Prasa po meczu z Tottenhamem

Liverpool, pokonując na wyjeździe w sobotnie popołudnie Tottenham 1:0, powiększył swoją przewagę nad resztą stawki w Premier League do 16 punktów. Angielskie media zgodnie chwaliły po meczu zespół Jürgena Kloppa.

Jedyną bramkę w meczu zdobył Roberto Firmino, co wystarczyło, by Liverpool ostatecznie pokonał zespół José Mourinho.

Oto, co po zwycięstwie pisano w angielskiej prasie...

Melissa Reddy, Independent

W sobotni wieczór na Tottenham Hotspur Stadium Liverpool wysłał publiczną wiadomość - jedynym scenariuszem, który interesuje The Reds, jest ten, w którym decydują o swoim przeznaczeniu, kończąc tym samym trzy dekady oczekiwania na tytuł. Decydujący gol Firmino zapewnił drużynie Jürgena Kloppa najlepszy w historii start sezonu, biorąc pod uwagę pięć najlepszych lig w Europie, notując oszałamiającą liczbę 61 punktów w 21 meczach. Znaczące jest także to, że The Reds zanotowali 104 punkty na przestrzeni ostatnich 38 meczów w najwyższej klasie rozgrywkowej. Jeśli mielibyśmy znaleźć sekret, który sprawił, że Liverpool ma 16 punktów przewagi na szczycie tabeli z meczem do rozegrania, to właśnie niechęć do poczucia się komfortowo i samozadowolenia byłyby dobrym punktem wyjścia. Mistrzowie świata dominowali przez 60 minut w północnym Londynie, a następnie cofnęli się do defensywy. Heung-Min Son i Giovani Lo Celso w końcówce zmarnowali wspaniałe okazje, jednak przepaść w klasie między tymi drużynami - notabene finalistami Ligi Mistrzów w czerwcu - została w dużym stopniu odzwierciedlona.

Neil Jones, Goal.com

Radość, jaka towarzyszyła końcowemu gwizdkowi, mówi wszystko. Notoryczni rekordziści idą dalej. Bezlitosny, wybitny zespół Liverpoolu kontynuuje zapisywanie się w historii futbolu. Zwycięstwo z Tottenhamem - nieznaczne, jednak kluczowe - sprawiło, że The Reds zanotowali najlepszy start sezonu w historii najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii. Co ciekawe, 20 zwycięstw i jeden remis w 21 meczach to najlepszy wynik zanotowany kiedykolwiek w pięciu najsilniejszych ligach w Europie. Niesamowite. To była kolejna ważna przeszkoda na drodze do tytułu Premier League. Momentami bardziej chodziło o przetrzymanie naporu niż o czerpanie radości z gry, jednak gdy Martin Atkinson kończył zawody, to piłkarze w czerwonych koszulkach schodzili z boiska z uśmiechem na twarzy. To zwycięstwo, w połączeniu z niespodziewaną porażką Leicester City w meczu u siebie przeciwko Southampton, dało Liverpoolowi 16 punktów przewagi na szczycie tabeli Premier League. Tak, niesamowite.

David Lynch, Evening Standard

By udowodnić swoją prawdziwą wielkość, piłkarze Jürgena Kloppa będą musieli wznieść trofeum mistrzowskie w tym sezonie, ale najlepszy początek sezonu ligowego w Anglii z pewnością nie jest złym wynikiem. Po tym, jak dołożyli wszelkich starań, aby utrzymać się w grze do 70. minuty, Spurs spróbowali sięgnąć choćby po remis poprzez późny atak na bramkę Liverpoolu. Gospodarze wypracowali wiele sytuacji strzeleckich - najlepsza była chyba ta, w której Lo Celso nie trafił po idealnym dośrodkowaniu na dalszy słupek - jednak to te sytuacje, w których Koguty trafiały w bramkę, naprawdę rozwiały wszelkie nadzieje na powrót do gry Tottenhamu. Jak to często bywa w tym sezonie, Alisson Becker nie dał rywalom nawet cienia szansy, wyłapując każdy strzał, który padał w jego kierunku i to w sposób rzadko spotykany nawet na tym poziomie. Chwyt Brazylijczyka jest po prostu światowej klasy, co okazało się kluczowe dla jego drużyny w zdobyciu trzech punktów.

Paul Gorst, Liverpool Echo

Liderzy tabeli mieli jeszcze większą motywację, by wygrać, po tym, jak wcześniej tego samego dnia Southampton odwrócił losy spotkania z Leicester City. Ten wynik sprawiał, że Liverpool miał w zasięgu ręki 16-punktową przewagę jeszcze przed rozpoczęciem meczu. Gol Firmino przyszedł po pół godzinie gry, kiedy to zwiódł Tangangę przepięknym zwodem przed oddaniem strzału na bramkę. To już dziewiąty gol reprezentanta Brazylii w tym sezonie i choć nie strzelił jeszcze na Anfield, wpisywał się na listę strzelców w kilku ważnych spotkaniach wyjazdowych tego sezonu. Ten mecz był kolejnym wielkim występem w jego wykonaniu. Zawodnik z numerem 9 w pełni wykorzystał niedoświadczenie Tangangi, wyprowadzając go w pole po tym, jak Henderson i Salah utrzymali akcję przy życiu na skraju pola karnego. To, gdzie umieścić Liverpool wśród najlepszych drużyn w historii, będzie tematem do debaty w późniejszym terminie. Jednak tu i teraz fani Liverpool muszą się tym po prostu cieszyć. Klopp zbudował iście wyjątkową drużynę.