Magiczny Holender

Kiedy do 103. minuty Dirk Kuyt obserwował swoich kolegów bez skutku atakujących Cardiff musiał mocno się denerwować i niecierpliwić. Od kiedy przyszedł w 2007. roku do klubu stał się symbolem piłkarza klasy pracującej. Nie przestawał biegać, nękać rywali i nigdy się nie zatrzymywał. Nigdy nie stanął obok największych gwiazd, na których wzorują się młodzi adepci piłki nożnej, ale mu nie zależało na takiej sławie. To piłkarz, który nigdy nie myśli na boisku w kategoriach indywidualnych osiągnięć a zawsze dobro zespołu stawiał na czele. Taką postawą zasłużył sobie na uznanie wśród czerwonej części Liverpoolu a w kilkanaście minut na Wembley zademonstrował, że wcale nie ma zamiaru się poddawać i dalej zasługuje na zaufanie managera.

Chociaż przez długie lata jest istotnym elementem zespołu wczoraj dopiero podniósł dopiero drugi puchar w swojej karierze. Pierwszy udało mu się wygrać jeszcze w barwach Utrechtu. Jednak od tamtej pory szczęście nie było po jego stronie. Przegrywał największe finały w klubowej i reprezentacyjnej piłce, kiedy z Liverpoolem uległ w Atenach z Milanem(zdobył wtedy honorowego gola) a z Holandią uległ na MŚ w RPA Hiszpanii. Teraz nareszcie może się cieszyć z sukcesu i w pełni zasłużenie unieść puchar.

Kenny nie znalazł dla niego miejsca w podstawowym składzie i jak mocno się mylił pokazał Dirk w kilkanaście minut. Strzelił bramkę, wybijał piłkę z linii a przede wszystkim rozpędził naszą grę swoimi zagraniami. Kiedy jego partnerzy często zwalniali akcje lub nie potrafili podjąć szybko decyzji o zagraniu on bez żadnych kalkulacji włączył wyższy bieg i wyraźnie chciał wszystko zakończyć jeszcze w doliczonym czasie. Nie udało się tego osiągnąć, ale za to przyszły rzuty karne, w których nie zawiódł. Nie potrzebował wiele czasu, żeby zostać bohaterem tego spotkania. Dobitnie pokazał wszystkim, że nie wolno go skreślać a młodsi koledzy mogą sporo jeszcze się nauczyć od niego. Znowu zwyciężyło jego wzorowe nastawienie i postawa, która powinna cechować wszystkich w tym klubie. Najważniejsze jednak, że Holender nie opuści już Anfield z pustymi rękami. To byłoby skrajnie niesprawiedliwe, gdyby jego ciekawa kariera w Liverpoolu była bezowocna.

Autor: Hulus Dodano: 27.02.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON