Rekord, który rozpoczęła porażka

Zaskakujący transfer Jürgena Kloppa i bezwzględny rekord, którego osiągnięcie w przypadku Andy’ego Robertsona zapoczątkowała porażka. W nowej kolumnie Liverpool ECHO zatytułowanej „Temat dyskusji”, Caoimhe O'Neill skupia się właśnie na lewym obrońcy the Reds.

Trzy lata temu we wrześniu Andy Robertson zadebiutował na Anfield.

Jednak nie miał na sobie wtedy czerwieni Liverpoolu. Jego strój zdobiły pasy w barwach klubowych Hull City.

Pod każdym względem był to koszmarny dzień dla Szkota, ponieważ podopieczni Mike’a Phelana zostali wręcz zmieceni z boiska przez Liverpool, który nie wybaczał popełnionych błędów.

Sadio Mané był ciągłym utrapieniem, kiedy nieustannie najeżdżał pole karne Hull z lewej flanki, a Robertson praktycznie nie miał czasu, by złapać oddech.

Wynik spotkania na Anfield otworzył Adam Lallana, co nastąpiło po dobrym zagraniu byłego ulubieńca the Kop Philippe Coutinho. Kiedy czyste konto Hull przestało być czyste, Liverpool nie potrzebował wiele czasu, by uruchomić swój styl, który wtedy wciąż kształtował Jürgen Klopp.

W ciągu 37 minut the Reds otrzymali rzut karny, który James Milner zamienił na gola, a kolejnego dołożył Mané.

Hull uzyskało pocieszenie dzięki trafieniu Davida Meylera, ale radość po tej bramce nie była długa, ponieważ minutę później Coutinho podwyższył prowadzenie na 4:1 w typowy dla siebie sposób, czyli strzelając z dystansu.

Piąta bramka dla Liverpoolu również padła z rzutu karnego. Robertson faulował w tym przypadku Daniela Sturridge’a.

Na koniec sezonu Tygrysy spadły z ligi, co nie było zaskoczeniem.

Najbardziej zaskakujące było natomiast to, że Klopp złożył ofertę kupna bocznego obrońcy, który stanowił jeden z czynników kryzysowych w defensywie, która pozwoliła rywalowi strzelić pięć goli.

Po tym, jak jego marzenie o grze w Celticu legło w gruzach (klub z Glasgow uznał, że jest zbyt niski i nie zaproponował umowy), Klopp zaoferował mu nową szansę i Robertson nie marnował czasu. Błyskawicznie pojął sposób gry i wyrył swoje nazwisko w bogatej historii Liverpoolu.

Droga, jaką przebył Robertson, jest dobrze udokumentowana – to jak mimo niewielkich szans odbił się od bycia bezrobotnym, grał w szkockiej czwartej lidze, został kapitanem reprezentacji Szkocji i mistrzem Europy.

Jednak to właśnie ten dzień był punktem zwrotnym w karierze Robertsona, która nabrała zawrotnego tempa. To tego popołudnia Klopp i the Kop poznali zawodnika, który przyjdzie i uśmierzy ból głowy odnośnie lewej obrony Liverpoolu oraz przyniesie wszystkim tak wiele radości.

W niecały rok po tamtym występie na Anfield były zawodnik Dundee United zaliczy drugi w swoim życiu występ przed the Kop.

Tym razem czerwień Liverpoolu zgrywała się nabrzmiałymi polikami.

Był to 19 września 2017 r. Drużyna Kloppa pokonała Crystal Palace 1:0. Robertson zaczął od zwycięstwa i nie oglądał się za siebie.

W ciągu 41 występów, które Liverpool rozgrywał z nim u siebie, nie przegrał na Anfield ani razu.

To bezwzględny rekord. Taki, który podkreśla zmianę Liverpoolu pod przewodnictwem Kloppa oraz to, jak Niemiec ukształtował skład z zawodnikami jak Robertson, który prezentuje morderczą determinację i pragnienie zwycięstwa.

Jest to rekord, który w pewnym sensie nie byłby realny do osiągnięcia, gdyby nie tamto popołudnie we wrześniu 2016 r.


Caoimhe O'Neill