Zasmucająca sobota

Porażka z największym rywalem zawsze boli. W dodatkowych pozaboiskowych okolicznościach i wytworzonym niezdrowym napięciu boli dziesięciokrotnie mocniej. Ostatnia sobota była najsmutniejszym dniem dla Liverpoolu w tym sezonie. Wytrącono klubowi wszelkie argumenty w nierównej walce o dobre imię klubu i jego gwiazdy a do tego udokumentowano dobitnie dystans dzielący odwiecznych przeciwników. Po dobrym okresie w pucharach przyszedł ponownie czas rozczarowań a Liverpool nie potrafił przekuć dobrej formy na wyniki w lidze.

Old Trafford to najtrudniejszy teren do wygrywania, ale można tam wyjść i nawet dumnie przegrać. Niestety w ostatniej kolejce udało nam się przegrać brzydko. Całą uwagę skupiono wokół postaci Suareza, który najpierw skompromitował the Reds nieeleganckim zachowaniem zaraz przed meczem a przed przerwą rozzłościł rywali bezmyślnym wykopaniem piłki w stronę kibiców. United na to zareagowało błyskawicznie po przerwie i w kilka minut skończyło to spotkanie. Liverpool wyjechał zawstydzony brzydkim zachowaniem Urugwajczyka a także przygnębiony słabą postawą, szczególnie w drugiej połowie meczu.

Po dwóch ciosach Rooneya Liverpool już nie zareagował. Szokująca była postawa zawodników, którzy nie zrobili wystarczająco wiele, żeby odrobić straty. Raczej długo obserwowaliśmy stojących, pozbawionych energii i mało aktywnych chłopców ‘pobitych’ przez odważniejszych i bardziej zdeterminowanych mężczyzn. Nie wolno tak grać z MU. Nie wolno się oszczędzać i jeśli nie można osiągnąć pozytywnego rezultatu to przynajmniej należy zostawić całe serce i płuca na boisku. Liverpool tego w sobotę nie dokonał.

Jeżeli jest jakiś pozytyw z afery wokół Suareza to taki, że przyćmiła ona całkowicie sportowy aspekt tego meczu. Liverpool zagrał fatalnie drugą część spotkania, kiedy zespół się rozpadł. Nie było współpracy pomiędzy zawodnikami, brakowało chęci gry, wyjścia do zagrań, porządnego pressingu. Gerrard nie dość, że nie zainspirował drużyny tak jak to bywało wcześniej, to w dodatku raził nieporadnością i niedokładnością. Dopiero Charlie Adam wchodząc z ławki pokazał nieco pazura w swoich zagraniach. Ostatecznie udało się szczęśliwie zdobyć bramkę kontaktową, która uratowała nieco honor, ale realnie nie zagroziliśmy już United, co było przygnębiające. Niestety ta drużyna nie jest na etapie, w którym może się podnosić w tak trudnych sytuacjach.

Patrząc na tabelę Liverpool wiele w ten weekend nie stracił. Rywale przegrywali i tylko Arsenal zdobył punkty. Jednak widząc naciskający zespół Fergusona na liderów zza miedzy jeszcze ciężej przyjąć porażkę. Już zdobyli więcej tytułów od the Reds a śrubowanie rekordu może dać im przewagę na wiele lat. Dodatkowo sytuację pogarsza wynik poprzedniej kolejki, gdzie nie potrafiliśmy wykorzystać przewagi i znowu zremisowaliśmy na Anfield. Ktoś powie, że Tottenham przecież walczy ciągle o tytuł i jest po prostu świetną drużyną. Jednak to samo widzieliśmy w meczach z drużynami z Manchesteru. Mieliśmy przewagę, ale punktami się dzieliliśmy. Tymczasem na wyjazdach u tych drużyn konsekwentnie polegliśmy. To irytujące, że z tych sześciu spotkań uzbieraliśmy jedynie trzy punkty.

Teraz przed Liverpoolem zadanie znacznie łatwiejsze. Brighton, które bez większych problemów już pokonaliśmy w Carling Cup przyjedzie do Liverpoolu, który będzie musiał zatrzeć złe wrażenie z soboty. Jest dużo czasu na przygotowania na ten oraz następny mecz, który może dać w końcu trofeum the Reds. Szkoda, że mecz z nisko notowanym przeciwnikiem w FA Cup nie wypadł w środku tygodnia pomiędzy ligowymi spotkaniami, gdyż wtedy większa byłaby szansa na grę młodych zawodników. Shelvey, Kelly, Flanagan, Robinson czy niektórzy gracze rezerw zasługują na swoje momenty w seniorskiej piłce. W obecnych okolicznościach interesująca będzie także decyzja Kenny’ego o wystawieniu lub nie Suareza. Może w ramach poprawy wizerunku właściwe byłoby posadzenie go na ławce czy trybunach. Akurat ze słabszym rywalem taka kara byłaby mało ryzykownym zabiegiem a poprawiłaby nadszarpniętą reputację klubu.

Autor: Hulus Dodano: 13.02.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON