Drużyna do pucharów

Zwycięzca FA Cup, lider Premier League oraz broniący tytułu mistrz, wicelider ligi. Manchester City i Manchester United, które ostatnio pokazały rywalom z Londynu, że nie mają większych szans na walkę o najważniejsze trofeum w Anglii, przyjechały w jednym tygodniu na Anfield, żeby wyjechać na tarczy i otworzyć Liverpoolowi drogę na Wembley. Tydzień z kategorii historycznych, który będzie wspominany równie chętnie co pamiętne demolki nad Realem Madryt i Manchesterem United trzy lata temu. To jest moment na który kibice czekali z utęsknieniem po fatalnych kilku sezonach. Pytanie tylko czy to chwilowa poprawa czy faktyczna oznaka postępu?

Kiedy Liverpool nie awansował pod koniec poprzedniego sezonu nawet do Ligi Europejskiej klub jasno postawił sprawę, że krajowe puchary stanowią istotne rozgrywki. Los nie był łaskawy, kiedy w Pucharze Ligi musieliśmy zmierzyć się ze Stoke i Chelsea na wyjeździe, w półfinale z City a już w czwartej rundzie Pucharu Anglii z United. The Reds jednak popisowo wykonali swoje zadanie i osiągnęli dwa wyniki minimum, które wymagane były do awansów. Tym samym zapewniliśmy sobie pierwszą od wielu lat wycieczkę na Wembley oraz przyjemny pojedynek z rozgromionym już w tym sezonie Brighton. Wielka ulga dla fanów, którzy mogą powoli czuć zbliżające się świętowanie.

Jednak nie wyglądało to tak dobrze jeszcze tydzień temu, kiedy Dalglish pierwszy raz w ciągu 12 miesięcy w klubie zrugał swoich piłkarzy za niedopuszczalny występ przeciwko Boltonowi. To był pod każdym względem zawstydzający nie-spektakl a piłkarze dopuścili się zlekceważenia rywala. Zapłaciliśmy za to porażką, która utrudnia nam osiągnięcie głównego celu, jakim jest czwarta pozycja w lidze. Stało się to kosztem właśnie pucharów, o których zawodnicy zaczęli myśleć o jedno spotkanie za wcześnie. Ważne jednak, że słowa Kenny’ego znalazły odzwierciedlenie w grze Liverpoolu i to pokazuje, że Szkot panuje nad swoim zespołem. Cały rok stał murem za piłkarzami i bronił ich w każdej sytuacji, ale jak go zawiedli nie miał problemu z mocną reakcją. Czas pokazał, że słuszną i właściwą.

Trzeba solidnie pochwalić kibiców na Anfield, którzy stworzyli świetną atmosferę przy obu meczach. Środowy pojedynek z City do złudzenia przypominał europejskie noce sprzed kilku lat, kiedy Liverpool pokonywał najlepszych na Anfield w kolejnych rundach Ligi Mistrzów. To najlepsze dotychczas doświadczenie tej magii dla nowoprzybyłych. To powinno im uzmysłowić jak ważne dla tego klubu jest ponowne wejście do elity europejskiej a tym samym dać im zastrzyk energii do lepszej gry w lidze. Po tym jak finał na Wembley w jednym pucharze jest zaklepany a mecz z Brighton u siebie w drugim wydaje się prostym zadaniem możemy się w pełni skupić na lidze, w której potrzeba nam poprawy.

Po roku rządów Kenny Dalglish z dna wyciągnął nas na Wembley. Powoli jego plan nabiera kształtów, ale ciągle wymaga czasu i cierpliwości. Szansa na wygranie chociaż jednego pucharu to już spora odmiana od ucieczki przed strefą spadkową, jaką widzieliśmy przy zwalnianiu Hodgsona. Finał z Cardiff City jest świetnym rozstawieniem chociażby dla Gerrarda i Bellamy’ego, ale także dla całego Liverpoolu, gdyż można wyobrazić sobie tuzin zespołów lepszych nawet bez wymieniania czołówki. Ich przewagą będzie to, że nikt na nich nie stawia i nie mają nic do stracenia, ale to może być za mało przy głodzie pucharów jaki panuje w Liverpoolu.

Chociaż tak naprawdę nic nie wygraliśmy w tym tygodniu, ten okres bardzo dobrze wpłynął na klub. Pozycja ligowa nie jest wystarczająca i wymaga poprawy, więc dobrze dla morale zespołu jest osiągnąć dobre rezultaty przeciwko dwóm czołowym zespołom Anglii. Najwyższa pora takie momenty przekuwać w konsekwentne występy. Najważniejszy jest najbliższy mecz. To starał się brutalnie przekazać Kenny, kiedy drużyna potrzebowała wstrząsu. Teraz Liverpool czeka kolejny ligowy test, którego oblanie momentalnie zmarnotrawi osiągniętą zwyżkę zaufania.

Autor: Hulus Dodano: 30.01.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON