Dotrzeć na Wembley

W najbliższą środę czeka nas najważniejsze spotkanie dotychczasowego sezonu, które przesądzi o tym czy Liverpool zagra po raz pierwszy na nowym Wembley, gdzie do wygrania najmniej prestiżowy tytuł na angielskich boiskach, czyli Curling Cup. To, co jeszcze kilka lat temu było szansą dla młodych i rezerwowych a odpadnięcia z niżej notowanymi przeciwnikami normalnością, dziś stało się poważną rozgrywką a póki co największą szansą na pucharową zdobycz Liverpoolu.

W 2005r. przegraliśmy finał CC z Chelsea, potem wygraliśmy pamiętne spotkanie w Stambule z Milanem a rok później w kolejnym klasyku zdobyliśmy w Cardiff FA Cup po pokonaniu West Hamu. Wtedy wydawało się, że Liverpool jest na najlepszej drodze ku powrotowi do czasów, kiedy klubowa gablota regularnie się zapełniała przeróżnymi pucharami. Jednak od czasu genialnego występu Stevena Gerrarda w 2006r. nastała posucha, którą dopiero teraz mamy szansę przerwać. Ciągle jesteśmy daleko od celebrowania sukcesu a w środę czeka nas mecz z liderem Premier League, który również jest spragniony wszelakich tytułów.

Chociaż weekend przyniósł odmienne wyniki i nastroje obu klubom już za kilkadziesiąt godzin nie będzie to miało większego znaczenia. Liverpool mimo problemów, braku absolutnie kluczowych Leivy i Suareza oraz niskiej skuteczności będzie podchodził do tego spotkania w dość komfortowej sytuacji, którą zapewniło wyjazdowe jednobramkowe zwycięstwo na Etihad Stadium. Celem drużyny Dalglisha będzie przede wszystkim uniknięcie porażki, co zapewni awans do finału. Jednak to co łatwo brzmi w teorii może się okazać niebywale trudnym zadaniem a także największym testem przed jakim stanie Kenny Dalglish od czasu zeszłorocznego powrotu na stanowisko managera the Reds.

Szkot zarzucał swoim piłkarzom złe nastawienie i zlekceważenie Boltonu w kontekście nadchodzących pojedynków z potęgami z Manchesteru. Teraz będzie oczekiwał rekompensaty, kiedy przed własną publicznością zawodnicy mają idealną okazję do odkupienia zaufania, nadszarpniętego koszmarną dyspozycją z Reebok Stadium. Pytanie brzmi czy na Anfield będziemy świadkami atmosfery, z której słynął klub kilka lat temu podczas pamiętnych nocy w Lidze Mistrzów. Niewątpliwie będzie to niezbędne naszym piłkarzom, żeby przeciwstawić się obecnie silniejszemu przeciwnikowi, chociażby pod względem szerokości kadry i ilości klasowych zawodników.

W pierwszym meczu Liverpool wypadł obiecująco dopóki na boisku był jeszcze Jay Spearing. Jednak po strzeleniu bramki i stracie młodego wychowanka drużyna City zdominowała grę, szczególnie w drugiej połowie, kiedy Dalglish zamurował totalnie bramkę Reiny nawet sześcioma obrońcami! Tym razem to niemożliwa taktyka. Gra u siebie obliguje do czegoś więcej niż tylko pokazu umiejętności defensywnych. Nie da się ukryć, że brak Spearinga, który jako jedyny jest w stanie w wystarczający sposób zastąpić Lucasa na pozycji defensywnego pomocnika może być kluczowy w tym meczu. Dlatego z niecierpliwością kibice oczekują wiadomości na temat stanu zdrowia zawodnika, który długie lata czekał na taki kredyt zaufania.

Liverpool musi wyjść bez strachu. W poprzednim meczu z City na Anfield Liverpool zremisował i wyglądał porządnie na tle bogatszego rywala. Jeśli podopieczni Dalglisha będą w stanie osiągnąć podobny lub lepszy wynik zrobią największy krok w drodze po puchar. Z całym szacunkiem dla Cardiff oraz Crystal Palace trzeba przyznać, że to drużyna Manciniego jest największą przeszkodą w tym turnieju. Na pewno ewentualny finał z niżej notowanym przeciwnikiem nie budziłby tyle niepewności co środowe spotkanie z City. The Reds zasłużyli sobie na tą szansę na Wembley. Rozgrywali swoje mecze do tej pory na wyjeździe, gdzie odnieśli pięć zwycięstw i to niełatwych, ponieważ na przeszkodzie stało chociażby niebezpieczne Stoke czy mocna Chelsea. Na pewno po dwóch słabych sezonach kibicom Liverpoolu należy się nagroda, chociażby w postaci wyjazdu na Wembley.

Autor: Hulus Dodano: 23.01.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON