Kolejny nowy rozdział

Po ponad trzech miesiącach męczącego oczekiwania powraca wielka piłka na angielskie stadiony. Liverpool przygotowuje się do inauguracji ligi z czwartym nowym menagerem w czwartym kolejnym sezonie. To niebywała sytuacja dla tak niegdyś stabilnego klubu. Czy tym razem mamy podstawy sądzić, że jesteśmy gotowi czy po raz kolejny dajemy się zbyt naiwnie ponieść fali optymizmu?

Brendan Rodgers, 39-letni Irlandczyk z Północy w momencie, kiedy Liverpool odnosił w Stambule największe zwycięstwo w ostatnim dziesięcioleciu był fanom the Reds równie mało znany jak jeszcze kilka dni temu Oussama Assaidi. Kiedy Liverpool przez ostatnie kilka lat przeżywał ciężkie chwile, Rodgers rozkwitał w niewielkiej Swansea, gdzie wyrobił sobie na tyle silną markę, że amerykańscy właściciele z FSG postanowili dla niego porzucić swoje rewolucyjne plany kadrowe. Swoją drogą to pierwsza tak poważna i całkowicie niezależna decyzja z ich strony. Wcześniejsze zatrudnienie Dalglisha zamiast Hodgsona wynikało z potrzeby chwili a jego pełne zatrudnienie było przymusem. W tamtym momencie wybranie kogoś innego niż Kenny mogło się skończyć zamieszkami!

Do opisu nowego opiekuna zespołu pewnie potrzebne byłoby wiele stron, może nawet tak dużo ile zajęła jego filozofia przedstawiona J. Henry’emu. To świadomy wyzwania człowiek, który realnie i z dużą szczerością podchodzi do zadania, którego się podjął. Dobrze wie, że w jego zawodzie trzeba mieć wiele różnych cech i łączyć w sobie kilka ról. Musi być nauczycielem, często psychologiem, motywatorem, aby dobrze pracować zarówno indywidualnie z zawodnikami jak i całą grupą. Prowadzenie dużego klubu wymaga od niego bycia nie tylko dobrym taktykiem na boisku, ale równie mocnym strategiem poza nim, żeby Liverpool wykonywał stały progres jako całość. To wielkie wyzwanie, ale Rodgers sam chciał je podjąć odrzucając możliwość pracy z dyrektorem sportowym, który przejąłby część obowiązków, ale też władzy.

Brendan to na Wyspach typ rzadko spotykany. Jego filozofia jest zaprzeczeniem tego wszystkiego na co stawiali jego przodkowie. Gotuje się jak widzi niepotrzebnie straconą piłkę, denerwuje się nie widząc jej prowadzonej po ziemi przez swoich graczy a przed odbiorem odlicza siedem sekund. Dokładnie wie jak chce grać i jakich ludzi do tego potrzebuje. Jakaż to miła odmiana do jego dwóch poprzedników, których pomysły były co najmniej niejasne. Jednak jego nowoczesność w podejściu do sposobu gry łączy się z szacunkiem do tradycji klubu wyrażonej w prostych gestach jak zmiana tabliczki „This is Anfield” na wcześniejszą wersję, transfer roku jakim jest powrót czerwonych siatek do bramek czy biuro ozdobione obrazami legend klubu. Wyraża on duży szacunek i uznanie wielkim postaciom Liverpoolu jak Paisley czy Shankly, ale nie zamierza nikogo naśladować. Chce wytyczyć własny kierunek i wpłynąć na każdą sferę klubu.

Uczciwie trzeba przyznać, że tak jak Roy i Kenny nie dostał w spadku uporządkowanej drużyny. Musiał nie tylko zredukować budżet płacowy, sztucznie napompowany poprzez kilka bardzo nieopłacalnych kontraktów zawartych w przeszłości. Zgodnie z filozofią FSG należało także odmłodzić skład. Brendan wybrał najprostsze rozwiązanie, pozwalając bez walki odejść starszym zawodnikom. Kuyt, Maxi, Bellamy udowadniali w ostatnim roku, że mogą być dla klubu przydatni, ale ich odejście pozwoliło wyżej wymienione problemy w dużym stopniu rozwiązać za jednym zamachem. Aktualnie cały czas trwa budowanie składu na nowy sezon, ale nabiera on znacznie dynamiczniejszych kształtów. Zapewne spekulacje nie ucichną do ostatniego dnia okienka i możemy mieć tylko nadzieję, że pierwszego września Rodgers będzie zadowolony z liczby i poziomu zawodników z jakimi będzie pracował w kolejnych miesiącach.

Właśnie ten okres wspólnych treningów jest w tym momencie najważniejszy. Rodgers zaznaczył wyraźnie, że potrzebuje ludzi, dla których ciężka praca to podstawa a nie dodatek. To musi być norma, ponieważ czeka całą grupę ogrom nauki. Brendan musi dostać się do ich umysłów i wpoić im nie tylko zawiłe szczegóły jego taktyki, ale także zbudować mentalność, w której będą chętnie grać liverpoolowską tiki-taką jednocześnie zawsze wierząc, że prowadzi to do zwycięstwa. Oczywiście potrzeba do tego jedności, więc już na starcie Rodgers musi ukształtować grupę tak, żeby nikt nie zakłócał jego działań w czasie trwania rozgrywek. On sam twierdzi, że piłkarzy może jedynie edukować. To odmiana w stosunku do Beniteza, który w najdrobniejszych szczególikach poprawiał grę piłkarzy, ale odbierał im swobodę i żądał absolutnej dyscypliny taktycznej. Tym razem taktyka ma pomóc piłkarzom w byciu bardziej kreatywnym, pomysłowym.

W dotychczasowych meczach przedsezonowych piłkarze zdołali zademonstrować swoją zgodę na sposób gry Rodgersa. Przyjemnie jest obserwować jak wykonują powierzone im zadania z dużą chęcią, płynnością i prawdopodobnie radością. Jeśli fantastyczny występ z Homel można zbagatelizować ze względu na poziom przeciwnika to już trudno zlekceważyć dobry występ przeciwko Bayerowi. Mimo niekompletnego zestawienia potrafiliśmy bardzo konsekwentnie wymieniać podania i brakowało momentów, w których nie wiedzieliśmy jak rozpocząć atak. To był duży problem poprzedniego sezonu. Kiedy piłka trafiała na połowę przeciwnika byliśmy ograniczeni w pomysłach na zawiązanie akcji. Równie nieciekawie wyglądał odbiór piłki w naszym wykonaniu, kiedy piłkarze marnowali wiele sił bez celu biegając obok rywali. W tej kwestii także widać już poprawę, dzięki naciskowi ze strony Rodgersa na stosowanie pressingu automatycznie po stracie piłki.

Trudno przewidywać jak daleko zajdziemy pod wodzą Brendana w rozpoczynającym się lada moment sezonie, szczególnie że nie znamy w pełni kadry jaka zostanie zebrana za dwa tygodnie. Uwaga skupiona będzie początkowo na nowych twarzach, ale o sile tego zespołu w większości decydować będą zawodnicy, którzy byli tu wcześniej. Przed Reiną stoi zadanie odbudowania swojej wielkiej formy po pierwszym jego słabszym sezonie. Enrique musi potwierdzić, że na wysokim poziomie może grać obie rundy. Agger(o ile zostanie) ze Skrtelem będą musieli dalej polepszać swoją współpracę. Lucas z Gerrardem będą starali się rozegrać pełny sezon. Wiele do udowodnienia ma Downing, który zdaje się zaskakująco dostaje drugą szansę w klubie. Suarez po podpisaniu nowego kontraktu musi skupić się wyłącznie na piłce i unikać kolejnych problemów dyscyplinarnych.

Nowy sezon, stare oczekiwania. Cały czas liczy się przede wszystkim awans do Ligi Mistrzów. To jedyna droga do zakopania przepaści z ostatnich sezonów dzielącej nas od najlepszych zespołów. Potrzeba nam tego ze względu na zachowanie stabilności finansowej. Finansowe Fair Play wchodzi niedługo w życie i Henry zapowiedział, że klub będzie dążył do przestrzegania nowych zasad. Oznacza to, że niezbędne jest zwiększenie wpływów, jeśli chcemy w kolejnych latach się wzmacniać za duże pieniądze. Można to zrobić głównie poprzez udział w LM i zwiększenie wpływu z dnia meczowego. Wiemy, że sprawa nowego stadionu/przebudowy Anfield cały czas jest w toku i na dzień dzisiejszy najważniejsze dla klubu jest powrócenie do elitarnych, europejskich rozgrywek. Dużo już udało nam się zaoszczędzić zmniejszając wydatki na płace. Na szczęście wciąż potrafimy docenić wysokie umiejętności i pochwalić trzeba zarząd za nowy kontrakt Suareza czy trwające rozmowy ze Skrtelem. Błędem ostatnich lat było gwarantowanie nowym piłkarzom wysokich kontraktów zanim zdążyli udowodnić na Anfield, że na nie zasługują.

Jedynie godziny dzielą nas od rozpoczęcia rozgrywek najbardziej interesującej i dynamicznej ligi świata. Jak zwykle w tym momencie wokół Anfield panuje optymizm, chociaż tak jak w poprzednich latach nie ma on silnych podstaw. Liverpool ostatnio grał co raz gorzej, oddalając się od czołówki mimo szeregu zmian każdego lata. Tym razem również przechodzimy przez fazę sprzątania składu i sposób naszej gry ma się zmienić istotnie względem pomysłów poprzednika. Na co możemy liczyć? Z pewnością w początkowych meczach będziemy świadkami wzorowej postawy zawodników, którzy z wielką pasją i zaangażowaniem będą starali się wypełniać założenia Rodgersa. To jednak może być chwilowy efekt zmiany metod treningowych, chęci zaimponowania nowemu trenerowi lub lęku przed stratą miejsca w składzie. To samo widzieliśmy pod wodzą Dalglisha początkowo. Później zabrakło wiary w tamten projekt i silnego przywództwa. Rodgers będzie musiał sprawić, że postawa zawodników będzie odpowiednia bez względu na przeciwnika przez cały sezon. To wielkie wyzwanie, ale w mniejszym środowisku sobie z tym poradził. Czy stać Liverpool na osiągnięcie czegoś więcej? Trudno powiedzieć. Zawodnicy dość szybko przystosowują się do nowego stylu i są nim widocznie podekscytowani. Jak uda nam się utrzymać kluczowych zawodników przy zdrowiu to niczego nie można wykluczyć. Jednak widząc silną konkurencję trzeba zachować ostrożność i nie pompować balonika z oczekiwaniami za wysoko. Ostatnie nasze wyczyny ligowe wszak do tego nas zmuszają.

Autor: Hulus Dodano: 17.08.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON