600!

Jeszcze niedawno wznosił puchar Ligi Mistrzów, odrzucał zaloty nagle wzbogaconej Chelsea czy zawsze doniosłego Realu Madryt. Podziwu dla niego nie ukrywał Sir Alex Ferguson, Arsene Wenger czy Jose Mourinho. Pan Liverpool jak zwykło się o nim mówić dał milionom kibiców tego zacnego klubu tyle pięknych wspomnień, że wystarczyłoby tego dla pełnej jedenastoosobowej drużyny. On jednak był dla the Reds lojalny od pierwszego dnia i mimo kilku trudniejszych momentów ciągle pozostawał w zespole stanowiąc jego najważniejszy element. Steven Gerrard przekroczył kolejną granicę w swojej karierze rozgrywając mecz nr 600 w czerwonych barwach.

Pochwał w jego kierunku tak jak wielkich spotkań w jego wykonaniu nie brakuje. Można książki pisać o jego zasługach w kolejnych erach klubu od jego pierwszych lat pod wodzą Houlliera, poprzez piękne dojrzewanie pod rządami Beniteza aż po trudny okres, którego jesteśmy świadkami od kilku sezonów. Nie tylko wyróżniał się umiejętnościami, ale jakże słabnącą w obecnych czasach wiernością względem klubu, w którym stawiał pierwsze kroki. Oczywiście łatwiej rozegrać karierę w jednym klubie, jeśli należy on do czołówki światowej niż w mniejszym bez ambicji. Jednak wiele jest przykładów zawodników, którzy nie zastanawiają się dwa razy nad wyfrunięciem z gniazda. Michael Owen zranił kochających go fanów, odchodząc do Madrytu, Rooney nie czekał długo na opuszczenie Evertonu, Beckham wybrał Hiszpanię dla większej sławy, Torres w końcu opuścił Atletico. Gerrard mógł być wśród nich a jednak trafił do grona wybitnych piłkarzy jak Giggs czy Totti, którzy wszystkie najlepsze dni swojej piłkarskiej kariery poświęcili jednemu klubowi. A przecież Liverpool nie wygrał tytułu od wielu lat a realną walkę o niego nawiązuje może dwa razy na dekadę. Nie brakowały nigdy chętnych na jego usługi i nie brakowało ofert. Raz był blisko Chelsea, ale jak sam potem stwierdził medale zdobyte z innym klubem nie dałyby mu tej radości co wygrywanie z Liverpoolem. Dziś, w momencie, w którym jego gra zaczyna słabnąć, trzeba oddać mu hołd za to, że był dla nas bohaterem przez te 600 spotkań. To jednak specjalny jubileusz znacznie różniący się od jemu podobnych. W tym momencie musimy zdać sobie sprawę w ilu z tych meczów był on kluczową postacią.

To właśnie go wyróżnia wśród innych piłkarzy. Od pierwszego dnia do dziś to postać, bez której Liverpool traci wyrazistość. On uosabia wartości cenione przez klub i jego obecność na boisku jest bardzo budująca. Nie byłoby wielu wspaniałych wspomnień bez niego. Jego gol z Olimpiakosem pozwolił kontynuować marzenia o Stambule, z którego ciągle dobrze pamiętamy moment po pierwszej strzelonej bramce, gdy wyjął piłkę z siatki i z pełną pasją wznosząc ręce w górę dał sygnał kibicom i drużynie do walki. Rok później przeciwko West Hamowi w innym finale dwukrotnie podnosił z kolan zespół w niebywały sposób. Nadchodził jego najlepszy okres, kiedy razem z Torresem stworzyli najwspanialszy duet w Europie. Śmiem twierdzić, że właśnie Gerrarda brakuje Hiszpanowi obecnie na Stamford Bridge do odzyskania dawnego blasku.

Czemu o tym wspominam? Ponieważ obecna forma zaczyna niepokoić kibiców. Od kilku lat nie potrafi już dalej podnosić samodzielnie klubu do poziomu Ligi Mistrzów i powoli pojawiają się głosy, aby rozpocząć proces marginalizowania jego roli w zespole. Chociaż w najlepszych swoich latach miewał gorsze wsparcie niż ostatnio to jednak wznosił ten klub do nieoczekiwanego czasami poziomu. W momencie, w którym nie jest w stanie już dalej tego osiągać należy pomóc mu znaleźć rolę, w której będzie czuł się najlepiej i wreszcie po wielu latach dać mu wokół piłkarzy, którzy chętnie zabiorą od niego piłkę i sami wezmą ciężar gry na siebie. Ciągle jednak mamy takowych za mało. Raz brakowało charakteru, innym razem umiejętności a teraz doświadczenia w jego otoczeniu. Jakże pięknie ma prawo starzeć się Lampard, kiedy Mata z Hazardem momentalnie przejęli rolę liderów w pomocy. W końcu nasz kapitan zasługuje na zmianę pokoleniową w roli głównodowodzącego. Lepiej jemu tego nie mówić, bo on ciągle czuje się na siłach kilka lat grać tak jak zawsze i to wspaniale o nim świadczy. Jednak dziś zespół niekoniecznie w pełni korzysta z jego usług.

Nie wolno nam zapominać o jego poświęcaniu się dla zespołu. Nie marudził jak proszono go o odbębnianie roli defensywnego pomocnika, jak trzeba było zagrał świetne zawody na prawej obronie w Stambule, najlepszy sezon rozegrał na prawej pomocy a w kadrze pełnił jeszcze bardziej niewdzięczne role. Nikt tak jak on nie zasłużył na komfort gry na najlepszej dla siebie pozycji a tą okazała się przestrzeń za napastnikiem. Co prawda było to, gdy na szpicy był Torres, ale nie można zaprzeczyć, że jego obecność bliżej bramki przeciwnika sprawia mu więcej problemów. Dynamika, na której bazuje w naturalny sposób z wiekiem słabnie. Już nie potrafi momentalnie zebrać się do strzału i z wielką siłą oraz precyzją straszyć bramkarzy. Dziś potrzebuje więcej miejsca, czasu a i tak jest częściej blokowany lub chybia niż miał to w zwyczaju. On sam musi się pogodzić z pojawiającymi się ograniczeniami i dopasować do nich swoją grę.

Oczywiście nie wolno przesadzać. To ciągle zawodnik o imponujących cechach fizycznych, zdolny do wielu zagrań niedostępnych dla obecnych młodszych graczy. Ciągle potrafi być niezwykle niebezpieczny dla rywala, ale już nie robi tego z taką konsekwencją i regularnością jak wcześniej. Czy ktoś jednak jest w stanie wyprzeć go ze składu? Ciągle nie tylko w klubie, ale i w reprezentacji nikomu to się nie udaje. Kiedy ostatnio z przyczyn sportowych usiadł on ławce? Czy miało to miejsce w jego karierze od kiedy ugruntowała się jego pozycja w zespole? Podobnie jest w kadrze, dla której zagra za chwilę setne spotkanie, co również jest wielkim krokiem dla Gerrarda.

W momencie, gdy naszemu kapitanowi nie udaje się wszystko tak jak kiedyś. Gdy już rzadziej udaje mu się zachwycać swoich kibiców a samodzielnie wygranych przez niego spotkań zaczyna brakować, należy oddać mu hołd za to, że potrafił to robić tak wiele razy w swojej karierze. To Liverpool ma wobec niego obecnie dług za to, że tak wiele lat musiał on często samodzielnie ciągnąć przysłowiowy wózek. Pora w końcu zbudować mu zespół, w którym będzie potrzebny, ale już niekoniecznie niezbędny. Taki, w którym bez zawahania wymieniać się będzie szereg zawodników najwyższej klasy piłkarskiej a zarazem mentalnej. Takich, którzy będą podnosić ten klub z kolan. Którzy nie pozwolą przeciwnikowi poczuć się za pewnie. Miał kilku zawodników o takich walorach Gerrard obok siebie, ale sporo z nich walczy dziś dla innych barw. Może ma takich już teraz, ale potrzebują czasu by do tego dojrzeć. Steven z pewnością ten czas im da. On sam łatwo kończyć z grą nie zamierza. Dziwiłoby jakby myślał inaczej!

Autor: Hulus Dodano: 08.11.2012

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON