Prasa o wygranej z Leicester City

James Milner utrzymał nerwy na wodzy i wykorzystał rzut karny, co pozwoliło Liverpoolowi wygrać w sobotę na Anfield z Leicester City 2:1, a tym samym zgarnąć pełną pulę punktów.

Sadio Mané wyprowadził gospodarzy na prowadzenie, a James Maddison zdobył bramkę wyrównującą przed the Kop.

W końcówce doliczonego czasu gry Liverpoolowi został przyznany rzut karny, a do jego wykonania wyznaczony został Milner.

Oto co w media przekazywały na ten temat...

Ian Doyle, Liverpool Echo

Piłkarze Liverpoolu tańczyli na boisku, a Jürgen Klopp i jego sztab podskakiwali w strefie technicznej, a następnie wylegli na murawę. Anfield podniosło głośny ryk okraszony ekscytacją i poczuciem ulgi. W tym samym czasie Brendan Rodgers patrzył w niebo smutnym wzrokiem i z wyrazem rezygnacji na twarzy. Oczywiście doświadczał już czegoś takiego wcześniej. Wprawdzie nie działo się to, kiedy siedział w strefie przeznaczonej dla przeciwników. Jego Leicester zostało pokonane w trakcie pierwszego powrotu na Anfield w najbardziej dramatyczny sposób z możliwych. Sama kategoria gola decydującego też będzie bolała. Milner był jednym z prezentów pożegnalnych Rodgersa, który latem 2015 r. przekonał pomocnika, by opuścił Manchester City na rzecz Liverpoolu, obiecując mu, że będzie grał na preferowanej przez zawodnika pozycji w środku pomocy. Po kilku miesiącach Rodgersa już nie było, a Milner natomiast stał się kluczową postacią dla Kloppa - zawodnikiem, który jest w stanie załatać praktycznie każdą dziurę, a nawet rozegrać cały sezon na lewej obronie. Jordan Henderson zasiadł na ławce, więc Milner przejął opaskę kapitana w trakcie ponownego spotkania z byłym bossem. Odpowiedział na to występem, którym odzwierciedlił, dlaczego Klopp dobitnie zaznacza, że dla tego pomocnika zawsze znajdzie się miejsce w pomocy, dopóki on jest u sterów. Pokazał wizję i odpowiednie wykończenie, kiedy gorszą nogą wykonał podkręcone, kilkudziesięciometrowe podanie omijające stopera Leicester Jonny'ego Evansa i uruchomił nim Sadio Mané, który na pięć minut przed przerwą zdobył swojego gola. Później nadeszła próba charakteru, kiedy stanął przed szansą zdobycia bramki na wagę zwycięstwa po głupim faulu Marca Albrightona na Mané. Liverpool do tego momentu był zablokowany trafieniem Maddisona. Jeśli Klopp ma coś do powiedzenia Rodgersowi po tym spotkaniu, to powinno być to podziękowanie. Za Milnera, niestrudzonego profesjonalistę, który nie ma zamiaru się zatrzymać.

Neil Jones, Goal.com

Bywają momenty, które opisują cały sezon, ale nikt nie spodziewa się, że pojawią się one w październiku. Kiedy James Milner stanął z rękami opartymi na biodrach, całe Anfield wstrzymało oddech. Piłka została ustawiona w punkcie wykonywania rzutów karnych, Kasper Schmeichel stał z godnością, a serca podeszły ludziom do gardeł. Istne szaleństwo. Ich zwycięska passa trwa. Leicester zawitało na Anfield w dobrej formie i z pewnością siebie. Rodgers został ciepło przywitany. Jego drużyna napędziła liderom wielkiego strachu, ale ostatecznie poległa. Mané miał dobry dzień. Wyprowadził Liverpool na prowadzenie na pięć minut przed przerwą, kiedy wykorzystał podanie Milnera, zamieniając je na swojego 50 gola w Premier League w barwach the Reds. Osiągnął to w zaledwie 100 występach. Gra obecnie tak dobrze, jak zawsze. Na to spotkanie został przesunięty na prawe skrzydło, prawdopodobnie po to, żeby mieć na oku grasującego wahadłowego Leicester Bena Chilwella. Był stale zaangażowany. Wykonał najwięcej odbiorów ze wszystkich piłkarzy Liverpoolu. Jeden z nich w szczególności zapadł pamięć - odebranie piłki Chilwellowi w pierwszej połowie. Wygrał też więcej bezpośrednich pojedynków. Oddał więcej strzałów niż inni i biegał więcej niż wyróżniający się pod tym względem Milner i Fabinho.

Andy Dunn, Mirror

To był kolejnye wyśmienity występ Mané. Nie dziwi, że jest faworytem Lionela Messiego. Kiedy spływają słowa uznania, najtrudniej jest je potwierdzić. Kiedy najlepszy piłkarz świata okazuje ci szacunek, to wiesz, że robisz coś dobrze. Pomimo awantury o zaginione głosy i o to, kto na kogo głosował, bezdyskusyjny był fakt, że w głosowaniu na Najlepszego Zawodnika Roku Messi postawił krzyżyk przy nazwisku Mané. W szczególności w pierwszej połowie wkład Mané w grę drużyny był niewyobrażalny. Jego odbiory nie tylko imponowały energią, ale po prostu były wykonywane w idealnym momencie. To samo można powiedzieć o pozostałych dwóch zawodnikach ofensywnego trio Liverpoolu, ale biorąc pod uwagę liczbę przebiegniętych kilometrów w tym roku, niestrudzenie w działaniach Mané jest godne podziwu. Stanowiąca wyzwanie dla płuc praca w defensywie też nigdy nie odbywała się kosztem jego kondycji i dlatego był w stanie pogalopować za sprytnym podaniem Milnera i wyprowadzić Liverpool an prowadzenie.

David Lynch, Evening Standard

Rozgrywając pełne 90 minut z Leicester, Mané zaliczył setny występ w Premier League w barwach Liverpoolu. Senegalczyk podkreślił tę okazję w typowym dla siebie stylu tzn. strzelając 50 gola w lidze dla the Reds w trakcie kolejnego niesamowitego występu. W środku tygodnia w trakcie meczu z RB Salzburg na Anfield były zawodnik Chelsea Cesc Fabregas napisał na Twitterze, że dla niego Mané znajduje się w trójce najlepszych zawodników na świecie. Skoro numer 10 Liverpoolu gra w taki sposób i wykręca takie liczby, to ciężko się z tym nie zgodzić.


Powyższe treści zostały powielone z mediów. W związku z tym nie oznacza to, że muszą oddawać stanowisko Liverpool Football Club.