Sezon dosłownie przejściowy, część 1.

„To długofalowy projekt. To projekt na najbliższe kilka lat. Przede wszystkim chciałbym obronić zasady tego wspaniałego klubu, czyli ofensywny, kreatywny i taktycznie zdyscyplinowany futbol. Realia są takie, że możemy nie być gotowi na tytuł już teraz, ale proces zaczyna się już dzisiaj i jest to nowy cykl. To coś, nad czym będziemy pracować w najbliższych latach.[…] Chcę zobaczyć świetny ofensywny futbol, z kreatywnością i wyobraźnią, pełen bezlitosnych podań”

Te słowa, pochodzące z wywiadu przeprowadzonego pierwszego dnia Rodgersa w klubie, definiują dość wyraźnie cele, jakie stawiał on sobie na pierwszy rok w klubie. Tym razem właściciele nie rozbili skarbonki w nadziei na szybkie sukcesy i błyskawiczny powrót do Ligi Mistrzów. W końcu postawiono na rozsądek i zgodzono się na długofalowy projekt. Pierwszy taki po pozbyciu się z klubu Beniteza przez Hicksa i Gilleta. John W. Henry w końcu mógł spełnić swoje marzenia o młodym szkoleniowcu wprowadzającym rewolucyjne zmiany w grze, mające być w opozycji do poprzednich „tradycyjnych” trenerów jak Hodgson i Dalglish. Dlatego na krótkiej liście znalazły się jeszcze takie nazwiska jak Martinez czy Lambert. Czas pokazał, że przynajmniej z tej grupy wybrano właściwie. Jednak jak tak właściwie poradził sobie Brendan w pierwszym roku? Czy zrealizował swoje cele? W jakim stopniu wykorzystał okres przejściowy w kontekście następnych lat? Jak wiele błędów popełnił i czy potrafi z nich wyciągać wnioski?

1. Transfery

Na tym polu wyraźnie należy rozdzielić letnie okienko do zimowego. Ciężko dobrze ocenić pierwsze ruchy transferowe Rodgersa, kiedy sytuacja jaką zastał w klubie była zawstydzająca dla tak wielkiej marki. Od odejścia Comolliego w kwietniu klub wyraźnie nie pracował nad transferami. Jedynym owocem pracy scoutów było zatrudnienie młodego i zdolnego Yesila. Allen i Borini to dobrzy znajomi Rodgersa, Assaidi to podobno wymysł byłego dyrektora od komunikacji(!) a Sahin to dobrze znany każdemu piłkarz. Nawet niedoszłe transfery latem Sigurdssona, Dempseya i Sturridge'a to ruchy ewidentnie ze strony trenera a nie zaplecza, które powinno dostarczać mu listę piłkarzy. Kto wie czy najważniejszymi transferami letniego okienka transferowego nie byli scouci wyciągnięci z Manchesteru City Dave Fallows i Barry Hunter. Mogli rozpocząć pracę dopiero od września i możliwe pierwsze efekty ich pracy widzieliśmy w styczniu w przypadku przyjścia Coutinho.

Oceniając letnie okienko transferowe należy wziąć pod uwagę liczbę operacji, które przeprowadzono. Pierwsze kilka miesięcy Rodgersa to pracowity okres zmian w kadrze. Odeszło kilku starszych, zasłużonych piłkarzy, którzy w poprzednich latach byli ważnymi ogniwami zespołu jak przede wszystkim Kuyt, który mógł się czuć rozczarowany poprzednią kampanią, kiedy był spychany na boczny tor. Liverpool opuścili jeszcze Bellamy, Maxi, Aurelio, czym dano jasny sygnał, że rozpoczynamy odmłodzenie kadry. Klub opuścił także źle czujący się na Wyspach Aquilani a także piłkarze nie pasujący do gry Rodgersa jak Adam, Spearing. W końcu postanowiono także wypożyczyć Carrolla. Jednocześnie otrzymaliśmy najmłodszy zespół w lidze i znacznie poprawiliśmy nasz budżet płacowy. Sporo wydaliśmy na Allena i Boriniego, co szczególnie dziś może być kwestionowane, ale wątpliwe jest, żeby negatywne opinie miały się powtarzać w przyszłości. Obaj są młodymi piłkarzami i zademonstrowali potencjał, nawet jeśli nie potrafili tego robić regularnie. Jednak letnie transfery należy oceniać przede wszystkim po stanie w jakim była drużyna 1 września. Każdy dobrze pamięta tamten rozczarowujący okres, kiedy klub nie był w stanie dopiąć żadnego transferu, mając zabukowane badania lekarskie dla dwóch zawodników. Zespół desperacko wręcz potrzebował nowego napastnika i dużym błędem było wycofanie się z transferów Dempseya czy Sturridge'a.

W kontraście do lata, w styczniu działaliśmy z niezwykłą skuteczności i determinacją. Transfer Sturridge'a udało się przeprowadzić za 3mln funtów mniej niż Chelsea chciała latem (chociaż to najgorzej zaoszczędzone 3mln) i zrobiono to jeszcze przed otwarciem okienka, przez co błyskawicznie mógł wejść do zespołu. Z mniejszym pośpiechem, ale równie sprawnie załatwiono transfer małego Brazylijczyka z Interu. Szybko się okazało, że to najlepiej wydane 20mln funtów przez Liverpool od czasu transferu Torresa. Sturridge dodał siłę, szybkość i dynamikę w ataku a Coutinho magię i finezję. Po pół roku Rodgers i jego sztab bardzo celnie wytypowali dwóch piłkarzy o cechach, którym nam brakowało. To daje nam nadzieję na przyszłość. Nie wolno zapominać, że styczeń to także czas dalszego uszczuplania zapchanej niepotrzebnie listy płac przez Cole'a czy Doniego. Słusznie zrezygnowano z usług Nuriego Sahina, który pierwsze co zrobił po nieudanym pobycie w Liverpoolu to skrytykował klub i trenera.

Ocena: lato 3/10, zima 9/10, łącznie 6/10.

2. Wyniki

Niestety już pierwsze 5 kolejek ligowych pozbawiło Liverpool złudzeń odnośnie sukcesów. Niesłychanie trudnym wyzwaniem było po takim starcie osiągnięcie czegoś więcej niż celu minimum we wczesnej fazie budowania zespołu. Pozycja w strefie spadkowej i jedynie 2 z 15 pkt na starcie rozgrywek uniemożliwiło nam na długi czas wejście chociażby do górnej połowy tabeli. Niemniej taki początek był niestety możliwy do przewidzenia. Ostatecznie Liverpool zakończył rozgrywki ligowe na siódmej pozycji, czyli o jedno miejsce wyżej niż przed rokiem. Różnicę stanowi jednak fatalny spadek formy Newcastle, które przed rokiem walczyło o europejskie puchary a teraz broniło się przed spadkiem.

Utopijna walka o tytuł skończyła się momentalnie. Walka o Ligę Mistrzów mniej więcej w połowie sezonu a o Ligę Europy w trakcie poznawania finalistów krajowych pucharów. Ostatnim możliwym osiągnięciem było więc wyprzedzenie Evertonu, co również okazało się niemożliwe. Osiągnięto więc tylko minimum, z czego na pewno nie można być zadowolonym. Nawet wyciągając fatalny start albo patrząc na tabelę tylko drugiej części sezonu po styczniowych wzmocnieniach, nie zobaczy się Liverpoolu w pierwszej czwórce. Brakowało konsekwencji, serii wygranych pojedynków. Zdarzały się kompletne wpadki jak z Aston Villą czy WBA u siebie albo Southampton na wyjeździe. Długo Liverpool czekał na pierwsze zwycięstwo z zespołem z górnej części tabeli a sezon zakończył tylko z jedną wygraną w pojedynkach z wyżej ulokowanymi przeciwnikami. 4 porażki, 7 remisów i jedyne zwycięstwo nad Tottenhamem dają 10/36 pkt, co jest bardzo słabym wynikiem i głównym zmartwieniem ligowym Rodgersa. Miał kilka razy wygraną na wyciągnięcie ręki i jego zespół łatwo oddawał prowadzenie.

Zgoła odmiennie prezentował się Liverpool na tle teoretycznie słabszych rywali. Chociaż brakowało jak zwykle konsekwencji w niektórych pojedynkach to widoczna była poprawa w większości spotkań. Nie brakowało spotkań wysoko i pewnie wygrywanych a to niestety nowość dla fanów the Reds. Aż dziewięć ligowych spotkań Liverpool wygrał różnicą przynajmniej trzech bramek. Właśnie w meczach, które należy wygrać ze względu na zdecydowanie lepszą kadrę, Liverpool odnotował progres na poziomie TOP4. Ciągle jest sporo do ulepszenia, ale można być zadowolonym z ilości spotkań, w których zademonstrowano siłę ofensywną przy jednoczesnym blokowaniu przeciwnikowi dostępu do własnej bramki.

Krajowe puchary to niemal same rozczarowania. Rozegraliśmy w nich tylko 4 spotkania. Jedynie mecz z WBA na wyjeździe można zaliczyć do udanych, kiedy Sahin miał jeden z niewielu przebłysków i zdobył dwie bramki. Poza tym Swansea łatwo nas pokonała na Anfield i wyrzuciła z League Cup, który później wygrała, zabierając tym samym jedno miejsce w Lidze Europy dla siebie. W FA Cup mimo łatwych przeciwników zaprezentowaliśmy się fatalnie. Amatorów z Mainsfield pokonaliśmy po kontrowersyjnej bramce Suareza by w kolejnej rundzie totalnie skompromitować się przeciwko Oldham Athletic. Chociaż liga zawsze powinna być naszym priorytetem to nie ma usprawiedliwienia dla fatalnej gry w pucharach, które przecież są przepustką do europejskich rozgrywek. W tym względzie przeszliśmy radykalną zmianę. Dalglish widział w tym szansę na zdobycie tytułów i zaniedbał ligę a Rodgers nie docenił odpowiednio znaczenia tych rozgrywek.

Nie potrafię ukryć mojej niechęci wobec Ligi Europy. Jestem zdania, że dla dużego klubu chlubę w tych rozgrywkach przynosi jedynie udział w finale, a możliwe nawet tylko wygranie go. To odskocznia dla np. Basel, które może cieszyć się bardzo udaną kampanią, ale już nikt nie będzie pamiętał o tym kto odpadł w ćwierćfinale. To nie Liga Mistrzów, gdzie bycie już w 1/8 oznacza obecność w ścisłej europejskiej czołówce. Niemniej uznaję nasz występ w tej edycji LE za udany. W fazie grupowej graliśmy często młodym składem i rezerwowym składem a szczęśliwie udało nam się wygrać grupę. W pamięci zostaje na pewno pierwsza połówka z Udinese na Anfield, kiedy pierwszy raz Rodgers pokazał do czego jego zespół jest zdolny. Jednak później było już to bardziej niekonsekwentne oblicze. Dwumecz z Zenitem to był ciasny pojedynek i chociaż byliśmy w nim lepsi to przez brak skuteczności w pierwszym meczu odpadliśmy. Jednak rewanż to pierwszy od dłuższego czasu gorący, europejski wieczór na Anfield. Kibice pokazali tym piłkarzom, którzy nie pamiętają legendarnych już gier z Ligi Mistrzów, czego mogą się spodziewać po awansie do tych elitarnych rozgrywek.

Ocena: Premier League 3/10, krajowe puchary 2/10, Liga Europy 6/10, łącznie 4/10.

3. Zespół

Bramkarze. Dla Reiny był to skomplikowany sezon. W pierwszej części sezonu puszczał bramki, przy których wydaje się mógł zrobić więcej. Zagubił gdzieś swoją agresję w wyjściu do przeciwnika, brakowało czasem decyzji czy reakcji na linii. Opuszczał też spotkania, co wcześniej dla niego było nie do pomyślenia. Widocznie musiał dla niego upłynąć okres przyswajania metod nowego sztabu, żeby powrócić do dobrej dyspozycji. To przyszło w drugiej części sezonu, kiedy częściej zaczął notować czyste konta, wpadki stały się rzadkością a pojawiały się też w końcu mecze, w których ratował nam punkty. Niespodziewanie natomiast sporo spotkań rozegrał Brad Jones. W swoich 15 meczach może nie był wybitny, ale zademonstrował, że jest dobrym zastępcą dla Reiny i można na niego liczyć. Ważne, że widać poprawę w grze obu bramkarzy, chociaż ciągle oczekiwać można więcej.

Obrońcy. Jeżeli coś w zespole działało sprawnie przed pojawieniem się w klubie Rodgersa to była to właśnie tylna formacja. Niestety nowy sposób gry w obronie zrodził serię błędów, nieporozumień, braków w komunikacji. Minęło sporo czasu zanim podania pomiędzy czwórką obrońców przestały podnosić ciśnienie fanom. Nie każdy pozytywnie zareagował na grę bardziej ryzykowną i z większą ilością podań. Wykorzystanie Reiny to przecież żadna nowość, ale tym razem zostali oni zachęcani do mniejszej ostrożności. Stąd powtarzające się błędy ze złymi zagraniami do tyłu. Jednak w późniejszej fazie sezonu znaleziono już równowagę. Wymiany piłki na małej przestrzeni w narożniku pozwalają nam wyprowadzić spokojnie piłkę w kontrolowany sposób. Reina jako niemal libero pozwala środkowym obrońcom ustawić się wyżej a bocznym mocniej atakować. Kosztowało nas to pot, łzy i zszargane nerwy, ale dziś jesteśmy dobrze zorganizowani w defensywie. Jednak ma ona jedną, ale bardzo poważną wadę: nie potrafi bronić w powietrzu, co kosztowało nas cenne punkty zwłaszcza w meczach z czołowymi ekipami. United, Arsenal, Chelsea to tylko kilka przykładów, kiedy traciliśmy bramki po stałych fragmentach gry. To kwestia do poprawy na następny sezon, kiedy skład defensywy się zmieni. Rodgers zastosował nowatorskie podejście do budowania zespołu, zaczynając od silnej ofensywy. Tego lata kupi dopiero pierwszego obrońcę. To będzie dla niego duży test, ponieważ klub opuszcza Carragher, Enrique cały czas nie ma konkurenta na lewej stronie, Skrtel z Coatesem zaliczyli zjazd formy a i Johnson w ostatnich miesiącach się nie popisywał. Nie wiadomo jak będzie wyglądała defensywa w kolejnym sezonie, ale na niej głównie powinien skupić się Rodgers. Tu nie ma miejsca na błędy transferowe.

Pomocnicy. Ze względu na ustawienie 4-3-3 postanowiłem pod uwagę wziąć trzy pozycje ze środka pola a skrzydłowych podpiąć pod napastników. Środek pola to zbiór zawodników grających nierówno, którzy rzadko występowali będąc jednocześnie w wysokiej formie. Kiedy Allen był w znakomitej formie to Gerrard jej dopiero szukał. Później zamienili się rolami. Lucas znowu stracił dużo przez kontuzję i zrozumiałe, że nie jest mu łatwo powrócić na stałe do wysokiej dyspozycji. Sahin miał jeden dobry tydzień, Jonjo bardzo dobrze grał głównie w pucharach. Henderson długo walczył o miejsce w składzie. Nasza pomoc w minionym sezonie to bardzo niejednoznaczny twór. Rodgers szukał odpowiedniego zestawienia, balansu i dalej będzie zmuszony to robić. Lucas z Gerrardem są cały czas kluczowi, ale ich ograniczenia fizyczne utrudniają nam grę, gdy występują razem. Trzeba liczyć na to, że Lucas wróci do pełni zdrowia i dalsze kontuzje będą go omijały. Atletyczny Henderson nie przekonuje na pozycji defensywnego pomocnika. Już lepiej spisuje się tam Allen, ale te kilka miesięcy walki w odbiorze spowodowały, że w połowie sezonu był już wykończony i stracił formę. Mamy czterech różnych, ale bardzo przydatnych środkowych pomocników na wysokim poziomie, ale nie tworzą oni kompletnego zestawienia. Uzupełniający ich młodzi piłkarze odstają znacznie od nich, chociaż możliwe, że Shelvey będzie w stanie zanotować postęp. Na pewno należy pochwalić Gerrarda za piękną transformację w jego grze. Jest świadomy swojego wieku i ograniczeń, więc zmiana roli była dla niego kluczowa. Dziś jak już ktoś świetnie przeanalizował pełni rolę podobną do Xabiego Alonso. To pozwoli mu na wydłużenie dobrej gry o kolejnych kilka sezonów. Natomiast jeśli chodzi o pozycję ofensywnego pomocnika to tylko młody Coutinho w tej roli prezentuje się na najwyższym poziomie. Sahin, Shelvey, Henderson czy nawet Suarez w tej roli wypadali mało przekonująco lub grali w kratkę. To Brazylijczyk najszybciej znajduje szansę prostopadłego podania i wykonuje je wzorowo. Ma wyraźnie inklinacje do bycia reżyserem naszej ofensywy. Nie mniej nasza pomoc cały czas potrzebuje znalezienia równowagi i uzyskania przewagi fizycznej nad przeciwnikiem. Niekoniecznie poprzez nowych dobrze zbudowanych zawodników, ale poprzez np. bardziej agresywną grę, szybsze i intensywniejsze odbieranie piłki oraz wybieganie większej liczby km. Dziś w futbolu kto nie biega, ten nie wygrywa.

Napastnicy. Jak wcześniej wspomniałem biorę pod uwagę pozycję skrzydłowych oraz napastnika. Przede wszystkim najlepiej reagująca na zmiany stylu gry formacja. W końcu narzucono im grę podaniami, szukanie wolnych pozycji, uwolniono ich mózgi! Skromna formacja, w której ciągle brakuje alternatyw wyglądała dobrze i co najważniejsze skutecznie. Rzadkością stały bezbramkowe remisy a często udawało nam się bić słabszych rywali kilkoma bramkami. Oczywiście liderem ataku jest cały czas Suarez, ale szybko duży wpływ na grę zaczęli mieć Coutinho ze Sturridgem. Uzupełniają ich niezwykle przydatny i konsekwentny Downing oraz błyskotliwy nastolatek Sterling. Kibice nie mają prawa narzekać na liczbę bramek. W pewnym momencie sezonu przestawiliśmy się na szybkie ataki, ale nie przypadkowe. Potrafimy kilkoma podaniami rozpracowywać defensywy rywali.

Ocena: bramkarze 4/10, obrońcy 4/10, pomocnicy 6/10, napastnicy 8/10, łącznie 5,5/10.

4. Reprezentowanie klubu

Jedno trzeba Rodgersowi przyznać: lubi mówić. Nie trzeba go ciągnąć za język, zachęcać do rozmowy. Wypowiada się bardzo elokwentnie, rozsądnie, szczerze i z odpowiednią prezencją. Problem w tym, że czasem mówi za dużo. Zdarzyło mu się wymienić Glena Johnsona jako czołowego piłkarza (nie obrońcę!) ligi lub zagalopować się, twierdząc w pewnym momencie, że zamierza przegonić City w walce o drugą lokatę w lidze. Niemniej z właściwą surowością potępiał występki Suareza, zachowując przy tym odpowiednią dozę wsparcia dla swojego zawodnika. Rzucał wyzwanie kolejnym zawodnikom jak Downing, który świetnie zareagował. Sławne stały się jego słowa z dokumentalnego filmu „Being Liverpool”, w którym sprowadzał na ziemię młodego Sterlinga, grożąc mu powrotem do domu pierwszym samolotem, jeśli nie poprawi swojego podejścia. Daje się zauważyć, że jest uczciwy wobec zawodników i potrafi się z nimi świetnie komunikować. Rozpoczął w Liverpoolu wprowadzanie stabilności i jedności. Dąży do tego by każda osoba w klubie współpracowała i funkcjonowała zgodnie z tradycją. Nie ma przyzwolenia na jakikolwiek dwugłos. Klub na zewnątrz musi wyglądać jak świetnie funkcjonująca maszyna. Oznacza to również, że wszystkie problemy są rozwiązywane prywatnie wewnątrz klubu a nie w świetle kamer. Niestety nie udawało się to na początku, kiedy np. na stronie właścicieli pojawiła się informacja o Dempsey’u lub gdy Rodgers publicznie wypowiadał się o piłkarzach, którymi był zainteresowany. Może czasem nie zna umiaru lub brakuje mu skromności, ale godnie reprezentuje klub i nie ignoruje olbrzymiej tradycji. Z szacunkiem odnosi się do swoich poprzedników oraz przeciwników. To typ mówcy, który sam szuka kamer, ale rzadko traci kontakt z rzeczywistością. Może to mało spotykane cechy managera Liverpoolu, ale z pewnością wielkiej szkody wizerunkowej nie powodują.

Ocena: 8/10.

5. Praca z młodzieżą

Nie przez przypadek Liverpool dysponuje najmłodszą kadrą w lidze. Nastoletni Sterling gra regularnie pół sezonu, Sinclair zostaje najmłodszym zawodnikiem w historii klubu. Morgan, Coady, Yesil i Ibe również debiutują. Wisdom przez pewien czas był podstawowym prawym obrońcą. Suso dostaje swoje szansę, podobnie jak Robinson. A to wszystko tylko chłopaki z rezerw. Przecież Borini, Shelvey, Allen, Kelly, Henderson, Coutinho, Sturridge, Coates mają nie więcej niż 23 lata. To młoda grupa, która chce się uczyć i Rodgers zapewnia im traktowanie na równi ze starszymi zawodnikami. Najważniejsze, że wszyscy ci zawodnicy mają zapewnioną przyszłość w klubie. Nie trzeba się obawiać, że Sterlinga nam podkupi City a Suso Atletico. Możemy spokojnie z nimi pracować i obserwować jak dorastają. Brendan nie ma problemu ze stawianiem na młodzież. Wykorzystuje dziedzictwo po poprzednikach, głównie Benitezie, którzy przyczyniali się do tego, że mamy dziś kilku młodych chłopców zdolnych do gry w pierwszej drużynie. Jednak należało jeszcze dać im szansę wykazania się. Jednym z większym plusów tego sezonu jest właśnie duży udział w grze młodych zawodników. To najlepszy moment dla nich, żeby zdobywać doświadczenie, które zaprocentować ma w przyszłości. Nie wszyscy w pełni wykorzystają swój potencjał, ale są duże szanse, że wszyscy oni będą lepszymi piłkarzami w następnym sezonie, bo są dopiero na progu swych karier.

Ocena: 9/10.

Hulus

Autor: Hulus Dodano: 21.05.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON