Kolejny epicki finał

Liverpool teoretycznie nie miał prawa przegrać z Cardiff. Drużyna z Championship nie może się równać z Chelsea, Manchesterem City czy chociażby Stoke, które Liverpool odprawiał w kolejnych rundach Carling Cup. Ponadto tydzień wcześniej Liverpool zmiótł inną drużynę z zaplecza Premier League z innego pucharu. The Reds mieli wyjść i bez strachu osiągnąć swój cel. Drużyna w większości niepamiętająca poprzednich finałów nawiązała jednak w pełni do dramaturgii pamiętnych spotkań w Stambule z Milanem czy w Cardiff z West Hamem. To już zdaje się reguła, że jeśli Liverpool chce wygrać jakikolwiek turniej musi to osiągnąć w dramatycznych okolicznościach.

Kibice oczekujący łatwego zwycięstwo mogą czuć się zawiedzeni. W końcu przeciwnik do najbardziej wymagających nie należał a Liverpool miał do dyspozycji niemal pełny skład. Tymczasem to the Reds musieli gonić wynik, bronić się w końcówce dogrywki, żeby wreszcie wygrać dopiero po rzutach karnych, mimo pomyłek Gerrarda i Adama. Chociaż sportowo ten finał nie mógł zachwycić to i tak przejdzie do historii jako jeden z najbardziej emocjonujących. Było kilka zwrotów akcji, przewagę na zmianę miały oba zespoły a same rzuty karne stanowiły huśtawkę nastrojów dla fanów obu ekip. Taki przebieg meczu sprawił, że nie tylko Liverpool zwyciężył Carling Cup, ale walijska drużyna zyskała wielki szacunek wśród wszystkich oglądających ten finał za poważne postawienie się faworytowi.

Odchodząc od mało przekonującego stylu w jakim Liverpool osiągnął swój cel należy przyznać, że solidnie sobie na ten sukces zasłużył. Kilka trudnych stadionów zostało zdobytych po drodze a swój udział miała cała kadra z drobnymi wyjątkami. Wkład każdego poszczególnego gracza, który uczestniczył w tych rozgrywkach jest istotny i każdy z nich zasługuje na wpisanie sobie w CV wygranie Pucharu Ligi. To interesujące dla chociażby młodych chłopaków jak Flanagan, Robinson czy Shelvey a także starszych wychowanków Kelly’ego czy Spearinga, którzy mieli spory udział w spotkaniach przeciwko Chelsea czy City. Chociaż to ciągle minimum z zakładanych sobie celów na ten sezon to jednak chłopacy zasłużyli na chwilę świętowania.

To okrutne, że wczorajszy tytuł jest pierwszym od sześciu lat. To zatrważające, że przez te lata drużyna mająca w składzie takich zawodników jak Gerrard, Reina, Kuyt, Alonso, Mascherano czy Torres w swoich najwyższych formach nie potrafiła osiągnąć chociażby właśnie zwycięstwa w Carling Cup. Dziś celebrujemy sukces m.in. dzięki Adamowi, Carrollowi, Hendersonowi czy Downingowi, którzy wcale w szczycie formy nie są i mają problemy z wpasowaniem się do zespołu od momentu przyjścia do klubu. Jednak nic tak nie spaja drużyny jak właśnie sukces. Analogicznie nic tak jej nie rozbija jak bolesna porażka. Wczoraj w dziwacznych okolicznościach udało nam się ominąć kompromitacji, która mogłaby zmarnować postęp jaki do tej pory wykonaliśmy.

Znaczenie tego zwycięstwa jest nieocenione. Chociaż wszyscy spodziewają się, że klub wystrzeli nagle w tym punkcie sezonu w górę to jednak trzeba to poprzeć ciężką pracą nad rozwojem naszej gry. Za chwilę czeka nas istotny pojedynek z Arsenalem, który również został podbudowany efektownym zwycięstwem w lidze przeciwko Tottenhamowi(jak można było w dniu finału na Wembley ustawić taki szlagier w Londynie!). Koniec sezonu i miejsce zajęte w lidze a także osiągnięcia w FA Cup pokażą nam jaką wartość niesie za sobą zdobyty puchar. Jednak przede wszystkim skończyliśmy w ten sposób długoletnią posuchę a także w końcu odwiedziliśmy Wembley, które za długo nie widziało the Reds.

Trzeba być optymistą patrzeć na dokonania Kenny’ego Dalglisha, który wczoraj wieczorem stał się pierwszą osobą, która wygrała wszystkie brytyjskie rozgrywki zarówno jako piłkarz oraz trener. Trzynaście miesięcy wstecz, kiedy Liverpool był świeżo po przejęciu przez Johna Henry’ego a klub cierpiał okrutnie pod wodzą Roya Hodgsona ciężko było nawet marzyć o jakimkolwiek osiągnięciu. Liverpool był wielki wtedy tylko dzięki swojej historii a na boisku tego nie potwierdzał. Obecnie ciągle nie jesteśmy w punkcie, w którym być powinniśmy, ale postęp jaki wykonaliśmy jest mocno odczuwalny. Wiara i zaufanie utracone, kiedy można było obawiać się najgorszego przeminęły bezpowrotnie a atmosfera w zespole czy na trybunach jest nienaganna. Jest ciągle długa droga przed nami. Nie znamy ciągle odpowiedzi na wiele pytań a zespół ciągle jest w fazie budowy i nie wiemy czy będzie potrafił dojść do oczekiwań jakie stawia się Liverpoolowi. Jednak czuwa nad tym Kenny, który z pewnością nieustannie troszczy się o ten klub i reprezentuje wartości jakie mocno są w nim cenione. Wczoraj rozpoczął na nowo rozdział sukcesów na Anfield i oby to był pierwszy finał z wielu, gdyż kolejna sześcioletnia przerwa jest niedopuszczalna!

Autor: Hulus Dodano: 27.02.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON