Krawietz: Budujemy coś trwałego

Peter Krawietz nieustannie patrzy w przyszłość, nawet kiedy przychodzą trudne chwile. Wskazuje, że sztab trenerski chce wpływać na cały klub i zrealizować coś, co będzie trwało dłużej niż ich obecność w danym miejscu.

Przerwa na mecze reprezentacji nastąpiła po ósmym zwycięstwie z rzędu w Premier League. Zbiega się to również w czasie z czwartą rocznicą przybycia do klubu Jürgena Kloppa i jego świty.

Klopp i jego sztab zostali zaprezentowani 8 października 2015 r. jako nowy zespół pracujący w the Reds, który będzie przenosił swoje sukcesy z Mainz i Borussi Dortmund na grunty Anfield.

Po czterech latach Krawietz ze skromnością mówi o dotychczasowych postępach w realizacji projektu - dwukrotne uczestnictwo finale Ligi Mistrzów, triumf w tych rozgrywkach w czerwcu tego roku w Madrycie i zdobycie rekordowej w historii klubu liczby punktów w Premier League - używając określenia "nie najgorzej".

W trakcie rozmowy z Liverpoolfc.com, zorganizowanej z okazji tej waznej rocznicy, podkreślił, że wszyscy całkowicie koncentrują się na tym, co może przynieśc przyszłość. Na tym, co można jeszcze osiągnąć.

Oto cała rozmowa z Krawietzem...

Minęły cztery lata od kiedy zgodziliście się na pracę w Liverpoolu. Jak bardzo jesteś usatysfakcjonowany z postępów w realizacji projektu po czterech latach?

Oczywiście, jestem ogromnie usatysfakcjonowany. Dzisiaj możemy powiedzieć, a jednocześnie zobaczyć, że podjęliśmy wtedy słuszną decyzję o przybyciu tutaj. Z jednej strony była to szansa, z drugiej ogromne wyzwanie, by opuścić rodzinny kraj, przyjechać do Anglii i uczyć się nowego w ogromnym klubie w nowym kraju. To był duży krok. Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo i nie oczekiwaliśmy, że będzie inaczej. Jednak zaczęliśmy od razu pracować i wprowadziliśmy swoje działania. Mogę powiedzieć, że jak na razie nie idzie najgorzej. Kilka rzeczy zadziałało naprawdę dobrze. Dzisiaj jesteśmy tu, gdzie jesteśmy i jak do tej pory była to przyjemna droga.

Czy czerpałeś radość z tego, że opuszczasz coś, co dokładnie poznałeś po tak długim czasie w Niemczech - siedem lat w Mainz i siedem lat w Borussii Dortmund?

Oczywiście. Jesteśmy gotowi do pracy, nawet jeżeli jest ona ciężka i wyczerpująca, to jej chcemy. Chcemy żyć piłkarskim życiem i dawać z siebie wszystko. Dlatego cieszymy się tym etapem kariery. Jest dobrze. To była odpowiednia decyzja dla obu stron. Cieszymy się z niej.

Pracujesz z Jürgenem od bardzo dawna. Jak na przestrzeni lat ewoluowała wasza relacja?

W najlepszym wypadku ludzie się uczą i rozwijają. Pamiętam pierwszy dzień naszej współpracy i oczywiście do dzisiaj wiele rzeczy się zmieniło od tego czasu. My się zmieniliśmy i rozwinęliśmy. Mogę powiedzieć, że zawsze było to konstruktywne i zawsze bazowało na zaufaniu i pracy zespołowej. To podstawa, by każdego dnia ze sobą pracować. Czerpiemy również z tego radość. Zawsze powinieneś starać się być lepszym, a to jest bardzo ciekawe doświadczenie. Nawet jeśli harmonogram każdego dnia twojej pracy jest podobny, bo codziennie wykonujesz praktycznie te same zadania, to sam sport czyni je interesującymi. Ta gra się zmienia, a my staramy się być pomysłowi. Nasza filozofia i styl gry nie zmieniają się drastycznie, ale pewne szczegóły zawsze są interesujące. Nigdy nie jest nudno! Mając energię i paliwo należy działać oraz próbować robić kolejne kroki, a także odnosić sukcesy.

Czy obecnie Liverpool ma w sobie duże pokłady własnej tożsamości? Styl gry jest na tyle efektywny, że ludzie zaczynają przyglądać się temu, co robicie...

Tak, oczywiście. Zawsze tak jest. Zespoły, które odnoszą sukcesy, zawsze będą czymś w rodzaju wzorów do naśladowania. To zaszczyt, ale jednocześnie wyzwanie, ponieważ ustanawia się pewne standardy, więc żeby się rozwijać, musimy je przekraczać. Musimy utrzymywać wysoki poziom i zawsze patrzeć na najdrobniejsze szczegóły. Podam przykład. W tym sezonie obowiązują nowe zasady odnośnie wznawiania gry od bramki. W związku z tym musieliśmy od nowa zastanowić się nad szczegółami tego elementu gry, a to sprawia, że jest on wciąż interesujący. Będziemy starali się być lepsi i utrzymać wysoki poziom i swoje standardy.

Z punktu widzenia trenera, czy wprowadzanie świeżych pomysłów pomaga? Pep Lijnders stał się ważnym członkiem sztabu. Dołączyli też Jack Robinson i niedawno Vitor Matos...

Nie jest to zbyt trudne, ponieważ oczywiście potrzebna jest zbieżność filozofii działania. To najważniejsza kwestia. Każdy pracuje na rzecz tego samego celu. W trakcie sezonu jest mnóstwo rzeczy do zrobienia w zakresie pracy z drużyną i jej kształtowania. Wszystko jest niezbędne, by utrzymać to wszystko w ryzach. Staramy się poprawiać i wprowadzać nowych ludzi, by to wszystko robili i żebyśmy ruszyli dalej. Zawsze fajnie jest znaleźć ludzi, którzy nam pomagają w podtrzymywaniu działań, by to wszystko żyło i byśmy szli do przodu.

Czy Liverpool to teraz dla ciebie drugi dom?

Tak, zdecydowanie. Od zawsze czuliśmy coś jakby utożsamianie się z klubem, dla którego pracujemy. W Mainz był to nasz klub z naszego miasta, w którym dorastaliśmy, więc było o to łatwiej, ponieważ było to coś naturalnego. W Dortmundzie odnaleźliśmy to uczucie bardzo szybko. Jest ono i zawsze było także tutaj w Liverpoolu. Im więcej uczysz się o mieście, jednocześnie trochę się do niego dostosowując i ucząc się myśleć jak jego mieszkańcy i dowiadywać się, czego oczekują... Oczywiście, jeśli odnosisz jakieś sukcesy, to nieco to pomaga! Ludzie widzą, że sprawy posuwają się do przodu. To jest to, czego zawsze chcemy. Myślimy o tym, że rozwiązania, które chcemy wprowadzić, zajmują trochę czasu, że są to pomysły długofalowe, więc przybywamy do danego miejsca i próbujemy wpłynąć na cały klub. Dać coś, co zostanie w klubie dłużej niż my sami. Coś, co pozostanie i na czym można dalej budować. Nie chodzi tylko o trofea i miły czas. Zadziałało to w Mainz, zadziałało w Dortmundzie i mam nadzieję, że jesteśmy na dobrej drodze, by zadziałało również w Liverpoolu.