Garść ciekawostek po meczu

Podopieczni Jürgena Kloppa odnieśli bardzo cenne zwycięstwo nad zespołem Brighton and Hove Albion w sobotę, wygrywając ostatecznie 2:1 na Anfield. Zwycięstwo nad zespołem Grahama Pottera nie przyszło jednak łatwo ekipie The Reds.

Dwa gole głową Virgila van Dijka z pierwszej połowy dały Liverpool 13. zwycięstwo w 14 występach w Premier League w tym sezonie. Trzy punkty zostały jednak zapewnione dopiero po ostatnich, nerwowych 10 minutach, kiedy to czerwoną kartkę zobaczył Alisson Becker, a Lewis Dunk strzelił gola z rzutu wolnego.

Wynik końcowy sprawił, że gospodarze mają już 11 punktów przewagi na szczycie tabeli oraz wyrównali rekord klubu, który utrzymywał się przez ponad trzy dekady.

Oto pięć ciekawych faktów, związanych z sobotnim meczem...

Klubowy rekord The Reds

Dowożąc prowadzenie 2:1 z dziesiątką zawodników na boisku na 15 minut przed końcem, The Reds przedłużyli swoją serię meczów bez porażki w lidze do 31 spotkań.

Od czasu wyjazdu na mecz z Manchesterem City trzeciego stycznia zawodnicy Kloppa nie zaznali smaku porażki w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii - seria ta obejmuje intensywną końcówkę zeszłorocznej walki o tytuł oraz niemal bezbłędny start obecnej kampanii.

Rzeczywiście, w ostatnim czasie The Reds rzadko tracili jakiekolwiek punkty w Premier League, a zwycięstwo nad Brighton było 26. na 31 możliwych.

To sprawia, że mistrzowie Europy wyrównali rekord klubu, ustanowiony przez Kenny'ego Dalglisha w okresie od maja 1987 roku do marca 1988.

Wystarczy, że The Reds wyjdą bez szwanku ze środowych derbów Merseyside na Anfield, a obecna seria stanie się najdłuższą w całej historii klubu.

Zabójczy Van Dijk

Prawie rok zajęło Van Dijkowi zdobycie kolejnego gola dla Liverpoolu po tym, jak strzelił w swoim debiucie dla The Reds przeciwko Evertonowi w styczniu 2018 roku.

Obecnie niezastąpiony Holender notuje niezłą passę, a mecz z Brighton uczynił go najbardziej skutecznym obrońcą w Premier League z siedmioma golami, licząc od początku ubiegłego sezonu.

Przy pierwszym sobotnim golu wyskoczył do piłki zagranej przez Trenta Alexandra-Arnolda z rzutu wolnego z prawej strony i wykończył akcję głową nad kryjącym go Matym Ryanem.

Sześć minut później powtórzył sztuczkę z chirurgicznym wykończeniem w siatce Mew, gubiąc kryjącego go zawodnika i wykańczając głową dośrodkowanie Alexandra-Arnolda z rzutu rożnego, wykonywanego tym razem z drugiej strony boiska.

Jednak obrońca z numerem 4, który zaliczył dublet również w lutowym spotkaniu z Watford, nie był do końca zadowolony.

- Mając mój wzrost i umiejętność stwarzania zagrożenia pod bramką rywali, mogę być jeszcze bardziej efektywny - skomentował po końcowym gwizdku.

- Nie jest łatwo zawsze być krytym przez piłkarza najlepiej grającego głową w drużynie przeciwnej. Dziś jednak dwa razy udało mi się wymknąć.

Znajomy wynik

Po raz piąty w ostatnich siedmiu meczach, a po raz ósmy, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki w sezonie 2019/2020 , The Reds wygrali wynikiem 2:1.

To, co wydawało się być rutynowym zadaniem po dublecie Van Dijka w pierwszych 24 minutach, przekształciło się w coś zupełnie odwrotnego.

Alisson został odesłany do szatni za zagranie ręką poza polem karnym przy próbie obrony strzału wpuszczonego na boisko z ławki Leandro Trossarda. I podczas, gdy zastępujący Alissona Adrian ustawiał mur przed podyktowanym za zagranie Brazylijczyka rzutem wolnym, Dunk wykorzystał moment nieuwagi i strzelił, posyłając piłkę w kierunku niechronionej części bramki.

Na 10 minut przed końcem Liverpool musiał bronić swojej przewagi w dziesięciu, jednak The Reds zdołali stłamsić zdeterminowanych gości i przetrwali cztery minuty doliczonego czasu gry nietknięci.

Pomimo obgryzionych paznokci był to kolejny - choć inny - przykład tego, jak ludzie Kloppa dają z siebie wszystko, żeby wygrać, za wszelką cenę.

Kolejna szansa dla Adriana

Alisson niespodziewanie opuścił Anfield i Adrian musiał go zmienić.

Z pewnością to było trochę jak déjà vu z otwarcia tegorocznej kampanii Premier League, kiedy to kontuzja pierwszego z bramkarzy w meczu z Norwich City dała szansę na debiut drugiemu z nich.

- Musieliśmy wprowadzić bramkarza praktycznie zmrożonego! - mówił Klopp na konferencji prasowej.

Po szokującej utracie gola przed zanotowaniem pierwszego kontaktu z piłką Adrian zdołał jednak wrócić do siebie i odegrał swoją rolę w zatrzymaniu Mew.

- Niektórzy ludzie pozwalają na wykonanie rzutu wolnego w taki sposób i wtedy wyglądasz trochę głupio, ale musisz to zaakceptować - dodał boss.

- Ciągle walczyliśmy, a Adrian bardzo nam pomógł dzięki dwóm naprawdę bardzo dobrym interwencjom oraz dzięki dośrodkowaniom, które wyłapał, itp.

Biorąc pod uwagę zawieszenie Alissona, fascynująca historia Adriana w Liverpoolu będzie zawierała swój własny rozdział, związany z derbami Merseyside - Hiszpan wystąpi najprawdopodobniej od pierwszej minuty meczu z Evertonem.

11 punktów przewagi

Remis 2:2 Manchesteru City z Newcastle United, który miał miejsce jeszcze przed rozpoczęciem meczu na Anfield, w połączeniu z brakiem gry tego dnia Leicester City, oznaczało, że Liverpool miał szansę na zwiększenie swojej przewagi w Premier League.

Wprawdzie The Reds musieli drżeć w końcówce o wynik, ale zdołali odskoczyć na 11 punktów aktualnym mistrzom Anglii oraz Leicester City, które gości w niedzielę Everton.

- W kontekście wyników to z pewnością niesamowity okres - mówił Klopp.

- Nie chcemy jednak myśleć o ostatnich 14 meczach - skupiamy się już na następnym, który gramy w środę z Evertonem i jest to wielki mecz. Musimy się upewnić, że będziemy na to gotowi, ponieważ to będzie kolejny mecz wielkiej walki i to niezależnie od tego, jaki wynik Everton osiągnie w Leicester.