Klopp po meczu z Brighton

Jürgen Klopp nie ukrywał dumy, po sobotnim meczu na Anfield. Prowadzony przez Niemca Liverpool pokonał Brighton and Hove Albion 2:1. Wynik spotkania oraz obie bramki dla the Reds, zdobywał Virgil van Dijk - stoper dwukrotnie wykorzystał świetne dośrodkowania Trenta Alexandra-Arnolda.

Zdecydowanie gorszą wiadomością, jest czerwona kartka Alissona Beckera. Brazylijski golkiper dotknął piłkę rękami, poza polem karnym. Nieuwagę gospodarzy oraz zamieszanie wykorzystał Lewis Dunk, który zamienił rzut wolny na trafienie kontaktowe dla drużyny przyjezdnych.

Ostatecznie ekipa Kloppa zdołała utrzymać jednobramkowe prowadzenie. Wraz ze zdobyciem trzech punktów, Liverpool utwierdził się na pozycji lidera tabeli jeszcze mocniej - z 11 punktami przewagi nad drugą ekipą.

Poniżej przedstawiamy Państwu zapis wypowiedzi Kloppa, z pomeczowej konferencji prasowej...

O jego reakcji na ostateczny rezultat oraz występie Liverpoolu...

Mieliśmy wiele dobrych momentów. Wiedzieliśmy jaka jest specyficzna zaleta Brighton. Mianowicie nie przejmują się za bardzo tym, przeciwko drużynie grają. Zaprzęgli do działania wielu zawodników, którzy próbowali wbiegać w wolne przestrzenie, między nasze linie... dobrze dla nich. Działo się tak dość często. Co ważne, to fakt, że potrafiliśmy wygrywać walki o piłki. Dzięki temu stwarzaliśmy sobie szanse. Zdobyliśmy dwie naprawdę ładne bramki ze stałych fragmentów gry. Uważam jednak, że największe zagrożenie stwarzaliśmy podczas otwartej gry... graliśmy dobrze i to wtedy powinniśmy ustalić wynik spotkania. Obyłoby się bez nerwów pod koniec. Wiecie jak to wygląda... 1:0 jest fantastycznym wynikiem, ponieważ daje ci niesamowitego kopa, skupiasz się na tym w stu procentach. 3:0 nie wyłania z miejsca zwycięzcy ale daje przyjemny luz, który cie wzmacnia. Natomiast 2:0... nerwówka, jest jak jest. Pod koniec połowy mieli mnóstwo momentów, gdy posyłali świetną piłkę między naszymi zawodnikami. Mieli trzech zawodników w polu, nie potrafili jednak tego wykorzystać. Nie pamiętam już czy przez spalone czy nie.

Druga połowa była pokazem ciężkiej pracy chłopaków. Zmiany sporo nam dały, natomiast rzecz skomplikowała czerwona kartka. Byliśmy zmuszeni wystawić do gry przemarzniętego bramkarza! Wiadomo, każdy kto siedzi na ławce nie jest odpowiednio rozgrzany. Wyobraźcie poderwanie się z ławki, wyjście na murawę w krótkich spodenkach, z rękawicami, które nie zostały stworzone po to, żeby było ci ciepło. Później przytrafił się nam ten rzut wolny... wyszliśmy na głupków, ale to jedna z tych chwil, które musimy po prostu zaakceptować. Walczyliśmy dalej, Adrián szczególnie nam pomógł broniąc ze dwa groźne strzały, wyłapując dośrodkowania i tak dalej. To dość zabawne, ale nie mógł wybić piłki wystarczająco daleko ze względu na zimno, które czuł w stopach! Niemniej jednak końcówka spotkania była naprawdę ciekawa. Najważniejszą sprawą jest oczywiście to, że wygraliśmy mecz. Jestem z tego faktu niezmiernie zadowolony, chłopcy pokazali się z dobrej strony i jestem z nich bardzo dumny.

O pierwszych 14 meczach Liverpoolu, które zakończyły się trzynastoma zwycięstwami oraz jednym remisem...

Żaden z trzynastu meczów, które wygraliśmy, nie był łatwym spotkaniem. Nie czuliśmy tak ani przez chwilę. Nie myślimy w ten sposób przed ani po meczu. Nieustanie skupiamy się na problemach i sprawach, które wciąż są naszym zmartwieniem. Z myślą o nich rozpoczynamy kolejne spotkanie. Nie traktujemy siebie jako faworyta, chcemy raczej pokazać wszystko na co nas stać i myślę, że chłopcy znowu to zrobili. Ostatnie miesiące są z pewnością niesamowite, jednak nie chcemy za dużo myśleć o poprzednich czternastu meczach. Przypominam, że już w środę zmierzymy się z Evertonem, to będzie ważny mecz. Musimy być pewni, że jesteśmy odpowiednio przygotowani. Przed nami sporo walki, niezależnie od tego jaki wynik Everton osiągnie w niedzielnym meczu z Leicester. Nadchodząca potyczka będzie istotna dla obu drużyn, a my nie myślimy o punktach. Ludzie powtarzają, że mamy już 11 punktów przewagi. Odpowiadam wtedy, że Leicester gra dopiero w niedzielę, ta przewaga wciąż może skurczyć się do ośmiu. To nie tak, że ujmuję coś Evertonowi... Lisy są po prostu w fantastycznej formie. Nie ma sensu dalej o tym myśleć, po prostu skupmy się na naszym następnym meczu.

O występie Van Dijka...

Poważnie będziemy mówić o indywidualnościach? Zdobył w meczu dwie bramki, taka jest historia. Jest fantastycznym zawodnikiem. To utalentowany chłopak, wykorzystuje po prostu swój potencjał. Jest niesamowicie ważnym zawodnikiem, jednak nie mógłby zagrać w trzeciej linii sam. To byłoby cholernie trudne. Partneruje mu Dejan Lovren, który może nie ma tak świetnych uderzeń głową, ale tak samo ma mój dozgonny szacunek.

Musieliśmy poradzić sobie z dzisiejszą absencją Fabinho. To był ciężki orzech do zgryzienia, przyzwyczailiśmy się do tego, że jest w każdym meczu. Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałem z nim indywidualną rozmowę na zasadzie przekazywania poleceń, "proszę zrób to i to". Obecnie wygląda to tak, że nie chce zawracać mu głowy dodatkowymi informacjami. Wracając do tematu... Hendo rozegrał fantastyczne spotkanie u boku Giniego i Oxa. Wykonali fantastyczną robotę, a mieli jej naprawdę dużo. To co podobało mi się w meczu najbardziej, to to, że chłopcy byli gotowi do ciężkiej pracy. Nie mieli lekceważącego podejścia do samego Brighton. Graham Potter wykonuje tam bardzo solidną pracę, gra przeciwko jego drużynie jest wyjątkowo niewygodna. Rozwijają się małymi kroczkami i dzięki temu zmierzają do celu. Brakuje im tylko wykończenia, stwarzają sobie mnóstwo sytuacji.

Czy niewykorzystywanie szans podbramkowych jest wynikiem nerwowości...

Myślę, że nie da się stworzyć lepszych szans, niż my w pierwszej połowie. Kiedy tego nie wykorzystujesz, twoi rywale czują, że wciąż w są grze i nabierają rozpędu. Czy chciałbym żebyśmy wykorzystywali każdą okazję podbramkową? W zasadzie to tak, jednak obserwuję piłkę nożną wystarczająco długo, aby wiedzieć, że nie jest to potrzebne oraz możliwe. Mecze są zbyt intensywne. Parę rzeczy należy po prostu zaakceptować, ponieważ tak jest i tyle. Fantastycznie by było strzelać jedną, dwie bramki więcej. Zapewnilibyśmy sobie mnóstwo komfortu. Tak się jednak nie dzieje, a my dalej robimy swoje. Nie chcę tego zmieniać. Prawdopodobnie przyjdzie taki dzień kiedy wykorzystamy sytuacje wykreowane w otwartej grze, a nie uda nam się strzelić bramki ze stałego fragmentu gry. Wiadomo, że potrzebujesz bramek, aby wygrywać mecze. Na szczęście udało nam się strzelić ich wystarczająco dużo. Kwestia kreacji zagrożenia i cała reszta mnie w zasadzie nie martwi. Mamy mnóstwo możliwości do rozwoju, to niebywałe. Pierwszym krokiem jest zwyciężanie kolejnych spotkań. Nie możemy jednak poprzestawać tylko na tym. Między starciem przeciwko Napoli, a dzisiejszym meczem nie było czasu na właściwą analizę, wprowadzenie zmian i rozwój. Całą uwagę poświęciliśmy na regenerację i przygotowanie się do meczu z Brighton. Między tym sobotnim meczem, a środowym przeciwko Evertonowi, mamy tak naprawdę jeden dzień na odpowiednią sesję treningową... postaramy się wykorzystać ten czas.