma widoczny problem z celnością strzałów i przydałoby mu się wpoić, że nie każdy gol musi być skutkiem efektownego zwodu czy zmyślnego uderzenia. Jedynie do Bellamy’ego nie można mieć większych zastrzeżeń.

Kenny wiele ryzykował przebudowując całkowicie drużynę w formacji ofensywnej. Pod nieobecność Gerrarda widzieliśmy przez większość spotkań prawie samych zawodników, którzy spędzili w klubie mniej niż rok. Ta drastyczna zmiana i złączenie różnych sobie stylowo piłkarzy w tym samym czasie było niebezpieczne i do tej pory nie udało się wypracować jednolitego sposobu gry dla tej drużyny. Szkoda, że od początku sezonu Gerrard nie mógł prowadzić tego zespołu, żeby wpoić w kilkudziesięciu pierwszych meczach nowym nabytkom pewien charakterystyczny sposób prowadzenie akcji. Tymczasem za słabo wdrożyli się jeszcze wyżej opisani zawodnicy, co utrudnia zbudowanie jedności i zrozumienia w grze. Nie pomagają także starsi i dłużej przebywający w klubie Maxi czy Kuyt, którzy nie grzeszą formą.

No dobrze, ale gdzie tu kluczowa kreatywność? Otóż bierze się ona głównie z wielu godzin spędzonych wspólnie przez zawodników na treningach. Oczywiście niektórzy piłkarze są wyjątkowi i z miejsca mogą wskrzesić obcą sobie wcześniej ofensywę, co potwierdza chociażby Juan Mata w Chelsea. Jednak w większości wypadków potrzeba nie tylko techniki, fantazji i precyzji, ale równie ważnej wiedzy na temat zachowań i zagrań partnerów. To długie tygodnie, miesiące a nawet lata wspólnych meczów czy gierek treningowych tworzą nić porozumienia, która cechuje najlepsze drużyny. Trzeba dużo szczęścia, żeby wymienić połowę składu i od razu otrzymać zadowalające rezultaty. Mistrzowskie drużyny nie są budowane w jedno lato i dobrze o tym wiedzą wszyscy w klubie, dlatego oczekiwanie nie zostały tak wysoko ustawione.

Liverpool jest właśnie w fazie transformacji i trzeba pochwalić wysiłek włożony chociażby w Curling Cup, który w obecnej sytuacji byłby dobrą nagrodą rokującą na przyszłość. Ligowe rozczarowania, głównie na Anfield, przysłaniają postęp jaki notujemy. Możliwe, ze klub zdecyduje się wzmocnić jeszcze w styczniu skład, żeby zwiększyć swoje szanse na zrealizowanie głównego celu, którym jest powrót do Ligi Mistrzów. Jednak jak pokazują przytoczone wyżej statystyki lepiej nie oczekiwać zbyt wiele już do pierwszego dnia. Na pewno nie warto panicznie reagować na zawieszenie Suareza, szczególnie, że za kilka tygodni będzie już dostępny. Trzeba się również zastanowić co zrobić z pozycją Lucasa, którego brak jest mocno odczuwalny. Każda zmiana w kadrze musi być jednak mocno przemyślana, bo margines błędu jest już na wyczerpaniu.

Autor: Hulus Dodano: 16.01.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON