Druga strona medalu

To już reguła, że po meczu Liverpoolu rozmawia się dużo na temat Luisa Suareza. Nieważne czy the Reds grają z nim, czy strzeli lub czy Liverpool wygra. Urugwajczyk regularnie znajduje się w centrum uwagi, ale tym razem jego pozapiłkarskie zachowanie nareszcie wskazuje na pozytywną stronę jego charakteru. Pokazuje, że za warstwą obrzydzenia, braku sympatii i oburzenia jakimi darzą go media i kibice poza Liverpoolem, istnieje również wesołe i radosne oblicze Suareza, które ukazało się m.in. podczas wartej zapamiętania celebracji gola. Trudno byłoby wyobrazić sobie lepszy sposób na odpowiedź do krytycznych uwag Moyesa. To był najciekawszy i najlepiej rozegrany mentalnie mecz Luisa w jego ciągle krótkiej karierze na Anfield.

Wszyscy dobrze znają Suareza szukającego karnego, wywracającego się żałośnie ze Stoke. Obrońcy go nie lubią, bo wywraca się od razu a nie dopiero jak słychać gruchot kości. Nie lubią go sędziowie, bo widzą jego ciągłe pretensje i gesty po niekorzystnych dla niego decyzjach. Nie lubią go czarnoskórzy, bo nie obrażał Evry z takim szacunkiem rasowym z jakim sam był przez Francuza wyzywany. Nie lubią go w Ghanie, bo zniszczył ich marzenia na Mundialu. Nie lubią go w Holandii, bo gryzie zawodników. Nie lubią go w Fulham, bo pokazał im palec. Poziom nienawiści wobec niego rośnie z każdym tygodniem a każda próba obrony go ze strony klubu czy reprezentacji traktowana jest jako skrajnie nieobiektywna.

Tak, miał kilka bardzo kontrowersyjnych przygód w swojej karierze. Tak, upada celowo. Tak, czasem nawet bez kontaktu. Tak, wyraża często pretensje po gwizdku sędziego. I co z tego? Czy różni się czymś od rywali? Czy podobnych zachowań nie widuje się w każdym klubie? Czemu więc inni unikają kontuzji lub zachowują się sprytnie a od Suareza wymaga się pozostania na nogach do końca akcji nawet jakby miał na tym tylko tracić. Czemu jeden z najlepszych piłkarzy w lidze nie dostaje typowej ochrony od sędziów a raczej jest przez nich gnębiony? Czy już nie pamięta się apelów Fergusona o chronienie Ronaldo, bo to najlepszy piłkarz ligi? Przecież Portugalczyk również miał problemy z równowagą.

Obwinianie Suareza o wszystko co w piłce złe stało się modne na tyle, że ludzie zapominają jak dobrym jest piłkarzem. W derbach postanowił dla odmiany zagrać tak jak sobie życzy tego Moyes, Pulis czy Ferguson. Nie przewracał się już łatwo, nie kłócił się z arbitrem, zachował uśmiech nawet w ostatniej minucie. Paradoksalnie to Neville czy Fellaini zachowywali się w sposób, który przed meczem krytykował ich trener. Twierdził przy tym, że przez takich piłkarzy jak Luis ludzie zaczną odchodzić od futbolu. Spotkanie zweryfikowało tą wypowiedź w brutalny dla Szkota sposób. Postacie takie jak Suarez są magnesem na kibiców. Jego gra była spektakularna i powinien zostać nagrodzony w ostatniej minucie zwycięską bramką. Na szczęście dla całej Anglii sędzia szybko zorientował się kto jest strzelcem bramki i uratował świat przed nagłówkami o bohaterze Suarezie.

Wspomniane wcześniej ‘nurkowanie’ przed Moyesem zamknęło usta trenerowi Evertonu. Pokaz humoru, ironii w momencie radości z bramki przejdzie do historii. Ciągle jednak znajdują się ignoranci, którzy znajdują w tym zachowaniu tylko negatywne cechy Luisa. Wiadomo, że tacy piłkarze są wzorem dla niektórych młodych chłopaków. Może wyciągną z tego zachowania lekcję, że można na krytykę odpowiadać z uśmiechem na twarzy. Cieniem na jego występie kładzie się wejście w nogi Distina, ale tu nie można mówić o złośliwości czy czerwonej kartce. Wyglądało to nieciekawie i zasłużył na żółtą kartkę, ale zebrał od swoich przeciwników oskarżenia o agresywne wejście z premedytacją. Łatka symulanta przestaje niektórym wystarczać i próbują dołożyć mu jeszcze boiskowego bandytę oraz prowokatora.

Suarez zachowując się tak w derbach dał jednak fanom Liverpoolu do myślenia. Okazuje się, że jednak może grać skupiając się na piłce bez negatywnych emocji. Nie traci przy tym zaangażowania, poziomu piłkarskiego i zadziorności. Nie w każdej sytuacji oczywiście zachował humor, bo nie mógł powstrzymać się przed zruganiem Sterlinga kilka minut przed przerwy, gdy ten zmarnował najlepszą sytuację w meczu. Jednak przez większość meczu nie zaprzątał sobie głowy niczym innym jak gra. Jeśli w kotle jakim okazał się stadion Evertonu mógł zachować spokój należałoby od teraz oczekiwać tego regularnie. Potrzebny nam Suarez-piłkarz i to już od dziś. Liverpool jest zmęczony jego awanturami, wyraża mu ciągle wsparcie, ale nie jest w stanie przeciwdziałać negatywnemu odbiorowi jego osoby. Szkody zostały wyrządzone i jako klub za dużo tracimy na jego reputacji. Całe szczęście, że on swoją grą daje nam ciągle dużo więcej niż jest nam odbierane. Jeśli jednak utrzyma on taki profesjonalizm jak w niedzielę to z czasem los się odmieni. Tylko tak może walczyć z przewrażliwionymi arbitrami. Natomiast ostatnie co mu potrzebne to kolejna symulacja. Teraz nie tylko sędziowie, ale jego właśni kibice widzą jak może grać i chcieliby to widzieć częściej. Bez niego Liverpool nie ma ataku. To nie tylko jedyny napastnik, ale kluczowy zawodnik w każdej naszej akcji. Dojrzały Suarez to byłby pierwszy triumf Rodgersa.

Autor: Hulus Dodano: 29.10.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON