Zmierzch kariery?

Kiedy ogłoszono skład Liverpoolu na pucharowe spotkanie z Evertonem kibice mogli być mocno zdziwieni, że w składzie znalazło się miejsce dla Jamiego Carraghera. Zasłużony, doświadczony, legendarny już piłkarz klubu w tym sezonie musiał na dobre uznać wyższość pary Agger-Skrtel a ponadto młody Coates kilkukrotnie pokazał się z dobrej strony, chociażby zdobywając bramkę sezonu pięknymi nożycami przeciwko QPR. Jednak waga spotkania i jego derbowy charakter przeważyły o obecności dojrzałego wychowanka. To był najszczęśliwszy człowiek na Wembley w momencie, gdy Howard Webb odgwizdał koniec spotkania. Niestety głównie ze względu na jego prezent dla Evertonu, który mógł być jego największym koszmarem.

Nie sposób nie zadać w takiej sytuacji pytania: czy to już teraz jest ten moment, kiedy trzeba się będzie żegnać z Jamiem jako piłkarzem Liverpoolu? Jego wiek, zarobki, obecne umiejętności są przeciwieństwem piłkarza, którego wzorzec nakreślili obecni właściciele w wizji swojej polityki transferowej. To jednak ikona. Człowiek przesiąknięty tym klubem i jednoznacznie z nim kojarzony. Myślę, że nie ma sensu przytaczać szeregu jego zasług i wystarczy wspomnieć moment, w którym w heroicznej walce w Stambule doskwierały mu skurcze, po czym wstawał i dalej walczył jak lew. Chociaż nigdy nie był obdarzony wielkim talentem osiągnął coś wspaniałego w Liverpoolu i zawsze będzie wymieniany wśród najlepszych jego defensorów.

Jednak na bok sentymenty. Spójrzmy z czysto sportowej strony na obecnego Carraghera i zastanówmy się czy to nie jest już ten moment, w którym trzeba byłoby sobie ładnie podziękować za współpracę i pójść do przodu. Dominacja Aggera i Skrtela nad nim w tym sezonie nie podlega dyskusji. Coates już udowodnił, że jest w stanie już w tym momencie uzupełnić ten duet. To jednak mało. Ciągle Carragher może zostać uzupełniając skład środkowych obrońców. Problem jednak polega na tym, że widocznie tracimy wtedy na jakości gry obronnej. Wynika to z przyzwyczajeń Jamiego, który nie potrafi wyjść wyżej swoją formacją, gdyż zwyczajnie jest za wolny do takiej gry. Głęboko ustawiona defensywa pozwala jednak wejść przeciwnikom bliżej bramki a co za tym idzie stanowi większe zagrożenie. Widocznie taka gra gorzej pasuje Aggerowi czy Skrtelowi, którzy świetne występy w tym sezonie głównie notowali, gdy grali razem. Mogli wtedy wyjść wyżej, operować z dużym zaufaniem piłką pomiędzy sobą i wymiennie potrafili włączać się w konstruowanie akcji. Obecność naszego drugiego kapitana to hamuje i wymaga bardziej klasycznego podejścia do gry obronnej.

Jednak nie byłoby problemu jakby Carragher tak jak przez większość swojej kariery wykonywał swoje zadania wzorowo. Kiedy nie dostaje regularnej szansy na grę powinien w tych kilkunastu spotkaniach dać nam przynajmniej bezpieczeństwo z tyłu na wystarczającym poziomie. Ostatnie rzecz jakiej nam wtedy potrzeba to indywidualne błędy z jego strony. W momencie, w którym przy swojej klasycznej, twardej i walecznej grze zaczynają się wpadki decydujące o traconych bramkarz należałoby się zastanowić czy może nie pójść śladami Samiego Hyypii. Fin, kiedy już nie był tak silnym punktem naszej obrony a ciągle czuł się zdolny do regularnej gry zmienił klub na niżej notowany i na koniec kariery potrafił być jeszcze silnym punktem niemieckiego Bayeru. Jamie nie jest w sytuacji, w której może liczyć na rozwój w przyszłości, bo to co miał najlepsze już zaoferował klubowi. Na pewno to będzie wymagało przeanalizowania i decyzji tego lata.

Oczywiście jeśli zapytałoby się go czy widzi siebie dalej w Liverpoolu bez zawahania odpowiedziałby, że tak. Tutaj jednak wkraczamy w kompetencja człowieka, który powinien o tym decydować. Jest nim Kenny Dalglish. To w jego rękach leży przyszłość Carraghera. To on musi zdecydować czy dalej będzie polegał na usługach wiernego żołnierza czy skieruje się w inne strony. Wiadomo, że jest kontrakt, nawet ze sporą tygodniówką i to trzeba respektować, ale jak sam Jamie mówił: nikt nie jest większy niż klub. Obecny sezon pokazał, że jego rola jest ograniczona. Jego występy pokazały, że nie może mieć pretensji, że stracił status pierwszego wyboru przy definiowaniu naszej obrony. Nie jest też tajemnicą, że ma on trenerskie ambicje i być może taka rola byłaby dla niego odpowiedniejsza na przyszły sezon. O ile oczywiście by się na to zgodził. Można też zostawić wszystko w obecnym porządku kontynuując obecną pracę w podobnym zestawieniu obrońców byle tylko nie ignorować sytuacji. Potrzebna jest wśród sztabu analiza i przemyślenie sytuacji, ponieważ jeśli mamy tworzyć projekt na kilka następnych lat ciężko oczekiwać, że znajdzie się w nim w dłuższej perspektywie Carragher. Na pewno nie może zostać wyłącznie ze względu na przeszłość i zasługi. Raczej powinno się dbać o to, żeby w ostatnich krokach jego kariery nie niszczyć pomnika, którego wierną służbą dla Liverpoolu sobie wybudował w sercach kibiców.

Autor: Hulus Dodano: 16.04.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON