The Kop » Historie Chrisa Wooda: Ostatni raz

Niedziela, 1. maja 1994

Tysiące zwolenników Liverpoolu zgromadziło się na the Kop dla Pożegnalnego Koncertu. W pewnym sensie chciałem stać tam dla finałowego meczu dzień wcześniej, ale nigdy nie miałbym takiego samego wizualnego uderzenia, jakie miałem z mojego miejsca w Centenary Stand. Jak zdumiewający i niezapomniany był to widok, widząc cały ten słynny taras pokryty tysiącami szalików, sztandarami oraz flagami wszystkich kolorów. Kopites nigdy nie byli w lepszym nastroju. Taka litość tak samo nie mogłaby być powiedziana naszemu zespołowi, który okazywał zmartwienie przeciw oponentom, którzy walczyli od tygodni by zebrać ligowe punkty. Ale nawet klęska nie mogła popsuć przyjęcia i emocjonujących scen przed i po grze nigdy nie będzie zapomniane przez tamtych uprzywilejowanych do bycia tam.

Byłem zadowolony, że mam ostatnią okazję stanąć tam, gdzie stałem tak wiele lat jako jeden z Kopitów. To było również ważne dla mnie, że ludzie, przy których stałem obok przez 20 lat, byli tam obok mnie na koncercie. Jeżeli czułem się nostalgicznie jak wspiąłem się na stopnie tarasu to niebawem zostanie to zapomniane, ponieważ nastrój i atmosfera już na miejscu była jednym wielkim świętowaniem. Dużo pracy i planowania inscenizacji do koncertu i zważywszy jak mało czasu było dostępnego dla organizatorów, uważam, że wykonali oni cudowną robotę. Zespoły, które grały były dobrze odebrane, a miło było ujrzeć byłych graczy jak David Johnson, Phil Thompson, Tommy Smith, David Fairclough i Alan Hansen w górze sceny przyłączających się; dobrze też, że liczba aktualnych graczy wzięła udział i byli oni gorąco oklaskiwani za zrobienie przejścia do sektoru w przedzie gdzie upośledzeni kibice byli usytuowani i rozdanie specjalnych złotych koszulek, w których grano trzy razy w tym sezonie, ale aktualnie nie były dostępne nigdzie do kupienia. Dwie godziny muzyki wydały się minąć szybko i nagle Gerry Marsden stojąc na górze sceny śpiewał pierwszą linijkę "Ferry 'Cross The Mersey". Wtedy on był tylko dla jego piosenki, naszej piosenki i mimo że on musiał ją śpiewać milion razy w ciągu 30 lat, wątpię, jeśli śpiewał ją kiedyś bardziej namiętnie i czule. On wiedział, tak jak my wszyscy, że to było czymś bardzo specjalnym. Jak dotarł do chóru, scena i miejsce przed nią zapełniły się wszystkimi wykonawcami, piłkarzami oraz innymi sławami.

Nieuchronnie zaśpiewano kilka bisów, każdy pozornie głośniejszy niż poprzednie. Oczywiście musiało się to ostatecznie skończyć i jak zespoły niosły daleko, było możliwe usłyszeć dźwięk mnóstwa młotów i dłut trzaskających o beton przez nogi kibiców, którzy nie byli gotowi do opuszczenia bez cennej pamiątki, nie tylko dzień, ale ich życia na the Kop. Poradziłem sobie znaleźć małe miejsce na schodkach, na których stałem tak wiele razy, ale inni byli bardziej zdeterminowani, wspinali się wyżej aby przenieść szyldy dużo większe niż jakikolwiek kawałek konkretu. Tak samo jak dzień wcześniej wydawało się, że około 1 000 fanów, którzy chcieli ostatni opuścić the Kop, ale wszyscy policjanci i delegaci wyglądali, że rozumieją uczucie fanów i pozwolili im pozostać tak długo jak to możliwe, przed łagodnym odprowadzeniem ich z środka w kierunku wyjścia.

Jak schodziłem powoli z tego sławnego tarasu ostatni raz na dół po stromych schodach do Walton Breck Road nie czułem takich emocji jakich się spodziewałem. Być może, dlatego, ponieważ koncert był tak udany, że nikt nie mógł czuć się smutny bezpośrednio po nim. Ale gdy wyszedłem z the Kop nie mogłem uwierzyć, że nigdy nie szedłem tędy samemu przez 25 lat od mojej pierwszej do ostatniej wizyty. Tamte lata zostały napełnione z tak dużą ilością wspomnień, które dzieliły ze sobą tysiące ludzi, wspaniałe triumfy, takie, że kibice innych klubów mogli tylko sobie pomarzyć i więcej niż nasza uczciwa cząstka tragedii. To nigdy nie będzie takie samo uczucie podczas siedzenia, ale duch i magia stojącej Kop będzie trwała lata.

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON