Liverpool jak United?

Statystycy cofają się coraz dalej w kalendarzu, żeby znaleźć sezon, w którym Liverpool zanotował perfekcyjny start. Do tego kiedy ostatnio zaczynaliśmy ligę z trzema kolejnymi czystymi kontami? Kiedy ostatnio jeden zawodnik dawał trzy kolejne zwycięstwa? Bla, bla, bla. Jakby powracanie do przeszłości miało być punktem wyjścia do znajdowania radości przy kolejnych zwycięstwach. Po co? Jest od tego główka i lewa noga Sturridge’a z ostatnich tygodni. Są szybkie rękawice Mignoleta. Fantastycznie uroczy styl Toure. Odbiory Lucasa. Dystrybucja Gerrarda. Magia Coutinho. Zadziorność Aspasa. Energia Sterlinga, itd. Liverpool zamyka okienko transferowe z pozycji lidera ligi. Pokonując mistrza utwierdza wszystkich, że zasłużenie. Najprawdopodobniej za 35 kolejek będzie inaczej, ale pozwólmy sobie na chwilę czystej radości. Po to jest przecież futbol!

Liverpool rozegrał do tej pory cztery spotkania, w tym trzy u siebie. Pierwsze spotkanie to wiele sytuacji przy niskiej skuteczności i szczęśliwie utrzymany wynik. Drugie to kolejne przypadkowe zwycięstwo przeciwko zespołowi, który bronił się przed spadkiem ostatnio a nas zmusił do głębokiej defensywy w drugiej połowie. Następne to krok od kompromitacji na własnym obiekcie przeciwko słabemu przeciwnikowi. Na koniec kolejne szczęśliwie dowiezione zwycięstwo. Tak sposób gry Liverpoolu w tych meczach opisywalibyśmy z perspektywy poprzedniego sezonu. „Nie ma trzech punktów, ale jakże ładnie gramy!”. Wymówka przegranych. Nas, sprzed roku.

Dziś staliśmy się United, przynajmniej na chwilę. Tym Fergusona, którego nie cierpieli przeciwnicy. Bez stylu, przekonania i najlepszych piłkarzy kolekcjonowali kolejne zwycięstwa jednym trafieniem. Póki co jesteśmy tacy przez miesiąc, ale to już dobry znak na przyszłość. Młodość, nowy trener, świeże pomysły, zmiany w kadrze. Koniec z takimi wymówkami. Okresem przejściowym był cały poprzedni rok. Teraz pora na wyniki i to również rozumieją na Anfield. Zespół dojrzewa, jednoczy się i rośnie mentalnie cały czas, ale to w Rodgersie zaszły najważniejsze zmiany. W pierwszych swoich meczach pogubił punkty, bo wymagał od swoich piłkarzy głównie utrzymywania się przy piłce. To nieszczęsne podanie Skrtela do Reiny sprzed roku pięknie kontrastuje się z grą Mingoleta przeciwko United. Jedyne co się liczy to niedopuszczenie przeciwnika do strzelenia bramki. Czy to serią podań od obrony czy prostym wybiciem piłki na drugą stronę boiska przez bramkarza przestaje mieć znaczenie. Liczy się efekt końcowy a nie droga, która do niego prowadzi. Niesamowita jest elastyczność, którą wykazuje się Rodgers. Wielu trenerów poza swoim uporem nie mają nic w zanadrzu, kiedy plany nie idą po ich myśli. Brendan już w styczniu atak przestawił na szybkość a dziś w obronie stawia na skuteczność. Już wie, że jedyna istotna statystyka to ilość spotkań ze strzeloną przynajmniej jedną bramką więcej od przeciwnika.

Czy jednak przedkładamy wynik nad styl? Raczej nie. Skupiamy się jednak na najważniejszym, czyli strzeleniu pierwszej bramki. Fantastycznym uczuciem jest wygranie meczu, podnosząc się z kolan po stracie bramki. To buduje mentalność i poprawia wiarę we własne umiejętności, ale jak często to się zdarza? Strzelasz pierwszy bramkę, więc automatycznie masz większe szanse na sukces. Możesz grać z kontry i czekać na ruch przeciwnika. Jednak przede wszystkim nie musisz już strzelać bramek. Utrzymując koncentrację, dyscyplinę taktyczną, ciężko pracując i pomagając sobie wzajemnie można powstrzymać każdą ofensywę. Ciężko byłoby to osiągać regularnie, ale czasem to się udaje. W naszym przypadku widzieliśmy to przeciwko nieprzewidywalnej Villi na ich terenie oraz w meczu z mistrzami Anglii. Czy tak zamierza grać Rodgers? Nie sądzę. Tylko dziś to jest efektywny i sensowny sposób na kolekcjonowanie zwycięstw. Trener znający dogłębnie swój skład jest świadomy jego możliwości i ograniczeń. Na ten moment nie jesteśmy w stanie rozegrać pełnego spotkania z taką intensywnością jak chociażby pierwsze dwa kwadranse przeciwko Villi. Mamy braki fizyczne, techniczne, tempo naszej gry jest nieregularne a poszczególnie zawodnicy dopiero zaczynają wchodzić na odpowiedni poziom umiejętności i trzeba ciągle czekać na ich rozwój.

Właśnie maksymalne wykorzystywanie walorów zespołu pozwala Rodgersowi cieszyć się z wymarzonego startu sezonu. Dla niego lato było tylko pauzą w pracy, którą na dobre rozpoczął w styczniu. Wtedy narodził się obecny zespół oparty na kreatywności Coutinho i skuteczności Sturridge’a. Liverpool zaczął grać inaczej. Tym razem trener dopasował styl do swoich zawodników i to przynosi efekty. Szybkie i przemyślane transfery pozwoliły na zwiększenie jakości kadry, która kontynuuje dobrą grę z końcówki poprzedniego sezonu. Poprawa jakościowa na poszczególnych pozycjach idzie w parze z polepszaniem gry całego zespołu. Póki co wszystko przebiega zgodnie z planem. Trwa systematyczna wymiana kadry połączona z planem oszczędnościowym. Liverpool chce znowu być konkurencyjny, ale tym razem także rozsądny. Gorzką lekcję złego zarządzania środkami już obecni właściciele odrobili i dziś zrywają z łatką tych, którzy zapłacili tę cenę za Andy’ego Carrolla. Dziś są tymi, którzy za niewiele więcej niż połowę tamtej ceny ściągnęli w styczniu dwóch niezwykłych piłkarzy. Latem kolejny raz przeprowadzono zamach na rozbrzmiały budżet i zdjęto z listy płac kilka znanych nazwisk. Cały czas nie są to interesy, które zadziwiłyby Europę tak jak ruchy prezesa Tottenhamu. Jednak porównując nasze działania z tymi z ery Purslowa czy Comolliego widać olbrzymi progres.

Liverpool znowu funkcjonuje jak przystało na tak duży klub. Zespół scoutów wyszukuje zawodników i pomaga Rodgersowi w identyfikowaniu kolejnych wzmocnień, także do zespołów młodzieżowych. Najpilniejszych wzmocnień dokonano prędko, umożliwiając im przepracowanie pełnego okresu przygotowawczego. Walczono, niestety nieskutecznie, o kilku piłkarzy najwyższej klasy. W końcu przed końcem okresu transferowego zdecydowano się na konkretne nazwiska poszerzające kadrę. Uniemożliwiono Suarezowi odejście, szczególnie do londyńskiego rywala. Ściągnięto aż ośmiu nowych zawodników do pierwszej drużyny a także dodano kilku zdolnych nastolatków do młodszych zespołów. Latem Liverpool imponował rozsądkiem, spokojem i zdecydowaniem. Prawdę o tym okienku poznamy oczywiście z czasem, ale wyraźnie widać w tych działania spójność i pomysł.

Lider. Nie trzeba znać dokładnej daty, kiedy ostatnio Liverpool okupował pierwszą lokatę, aby wiedzieć, że było to zdecydowanie zbyt dawno temu. Jednak to tylko trzy spotkania. Tabela nie kłamie, owszem, ale po całym sezonie a nie w jego trakcie. Jest zdecydowanie za wcześnie by artykułować mocniejsze cele na ten sezon, ale przyjemnie widzieć, że klub w końcu wykazuje inicjatywę i wyraźnie chce pokazać, że będzie się liczył w tym sezonie. Komplet zwycięstw jednak nie jest jakimś cudem. To nic nadzwyczajnego i nieoczekiwanego. Każdy kto obserwował sposób gry zespołu w ostatnich miesiącach poprzedniego sezonu i w okresie przygotowawczym miał prawo czuć spokój, ponieważ zespół Rodgersa za każdym razem grał lepiej od przeciwnika w piłkę i przeważnie wygrywał. Ostatnie jedenaście ligowych spotkań bez porażki, ostatnie pięć wygrane. Bez Luisa Suareza Liverpool zdobył 19/21 pkt. a w tych siedmiu kolejkach stracił zaledwie jedną bramkę! To już nie przypadek a wypracowany sposób gry i zespół gotowy do podjęcia wyzwania. Wygrywanie kolejnych spotkań przez Liverpool nie powinno już szokować. Przynajmniej nie nas.

Rodgersowi w rok czasu udało się zbudować niezwykłą więź w zespole. Od dłuższego czasu brakowało nie tylko odpowiedniego nastawienia i siły mentalnej w zespole, ale głównie takiego zjednoczenia, które obecnie obserwujemy. To pozwala tej grupie się rozwijać i osiągać coraz lepsze rezultaty. To nie były trzy przekonujące zwycięstwa, ale również nie były to spotkania, w których nogi naszym piłkarzom drżałyby do ostatnich sekund o wynik. Metody Brendana wyraźnie działają. Jego często górnolotne wypowiedzi trafiają do zawodników i pozwalają im mocniej w siebie wierzyć a także wzajemnie ufać. Poprzedni sezon Rodgers przeznaczył na udowadnianiu wszystkim wokół, że jest właściwą osobą u steru. Długotrwała niemoc w meczach przeciwko czołowym drużynom ligi niczego nie ułatwiała. Miejsce na koniec w tabeli również. Tym bardziej kolejne afery dotyczące Suareza. Jednak teraz sytuacja wygląda odmiennie jak jego odchudzona sylwetka i wybielone zęby. Dziś notuje wymarzony start, kadra została odpowiednio wzmocniona a pozycja lidera pozostaje nietknięta na przynajmniej dwa tygodnie i to wszystko zaraz po pokonaniu odwiecznego rywala, którego prowadzi wczorajszy lokalny rywal. W Liverpoolu panuje cisza i spokój.

Czy to jest zespół zdolny do ciągłego wygrywania przez cały sezon? Niekoniecznie. Nie dlatego, że jednobramkowe zwycięstwa to niezbyt przekonująca droga po tytuł. Brakuje przede wszystkim regularności. Cały czas rozegranie całego spotkania na równym poziomie sprawia nam spory problem. Na szczęście obecnie mamy dużo większą wiedzę jak należy grać w różnych sytuacjach i to pozwala nam radzić sobie w trudniejszych momentach. Jednak to za mało, aby w Premier League odnieść sukces. Potrzeba większej dominacji, szybszego tempa akcji i większego zdecydowania pod polem karnym przeciwnika. Niewykluczone, że w tym kierunku ta drużyna będzie ewoluowała, ale bardzo ciężko będzie Rodgersowi wytrzymać presję, koncentrację i dyscyplinę taktyczną na tym etapie budowy drużyny tak, aby uniknąć wpadek. Te przyjdą, tak jak kolejne choćby chwilowe wzloty. Jednak dziś już wiemy, że to jest zespół z charakterem, który nie ugnie się przed żadnym przeciwnikiem. Uzyskanie tego to był konieczny krok w powrotnej drodze do czołówki. Bez odpowiedniego nastawienia, wiary i zaufania do umiejętności nie tylko własnych, ale też kolegów nie powstanie żaden ambitny zespół. W tym momencie nie wygraliśmy niczego. Nie osiągnęliśmy nic. Wigan spadło z ligi mając trzykrotnie więcej zwycięstw niż my obecnie. Należy twardo stąpać po ziemi i z pewnością drużyna jest tego świadoma.

Za chwilę kolejne spotkania, 35 kolejnych bardzo ciężkich pojedynków. Przyjdzie nam grać w deszczu, zimnie, na kilkunastu nieprzychylnych stadionach, przeciwko różnego kalibru przeciwnikom, ale jeśli za każdym razem utrzymamy koncentrację jedynie na następnym rywalu i zachowamy nastawienie, które prezentujemy obecnie to w maju dla odmiany mogą pojawić się uśmiechy na naszych twarzach a Europa na powrót przywita swojego pięciokrotnego mistrza w elicie. Mocnym startem nie pokazaliśmy jeszcze niczego nadzwyczajnego, ale zademonstrowaliśmy jedno: jesteśmy gotowi do walki i wiemy dokładnie po co wychodzimy na boisko. Wspaniałe jest to, że już nie będziemy zmuszeni przez cały sezon żałować punktów straconych na początku rozgrywek. Wspaniałe jest to, że przed kolejnym meczem Liverpoolu nie czuć dużego niepokoju, bo z pewnym przybliżeniem wiadomo, czego można po ludziach Rodgersa oczekiwać. Wspaniałe jest to, że Liverpool się liczy, znowu. Celem na ten sezon nie powinno być tylko załapanie się na czwarte miejsce w lidze. Powinno to być zakopanie olbrzymiej przepaści z poprzednich sezonów, które dzieliły Liverpool od mistrza. Tylko celując naprawdę wysoko będziemy odpowiednio funkcjonować a kto wie, może nawet osiągać więcej niż powinniśmy? Ograniczenia i minimalizm to droga do nikąd, spytajcie o to Roya Hodgsona.

Autor: Hulus Dodano: 08.09.2013

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON