The Kop » Historie Chrisa Wooda: Najlepszy raz

Środa, 16. marca 1977

Ten byłby wyborem większości ludzi z powodu jego znaczenia i końcowego czystego dramatu. Oczywiście nie mogłem kłócić się z tym i mimo że siedziałem w Main Stand tamtej nocy, jeśli tamte będą wspomnieniami z the Kop raczej niż z tego, nadal mogę uwzględniać to. Nie był dużo przeciwności, kiedy sprawdziłem ile widziałem wszystkich meczy na Anfield. Chociaż, było dużo pamiętnych okazji gdyby spojrzeć wstecz, nic nie mogłoby się porównywać do tego zadziwiającego wieczoru który widziałem Liverpool żywy marzący o wygraniu europejskiego pucharu, marzenie które się spełniło dwa miesiące później.

Poprzednia kampania w europejskich pucharach w ostatnim sezonie klubu prowadzonego przez Bill'a Shankly'ego zakończyła się po rozczarowujących porażkach na wyjeździe jak i u siebie z Red Star Belgrade. Ale nowi gracze wprowadzeni przez Boba Paisley'a dobrze się zaaklimatyzowali w klubie i Liverpoolu był nowo powstałą drużyną która dobrze się nadawała do europejskich rozgrywek, ich zwycięstwo w Pucharze UEFA poprzedniego roku potwierdza to. Jednak, St. Etienne nie było w stanie doceniać co oni osiągnęli w finale europejskiego pucharu w 1976r, przegrywając najbardziej nie szczęśnie z Bayernem Monachium. Pojechałem do Francji na pierwsze spotkanie, ale nie wzięliśmy tak dużo fanów ilu było na Merseyside dwa tygodnie później. Centrum miasta było masą koloru i hałasu od wieczoru do późna, specjalnie jak tysiące fanów Evertonu przygotowywała się do podróży na finał ich drużyny w Pucharze Ligi z Aston Villa w Sheffield.

Tysiące ludzi były zamknięci na Anfield jak drużyny wyjdą na murawę w ogłuszającym krzyku. Ale nawet najbardziej zapalony fan Liverpoolu nie mógłby się spodziewać, że drużyna gospodarzy zrówna z ziemią gości w zaledwie dwie minuty, Keegan płynnie zostawiony przez Curkovic'a głowę. The Kop, w wielki głos przed początkiem, ryknął do swoich ulubieńców o drugą bramkę. Ale The Reds nie mogli utrzymać ich wcześniejszego tępa i Ray Clemence musiał dobrze pracować w obronie, aby wyłączyć z gry Rocheteau. W drugiej połowie robił to samo, ale nie miał szans ze złośliwością Bathenay'a, szybki strzał który dał gościom w sumie wyrównanie. Niezwykłą rzeczą o wielu europejskich grach na Anfield z tamtej ery, była to, że ludzie siedząc, którzy ledwie mówił słowo podczas gier ligowych wplątali się rzeczywiście w zawiły śpiew i skandowanie było z wszystkich części stadionu jak Ray Kennedy sprowadził Liverpool z powrotem do panowania tej nocy. Ale to było z the Kop gdzie najbardziej hałas i namiętność przyszły, kiedy drużyna dokonała finałowego, decydującego przełomu. Tamto poparcie nigdy nie zmniejszył nawet kiedy czas dobiegł końca ale kiedy David Fairclough dobiegł do podania Ray'a Kennedy'ego i przejął kontrolę piłki mimo wyzwania to było jak gdyby cały stadion wstrzymał oddech czekając na rezultat. Sekundę bądź dwie później piłka była w bramce i 24 000 ludzi stojących za bramką zaczęło skakać w górę i w dół krzycząc z radości. Większość ludzi stojących na ich stopach dla ostatnich kilku minut oraz atmosferze wytworzoną przez the Kop dostawała się do każdego miejsca stadionu. Kiedy sędzia w końcu zagwizdał koniec meczu hałas był prawdopodobnie słyszany w odległości kilku mil.

Chociaż atmosfera stworzona przez około 25 000 Liverpoolskich fanów w Rzymie parę miesięcy później była wspaniała, trudno ją porównać z ćwierćfinałem, ponieważ Rzym był neutralnym terenem i w tamtym czasie nie było dachu kryjącego tarasy i to może spowodować dużą różnicę efektów dźwiękowych.

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON