Podsumowanie meczu

Triumfatorzy poprzedniej edycji Ligi Mistrzów pokonali skromnie 2:1 ekipę aktualnego mistrza Belgii, KRC Genk. Przed dwoma tygodniami Liverpool ograł Belgów 4:1 i kibice spodziewali się kolejnego łatwego i przekonującego zwycięstwa w swojej twierdzy, Anfield. Każdy inny wynik niż zwycięstwo drużyny Kloppa określano by mianem sensacji.

The Reds podchodził do tego starcia jako wicelider grupy E z punktem straty do liderującego Napoli,zwycięstwo przybliżyłoby znacznie do przypieczętowania awansu do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Belgowie natomiast byli na ostatnim miejscu mając na koncie tylko jeden punkt.

Jürgen Klopp w tym spotkaniu nie mógł skorzystać z Joela Matipa, czy Xherdana Shaqiriego z powodu odniesionych urazów. Z podobnymi problemami borykał się menedżer przyjezdnych Felice Mazzu, bowiem wystąpić nie mogli: bramkarz Danny Vukovidai oraz lewy obrońca Jere Uronen.

Wyjściowa jedenastka The Reds mogła zaskoczyć dużą grupę kibiców. Większość spodziewała się co najwyżej jednej lub dwóch korekt co do "żelaznej" jedenastki wystawianej przez Kloppa.

Mecz od początku układał się pod dyktando Liverpoolu i szybko objął prowadzenie, bowiem w 14. minucie po "niechlujnym" dograniu Jamesa Milnera na 5. metr i w sporym zamieszaniu piłka trafiła pod nogi Wijnalduma, który sprytnym strzałem wpakował ją pod poprzeczkę.


W 23. minucie podwójną szansę miał Naby Keïta, ale nie potrafił zamienić to na bramkę. Pierwszy strzał zatrzymał bramkarz, a następny obrońca.

Liverpool starał się jak najszybciej podwyższyć prowadzenie, doskonałą okazję miał na to Mohamed Salah w 36. minucie, lecz jego strzał wylądował obok bramki.

Mistrzowie Belgii oddali swój pierwszy strzał na bramkę w 41. minucie i od razu zamienili to na gola. Bryan Heynen dośrodkował z rzutu rożnego do Mbwany Samatty, a ten precyzyjnym strzałem głową trafił do siatki, nie dając szans Alissonowi.

Goście mogli strzelić gola nr 2 w 43. minucie, jednak strzał Heynena był niecelny. Następną okazję przed przerwą wykreował Liverpool. Strzałem obok słupka "popisał się" Divock Origi.

Do przerwy było 1:1.

Na drugą część spotkania podopieczni Jürgena Kloppa wyszli bardzo zmotywowani i udało się ponownie objąć prowadzenie w 53. minucie. Salah wykorzystał kiepską dyspozycję środkowych obrońców Genku i przytomnie dograł do Oxlade'a-Chamberlaina, ten obrócił się z piłką i posłał ją płaskim strzałem w długi róg.

W 74. minucie Jürgen Klopp dokonał podwójnej zmiany. Boisko opuścili Naby Keïta oraz Alex Oxlade-Chamberlain, w ich miejsce weszli Andrew Robertson i Sadio Mané.

W 81. minucie przyjezdni mieli znakomitą okazję na wyrównanie. Bryan Heynen wykorzystał błąd w komunikacji między Joe Gomezem a Georginio Wijnaldumem i samotnie wbiegł z futbolówką w pole karne i uderzył w długi róg, lecz Alisson doskonale sobie poradził ze strzałem i sparował piłkę w bok.

Minutę przed końcem regulaminowego czasu gry na boisku zameldował się Roberto Firmino. Zmienił zmęczonego już Divocka Origiego.

Wynik już nie uległ zmianie do końca spotkania. The Reds zaliczyli 3 zwycięstwo w tej edycji Champions League, awansując na fotel lidera kosztem Napoli. Drużyna z Neapolu zremisowała u siebie z RB Salzburg 1:1.

Składy:

Liverpool: Alisson - Alexander-Arnold, Gomez, van Dijk, Milner - Wijnaldum, Fabinho, Keïta (74' Robertson), Oxlade-Chamberlain (74' Mané) - Salah, Origi (89' Roberto Firmino)

Genk: Coucke - Cuesta, Dewaest, Lucumi - Maehle, Hrošovský (85' Bongonda), Berge, Heynen, De Norre (85' Onuachu) - Ito (68' Ndongala), Samatta