The Kop » Historie Chrisa Wooda: Pierwszy raz

Sobota, 23. sierpnia 1969

Byłem już w Anfield wcześniej... ale tylko usiąść. W każdym razie moja okazja na pójście była ograniczona, pomimo, że mieszkałem pomiędzy Chester i Liverpoolem moja szkoła była 200 mil na południowym zachodzie Anglii. Ale w końcu ten dzień nadszedł, kiedy mogłem sam jechać do Liverpoolu , byłem bardzo podekscytowany, kiedy wszedłem do autobusu który miał mnie zabrać z Chester do Birkenhead. Stamtąd popłynąłem promem poprzez Liverpool i wtedy pojechałem następnym autobusem aż do Anfield z Pier Head.

O trybunie Kop słyszałem bardzo dużo, oczywiście widziałem ją w telewizji i obserwowałem na żywo podczas mojej jedynej wizyty na Anfield. Ale tym razem to ja miałem tam stać. To było w czasach, kiedy jeszcze Liverpool nie przyciągał wielu "nie tutejszych" kibiców nie dlatego, że nie było jego fanów w innych miejscach ale dlatego, że zorganizowanie Supporters' Clubs i załatwienie transportu zajmowało dużo czasu. W 1969 prawie każdy, kto przyjeżdżał na rozgrywki pochodził z okolicy bo z tego co pamiętam ja byłem jedynym kibicem z Liverpoolu w autobusie jadącym do Birkenhead i spotkałem tylko jednego kibica który wracał potem tym autobusem do domu.

Na początku sezonu 1969/70 świetna drużyna Shankley’a z połowy lat 60-tych nadal była taka sama. Cztery wygrane z rzędu na początku sezonu przyczyniły się do rozmów między fanami o kolejnym mistrzostwie. W końcu, gdy szedłem dookoła stadionu, czekając na otwarcie bram, nie spodziewałem się niczego innego, niż kolejnego zwycięstwa. Umyślnie chciałem wejść wcześniej, aby rozkoszować się atmosferą i nie wiedząc o niczym lepszym, stałem pośrodku ogromnego tarasu. W tym dniu było około 51 tys. kibiców i przyznaję, że byłem trochę onieśmielony atmosferą, jaką ten tłum stworzył. Nie byłem przygotowany na nagłe ruchy tłumu, ale szybko się nauczyłem, że należy trzymać się z daleka od barier, ponieważ kilka tuzinów Kopitów stojących tuż za tobą mógł spowodować obrażenia. Ale kiedy tłum robił falę naprzód, zawsze była przyjazna ręka kompletnie obcego człowieka, która pomagała Tobie powrócić do normalnej pozycji.

W tamtym dniu oba zespoły nie wyszły wcześniej do rozgrzewki, więc długo się naczekałem aż w końcu wyłonili się w ogromnym hałasie, który mnie bardzo zdumiewał. Wiesz jak głośno jest, kiedy patrzysz z innej części stadionu, ale to tak naprawdę nie przygotowuje cię do faktycznego dźwięku, kiedy jesteś w jego środku. Wciąż pamiętam dużo szczegółów z meczu, mimo tego, że miał miejsce tak dawno temu. Tommy Smith odłożył karę na koniec na Anfield i kiedy Bobby Graham skierował Liverpool bardziej do przodu, po przerwie wyglądało na to, że będzie to łatwe zwycięstwo, tak jak większość ludzi się tego spodziewało. Ale Burnley miał dobrą stronę wliczając dużą liczbę graczy którzy mogliby grać dobrze w innych klubach i oni uderzyli Liverpool z nadzwyczajnymi trzema - strzałami rozrywając środek w drugiej połowie. Daleko od obezwładniającej trybuny Kop jedynie wydawało, że powstaje więcej hałasu, aby drużyna gości powróciła do gry a kiedy Smith doprowadził do wyrównania po minięciu Peter'a Mellor'a na skraju pola karnego, wszyscy oszaleli. Hałas był coraz większy jak Liverpool gonił za zwycięskim golem, ale mimo, że to nie przyszedł entuzjazm i namiętność dla Liverpoolu jaką doświadczyłem pośród ludzi stojących dookoła mnie tamtego dnia była zaraźliwa. Nie czułem dużego rozczarowani, że Liverpool nie zdołał zwyciężyć po istocie dwóch golach przewagi, ponieważ byłem zupełnie wyczerpany przez trzy godziny, gdy stałem tam, cały w pocie w ścisku w gorącym letnim dniu i wprawiony w świetny nastrój poprzez hałas i atmosferę. Jak narkotyku chciałem więcej tego, jak tylko to możliwe i to było nie długo przed tym jak zakończyłem szkołę i stawałem regularnie na the Kop.

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON