Jak Aquilani zwolnił Beniteza?

Zwykle trzeba się wykazać, aby otrzymać swój własny baner pośród kibiców The Kop - ale tym razem baner czekał na trybunie jako prezent powitalny. Uświetniał on przybycie Alberto Aquilani’ego do Liverpoolu. Włoski reprezentant został przedstawiony jako gladiator gotowy do walki obok słów: Il Principino (Mały Książe – przyp. red.) z dopisanym kolejnym hasłem – A Hero Will Rise (Bohater Powstanie – przyp. red.) – okazało się, że było to myślenie życzeniowe.

Rafa Benitez wyciągnął go z Romy za 17,1 mln funtów latem 2009 roku jako zamiennik Xabiego Alonso, który poszybował do Realu - Aquilani nie mógł sprostać nadanej mu nowej roli zbawcy. Elegancki pomocnik był zatrzymywany przez mnożące się kontuzje, a kiedy był w dobrej formie, to tak naprawdę wyglądał jako źle dopasowany do fizycznych wymagań angielskiego futbolu.

W ciągu roku od przyjścia - Aqua pod władzą Beniteza zaczął powoli dogasać, a wkrótce potem został pominięty przy doborze składu. Po pobycie w Juventusie i AC Milan, "Il Principino" w swojej ojczyźnie został w końcu przeniesiony do Fiorentiny w sierpniu 2012 roku. Opłata nie została ujawniona, ale dowiedziano się później, że kwota była mniejsza niż 1 milion funtów.

Aquilani zaczynał w pierwszym składzie tylko 28 razy, zdobywając w sumie dwie bramki. Zamiast być czczonym na The Kop - jego imię wymieniane jest z takimi tuzami futbolu jak El Hadji Diouf, Andy Carroll, Mario Balotelli i Lazar Markovic – zaszczytne miejsce pośród spektakularnych klap transferowych (i drogich) dla klubu z Merseyside.

Dlaczego Benitez ściągnął go w pierwszej kolejności? Jaki był jego styl gry? I czy był ofiarą okoliczności, czy swoim własnym najgorszym wrogiem?

Oto jest historia o karierze w Liverpoolu, która zapowiadała się obiecująco, ale niewiele dostarczyła.

- Alberto jest niewiarygodnie utalentowanym zawodnikiem o świetnej technice i doskonałym rozumieniu gry. Naprawdę jest kompletnym pomocnikiem - zachwycał się rzymski kapitan Francesco Totti.

- Potencjalnie, jest jednym z najlepszych na świecie. Do tej pory miał pecha z kontuzjami, ale wierzę, że w Anglii poradzi sobie naprawdę dobrze. Jestem przekonany, że udowodni swoją wartość w Liverpoolu – kontynuował.

John Arne Riise, który 12 miesięcy wcześniej opuścił Anfield dla tego samego włoskiego klubu, mówił błyskotliwie o swoim odchodzącym koledze z drużyny:

- Aquilani był zawodnikiem, który najbardziej zaskoczył mnie tym, co potrafił zrobić. Jest naprawdę dobry przy piłce. Nigdy nie stoi w miejscu. Zawsze jest w biegu. Na pewno biega więcej niż Xabi i jest prawdopodobnie bardziej niebezpieczny, jeśli chodzi o znajdywanie się w polu bramkowym i w próbach zdobycia gola. Liverpool będzie mieć dobrego zawodnika – mówił Norweg.

Aquilani odrzucił zakusy Arsenalu i Chelsea jako nastolatek po tym, jak postanowił pozostać lojalny wobec swojego klubu z dzieciństwa. W wieku 18 lat zadebiutował w AS Roma poprzez przyszłego menadżera Anglii, Fabio Capello, a w 2006 roku miał pierwszy ze swoich 38 włoskich występów reprezentacyjnych i zagrał 108 ze 120 minut, ponieważ w ćwierćfinale Euro 2008 jego kraj grał w dogrywce z Hiszpanią.

Ówczesny 25-latek z pewnością powiedział wszystko, co było słuszne, gdy siedział z Benitezem na konferencji prasowej w Melwood. Mówił o swojej dumie z gry u boku "najsilniejszego pomocnika na świecie" Stevena Gerrarda i wzruszył się, próbując podjąć wyzwania wejścia w buty Alonso.

- Był bardzo ważnym zawodnikiem w tym klubie, ale nie jestem jego naturalnym zastępcą, ponieważ nie mam tych samych cech co on - powiedział.

- Mam inny styl w tym, że lubię się przemieszczać i nie zostawać w tym samym miejscu.

Ale problemem dla Aquilaniego było to, że nie był w stanie poprzeć tych odważnych słów swoimi czynami.

Przez pięć miesięcy przed przeprowadzką został zepchnięty na boczny tor z powodu urazu kostki i nadal był w czasie rehabilitacji, gdy dołączył po operacji w maju.

Dopiero pod koniec października zadebiutował w przegranym meczu o Puchar Ligi z Arsenałem. Kiedy wreszcie uznano go za wystarczająco sprawnego, by rozpocząć mecz na początku grudnia, Benitez odpadł z Ligi Mistrzów i tracił 12 punktów do liderów Premier League - Chelsea.

- To był kompletny bałagan - mówi były obrońca Liverpoolu Jamie Carragher w rozmowie z The Athletic.

- To było paniczne podpisanie umowy. Xabi zapowiedział odejście i było takie poczucie w klubie, że musimy kogoś dołączyć do drużyny. Ale podpisaliśmy umowę z kimś, kto nie grał od miesięcy i był miesiącami daleki od bycia w dobrej formie. Kiedy przyjechał, był kontuzjowany, a personel medyczny naciskał, aby szybko przywrócić go do formy. Wkrótce stało się jasne, że potrwa to dłużej, niż klub początkowo obiecywał. To z kolei spowodowało problemy dla personelu medycznego.

- To była straszna decyzja, by go sprowadzić. To po prostu nie miałoby miejsca w dzisiejszych czasach, gdy Liverpool ma strukturę z dyrektorem sportowym – mówi Anglik.

- Żal mi było tego chłopaka. Został postawiony w sytuacji, w której nie powinien był tego robić – żali się Carragher.

Benitez zawsze twierdził, że decyzja o podpisaniu umowy z Aquilanim była podyktowana w kontekście stanu finansowego klubu w tym czasie i porad medycznych, które otrzymał.



W sali posiedzeń zarządu szalała wojna domowa pomiędzy waśniącymi się właścicielami Tomem Hicksem i Georgem Gillettem. Długi rosły, a Christian Purslow, który miał coraz bardziej udawane relacje z Benitezem, został dyrektorem zarządzającym, którego zadaniem było renegocjowanie warunków pożyczki w wysokości 350 milionów funtów zaciągniętej w Royal Bank of Scotland dla ratowania klubu.

Benitez był sfrustrowany tym, co uważał za niewystarczające wsparcie na rynku transferowym po nadzorowaniu drugiego miejsca w Premier League w poprzednim sezonie. Zależało mu na Davidzie Silvie z jego dawnego klubu Valencia, ale został poinformowany, że jest poza przedziałem cenowym Liverpoolu. Silva miał dołączyć do Manchesteru City za 26 milionów funtów następnego lata, a cena wydawała się śmieszna jak na takiego zawodnika.

- Właściciele chcieli kawałek z pieniędzy za Xabi’ego, aby spłacić odsetki od pożyczek, więc nie było szans na ponowne zainwestowanie pełnych 30 milionów funtów (zapłacił za niego Real Madryt) - powiedział członek zespołu rekrutacyjnego klubu pod kierownictwem Beniteza dla The Athletic.

- Mieliśmy małe możliwości. Przyszedł Glen Johnson (za 17,5 miliona funtów), ale ta transakcja była możliwa tylko dlatego, że Portsmouth wciąż był nam winien pieniądze za Petera Croucha (który latem 2008 roku przeszedł tamże). Sprzedaż Alvaro Arbeloy (3,5 mln funtów) i Sebastiana Leto (3 mln funtów), a także Xabi’ego wygenerowały niezłą gotówkę.

- David Silva był bardzo zainteresowany. Rafa był trenerem w Walencji, kiedy był w ich akademii i znał jego ojca, który pracował na tamtejszym poligonie. Byłby idealny, ale po prostu nie był dostępny. Gdybyśmy mieli pieniądze, żeby to zrobić, podpisalibyśmy umowę z Silvą w 100 procentach. Zadecydowały pieniądze.

- Było bardzo niewielu zawodników w naszym przedziale cenowym, którzy pasowali do rachunku - Aquilani był mocno obserwowany już od początku. Nieźle radził sobie w Serie A i Włochy miały dla niego naprawdę duże nadzieje. Początkowo nie sądziliśmy, że stać nas na niego. Ale Roma miała problemy finansowe i nagle byli skłonni go sprzedać. Cena była tak niska, bo był kontuzjowany, ale trzeba było to zrobić szybko. Gdyby był sprawny, byłby dla nas zbyt drogi i wtedy byśmy go nie kupili.

- Tego lata potrzebowaliśmy środkowego obrońcy i mieliśmy umowę dla Matthew Upson'a ustawionego w kolejce za darmowy transfer. Był reprezentantem Anglii, a pozostali chłopcy poręczyli za jego dobry charakter, ale tak się nie stało, ponieważ klub powiedział, że jego zarobki były zbyt wysokie. Skończyło się na tym, że kupiliśmy Soto Kyrgiakosa od AEK Ateny za 1,5 miliona funtów, ponieważ jego zarobki były o wiele niższe. W tamtym czasie sytuacja była bardzo zła.

Benitez przegrał z Manchesterem po próbie podpisania umowy z Garethem Barrym z Aston Villa po raz drugi.

Dwanaście miesięcy wcześniej szef z Liverpoolu kontrowersyjnie próbował sprzedać Alonso i kupić Barry'ego, co zostało udaremnione przez rosnącą cenę wywoławczą Aston Villi i brak odpowiednich ofert dla Alonso.

Fakt, że Alonso pozostał na miejscu, był dla większości fanów źródłem ulgi - The Kop skandowało: "Możesz wsadzić swojego Garetha Barry'ego w dupę!" podczas przedsezonowych spotkań z Lazio w 2008 roku.

- Historia Barry'ego jest czymś, czego ludzie wciąż nie rozumieją - powiedział Benitez The Athletic w tym sezonie.

- Barry grał przez lata na swoim maksymalnym poziomie i w tym czasie mógł grać na trzech pozycjach - pomocnik, skrzydłowy i lewy skrzydłowy. Mieliśmy Javiera Mascherano, Lucasa Leivę i Gerrarda z doświadczeniem, a sprzedaż Alonso była sposobem na zarobienie pieniędzy i zrównoważenie zespołu. Barry nie miał zastąpić Alonso, miał dać nam coś innego, czego my nie mieliśmy.

Alonso wykonał zadanie, dostarczając najlepszą formę swojej kariery w Liverpoolu, ale poczucie gniewu z powodu tego, jak został potraktowany, przyczynił się do jego odejścia.

- Dążenie do Garetha Barry'ego zajęło mi trochę czasu, aby zaakceptować właściwy na tamten czas stan rzeczy i, szczerze mówiąc, zmieniło bieg mojej kariery, przyznał.

- Opuszczenie Liverpoolu było jedną z najtrudniejszych decyzji w moim życiu, ale po tym, co stało się z Barrym, wiedziałem w głębi serca, że muszę powiedzieć Rafie, że chcę pojechać do Madrytu, kiedy zapukają do drzwi – mówi Alonso.

Kiedy Real Madryt z pewnym opóźnieniem poznał cenę wywoławczą Liverpoolu, podjęto decyzję o podpisaniu umowy z Aquilanim.

Benitez chciał zawrzeć umowę na Stevana Jovetica z Fiorentiny, ale właściciele poinformowali go, że jest zbyt drogi. Aquilani było po prostu tańszą opcją.

- Gdyby Aquilani był na normalnym rynku, kosztowałby 25 milionów - 30 milionów funtów, ale z powodu operacji, którą miał na kostce był tańszy - nalegał Benitez.

- Musimy czekać miesiąc, aż będzie zdrowy, ale to zawodnik, którego kupujemy na pięć lat, a nie na pięć meczów – przekonywał Hiszpan.

- Miał ciężką operację i to normalne, że ominęły go mecze. Tak samo byłoby z Fernando Torresem czy Gerrardem. Dlatego uważam, że jego podpis nie jest grą w hazard. Rozmawiałem z wieloma ludźmi we Włoszech i ludzie mówią, że to fantastyczny kontrakt.

- Od dawna jest uznawany za najwyższej klasy talent we Włoszech, zdobywając swój kraj na poziomie poniżej 19 i poniżej 21 roku życia, zanim stanął po stronie seniorów – chwalił Aquę Benitez.

Opłata uzgodniona z Romą wynosiła 20 milionów euro (17,1 milionów funtów). Struktura umowy była również atrakcyjna dla Liverpoolu. Musieli oni rozstać się tylko z początkową kwotą 5 mln EUR, a kolejne płatności wyniosły 3 mln EUR (styczeń 2010 r.), 7 mln EUR (czerwiec 2010 r.) i 5 mln EUR (czerwiec 2012 r.). Aquilani podpisał pięcioletni kontrakt o wartości około 90 000 funtów tygodniowo.



Liverpool zasięgnął porady wielu specjalistów na temat stanu prawej kostki pomocnika.

- Trzech z nich podało trzy różne scenariusze dotyczące tego, jak szybko wróci do gry - mówi jeden z ówczesnych pracowników zaplecza Beniteza.

Christian Purslow postanowił uzyskać inną opinię medyczną i ten facet powiedział, że minie sześć tygodni, zanim Alberto znów będzie zdrowy. Na tej podstawie wcisnął odpowiedni guzik i zabraliśmy go z Włoch. Wraz z Gerrardem, Mascherano, Lucasem, Jayem Spearingiem i Damienem Plessisem czuliśmy, że mamy wystarczająco dużo czasu, by poradzić sobie z taką sytuacją i przeczekać kontuzję Alberto.

- Pomysł był taki, że Alberto będzie gotowy w pewnym momencie we wrześniu i podniesie jakość gry. Wszyscy lekarze byli w błędzie. To trwało o wiele dłużej.

Carragher nie ma czasu na wymówki, że Liverpool nie zastąpił odpowiednio kluczowego zawodnika w Alonso.

- Nie mówię wtedy o finansach, ani o tym, kogo naprawdę chcemy – mówi Jamie.

- Menedżerowie często nie dostają swojego pierwszego celu transferowego. Spójrzcie na Alexa Fergusona. Przegapił Alana Shearer'a i sprowadził Erica Cantonę.

- Jeśli nie mogłeś go właściwie zastąpić, to po co sprzedawać Xabiego? Nadal musisz mądrze wydawać pieniądze, które możesz wydać. Wszyscy chłopcy byli zawiedzeni, że Xabi wyjeżdża. Był z nami od dłuższego czasu i miał wspaniały ostatni sezon dla Liverpoolu.

Próba włączenia Aquilaniego do drużyny Beniteza okazała się problematyczna z powodu braku angielskiego języka i dlatego, że spędził tyle czasu w sali zabiegowej. Wyzwaniem było również dostosowanie go do brytyjskiego prawa jazdy.

- Policja Merseyside często zatrzymywała go za telefon, gdy był za kierownicą - wspomina jeden z pracowników zaplecza.

- We Włoszech płacili za to mandaty na miejscu, więc Alberto pomyślał, że może to po prostu załatwić, dając policji gotówkę. Musieliśmy mu wytłumaczyć, że to nie tak, jak to się robi w Anglii - wyglądało na to, że próbował dać im łapówkę!

- Skończyło się na tym, że umówili się z nim na wywiad na posterunku policji w Allerton Road. Oficer klubu, który udał się tam na spotkanie z nim, przyjechał, aby znaleźć samochód Alberto zaparkowanego na chodniku tuż za posterunkiem na podwójnej żółtej linii. Nie mógł zrozumieć, dlaczego musiał wsiadać i przestawiać auto.

- Codziennie wydawało się, że Alberto ma zabawną historię. Ludzie w Melwood mówili: "Słyszałeś, co się z nim teraz stało?!”.

- Ze wszystkich graczy, którzy dołączyli do nas w tamtych czasach, najbardziej zmagał się z językiem. Po prostu nie zdawał się go rozumieć. Jego brak angielskiego przyczynił się do tego, że czuł się odizolowany. Kontuzja sprawiła, że przegapił relacje w szatni, które zachęcają i pomagają w nowych rozdział w karierze. Sam przychodził w innym czasie niż reszta.

- Maxi Rodriguez nie mówił po angielsku, kiedy przyjechał później tego samego sezonu, ale mieszanie się ze wszystkimi chłopakami od początku naprawdę mu pomogło. Alberto przegapił to – mówi Carragher.

Carragher dodaje, że Aquilani był miłym chłopakiem. W Melwood i okolicach zawsze wydawał się mieć uśmiech na twarzy.

Bariera językowa na pewno była dla niego problemem.

Z dala od kompleksu szkoleniowego, miał towarzystwo dziewczyny Micheli Quattrociocche, włoskiej aktorki i modelki, która dołączyła do niego w Merseyside i z pewnością odwróciła uwagę od wizyt na Anfield.

Personel medyczny uważał, że desperacja Liverpoolu, aby podpisać kontrakt z kimś po wyjściu Alonso, doprowadziła do tego, że klub podjął znacznie większe ryzyko niż zwykle. Aquilani wielokrotnie narzekał, że sztywność w kostce, którą operowano na krótko przed opuszczeniem Romy, ograniczała jego wydajność. To, czy naciskał na siebie tak mocno, jak tylko mógł, jest tematem, który wciąż pozostaje kontrowersyjny.

- Zawodnicy tacy jak Mascherano i Carragher zrobiliby wszystko, co w ich mocy, aby się wydostać ze stanu kontuzji, ale wtedy pojawiają się zawodnicy, którzy czują każdy drobny skurcz - mówi jeden z pracowników zaplecza.

- Alberto na pewno był w tej drugiej kategorii. Cały czas był niepewny. Nigdy nie czuł się całkiem dobrze i nie czuł, że może przez to grać. Starałeś się go stale uspokajać i budować jego pewność siebie: "Jesteś najlepszym zawodnikiem, potrzebujemy cię".

- Kiedy był już w przyzwoitej formie do gry, drużyna walczyła. Na początku tego sezonu było oczywiste, że nie będziemy zadowalać się drugim miejscem.

- Na pewno był bardziej niespokojny przez to, działo się poza boiskiem z właścicielami. Zawodnik taki jak Alberto, który uczył się angielskiego futbolu, potrzebował, aby wszyscy wokół niego mogli go wspomóc, ale tak nie było. Podobno był typem zawodnika typu „cherry-picking” (przychodzącego na gotowe – przyp. red.), który zdobywał punkty. Ale nigdy nie był w najlepszej formie w tym sezonie. Mieliśmy dużo kontuzji. Torres przegapił prawie połowę meczów ligowych.

Sammy Lee, który był asystentem Beniteza, mówi The Athletic - Było ciężko z Alberto. Xabi Alonso był fantastycznym zawodnikiem, którego trudno zastąpić.

- Przyszedł z dobrą historią w swojej karierze, ale była na nim zbyt duża presja. Dostosowanie się do ogromnych oczekiwań jest wyzwaniem dla każdego zawodnika, który podpisuje kontrakt z Liverpoolem i jest to dla niektórych zawodników bardzo trudne.

- Przybycie do nowego kraju, nowej ligi, nowego języka, byłoby wystarczająco trudne, nawet gdyby był w pełni sił. Ale przyjechał z kontuzją, a to oznaczało, że przez cały ten sezon grał w kratkę. Nie miał żadnego okresu przygotowawczego.

Po krótkich wypadach z ławki przeciwko Arsenałowi, Birmingham City i Debreczynowi, Aquilani zadebiutował w pierwszym składzie w fazie grupowej Ligi Mistrzów przeciwko Fiorentinie 9 grudnia 2009 roku - 124 dni po transferze.

Stonowana atmosfera wisiała nad Anfield, gdy Liverpool został pokonany 2-1, ale obiecujący występ Aquilaniego wraz z Mascherano napawał optymizmem. Kiedy został zdjęty 14 minut przed końcem rywalizacji, otrzymał owację na stojąco.

- To dla mnie trudny czas, bo jesteśmy w trudnym miejscu - powiedział potem dziennikarzom.

- To sprawia, że trudniej jest każdemu zawodnikowi zacząć od nowa. To nie jest ten sezon, którego się spodziewałem, kiedy podpisywałem kontrakt z klubem, to prawda. Spodziewałem się, że będę walczył o trofea. Teraz czuję, że muszę po prostu grać, grać, grać – mówił Aqua.

Te nadzieje zostały rozwiane. Cztery dni później wrócił na ławę, kiedy Arsenal przyjechał na Anfield w Premier League. Bitwa o zaufanie Beniteza nigdy nie została naprawdę wygrana.

- Trener nalegał, gdy zapytano go raz, dlaczego Aquilani został przeoczony w składzie - kiwnął głową, że zbyt łatwo można go zastraszyć w polu. Jego postępy hamowała również choroba i ciągły dyskomfort związany z kostką, który ograniczał jego czas na polu treningowym.

- Pamiętam, że grał dalej do przodu w tamtejszym sezonie - mówi Carragher. - Kiedy środkowy pomocnik zaczyna grać mimowolnie jako nr 10 z innej pozycji, to jest to znak, że nie jest na tyle silny, by grać tam, gdzie go kupiłeś.

- To samo stało się z Raulem Meirelesem (kiedy został ściągnięty w następnym sezonie). W przypadku Aquilaniego problemem była fizyczna strona gry - nie był ani wystarczająco duży, ani wystarczająco silny. Rafa zdawał się tracić z nim trochę cierpliwości. Wspomniał w prasie o tym, że musi lepiej radzić sobie z bólem. Nie wydaje mi się, żeby presja była czynnikiem w przypadku Aquilaniego, która zaważyła. Nie grał na tyle, by ludzie mogli go naprawdę monitorować.

W marcu 2010 roku Aquilani zdobył swoją jedyną bramkę w Premier League w zwycięstwie nad Portsmouth – to był jeden z dziewięciu startów w pierwszej lidze, w pierwszym składzie, które zrobił dla klubu. Jego iskrę twórczą podkreślił jednak fakt, że pomimo braku akcji, w tamtym sezonie nadal zaliczył sześć asyst ligowych, w tym hat-tricka z Burnley w kwietniu.



Jego nagrodą był start w drugim etapie półfinału Ligi Europejskiej przeciwko Atletico Madryt ponieważ Liverpool próbował wyjść ze straty 1-0. Aquilani zachwycił Anfield klasycznym wykończeniem akcji. Później mieliśmy bramkę Yossiego Benayouna, ale ten rzadki moment radości przyćmił gol Diego Forlana. Atletico przeszło do finału - gdzie pokonało Fulham – korzystając z bilansu bramek wyjazdowych.

- To tylko podsumowanie tego, co się u niego działo - dodaje jeden pracownik zaplecza.

- Nawet jego wkład w dużej mierze jest zapomniany, ponieważ straciliśmy wtedy remis. Gdybyśmy przeszli do finału, może to by przypomniało o jego karierze w Liverpoolu.

- Alberto uznał fizyczność angielskiego futbolu za zbyt trudną. Gdyby był zdrowy, miałby większe szanse na zaaklimatyzowanie się do tego. – mówi pracownik zaplecza klubu.

Sezon do zapomnienia zakończył się nędznym siódmym miejscem - najgorszym od 11 lat - i Benitez i Liverpool rozstali się wzajemnie.

Aquilani miał nadzieję na nowy start pod kierownictwem nowego menedżera Roya Hodgsona i zagrał w obu etapach kwalifikacji do Ligi Europejskiej przeciwko Rabotnickiemu z Macedonii, ale szybko okazało się, że nie spełnia wymagań, a Christian Poulsen i Meireles zostali wprowadzeni do pierwszego składu.

Wysłano go do Juventusu na sezon, a Hodgson nalegał tymi słowami - Co tydzień musi być człowiekiem nr 1 w składzie. Nie mogę mu tego tutaj obiecać, więc wypożyczenie i wyjazd do Włoch mogłaby mu w tym pomóc. Kiedy wróci do Liverpoolu, bez wątpienia zobaczymy Aquilaniego, którym był wcześniej”.

Aquilani dostał regularne mecze, których pragnął w swojej ojczyźnie, ale Juventus nie skorzystał z opcji kupna go za 14 milionów funtów. Byli gotowi zapłacić tylko 6 milionów funtów, a ich zapał ostygł po podpisaniu umowy z Andreą Pirlo i powołaniu Antonio Conte na stanowisko nowego trenera.

Zanim powrócił do Melwood na sezon, latem 2011 roku, nieszczęśliwy czas Hodgsona się skończył, Fenway Sports Group (wtedy New England Sports Ventures) kupiło Liverpool, a Kenny Dalglish wrócił na stanowisko trenera.

Aquilani zajmował ważne miejsce w gronie ważnych zawodników przed sezonem, ale po podpisaniu umowy z Jordanem Hendersonem, Charlie Adamem i Stewartem Downingiem w tamtejszym oknie, Dalglish z radością przeprowadził kolejne wypożyczenie, kiedy udał się do AC Milan na lata 2011-12.



- Problemem dla nas było to, że staraliśmy się go włączyć do drużyny - powiedział Dalglish.

Liverpool zgodził się z Milanem, że umowa zostanie zawarta na stałe za 9 milionów funtów, jeśli Aquilani zagra 25 meczów. Ale po dobrym początku na San Siro, został pominięty przez Massimiliano Allegriego - najwyraźniej, aby zapewnić, że klauzula nigdy nie zostanie uruchomiona.

To oznaczało, że Aquilani wrócił do Melwood na kolejny pobyt przedsezonowy. Tym razem trenerem był Brendan Rodgers - czwarty boss, z którym pracował.

- Wyglądało na to, że mamy czterech lub pięciu zawodników, którzy wracali każdego lata, a ja na to: „Och, nie zdawałem sobie sprawy, że on nawet nadal jest w drużynie?!, myślałem, że został sprzedany!” – wspomina Carragher.

- Wiedziałeś, że Aquilani nigdy nie miał szansy wrócić do gry. Miał przyzwoite pieniądze i nie zamierzał się starać – mówi Anglik.

Aquilani pojechał na przedsezonową wycieczkę po Ameryce, ale był to raczej smutny epizod - trenował sam, z dala od składu, w Baltimore, po tym jak Rodgers poinformował go, że nie ma przyszłości w klubie.

Irlandczyk z północy miał za zadanie pozbyć się niewłaściwych pracowników, a Aquilani nie spełniał pokładanych w nim nadziei. Starsi pracownicy Anfield twierdzili, że jego pensja wynosiła 6,5 miliona funtów rocznie (125.000 funtów tygodniowo). To dużo więcej, niż zakładano początkowo.

Otrzymał pozwolenie na bezpośredni lot do Rzymu i zgodził się na stałą przeprowadzkę do Fiorentiny. W końcu został wyrzucony z drużyny, ale wyjechał z siedmiocyfrową wypłatą, aby pokryć znaczny spadek jego zarobków.

Aquilani cieszył się swego rodzaju odrodzeniem we Florencji i zagrał prawie 40 razy dla Włoch, zanim wyjechał jako wolny agent do portugalskiego Sportingu Lizbona w 2015 roku. Zanim w czerwcu 2019 r. ogłosił przejście na emeryturę w wieku 34 lat, pograł sobie jeszcze z Pescarą i Sassuolo we Włoszech i hiszpańskim Las Palmas, gdzie miał status gwiazdy.

Teraz, jako trener młodzieży w Fiorentinie, Aquilani mówi o swoich żalach z czasów pobytu w Liverpoolu.

- Jak można zapłacić 20 milionów funtów za zawodnika, a ten nigdy nie jest brany pod uwagę? - powiedział BBC Sport w 2012 roku.

- Nigdy nie prosiłem o wyjazd, ale zawsze byłem wypożyczany przez klub. Sytuacja zmieniła się po tym, jak Benitez odszedł. Nigdy nie prosiłem o wypożyczenie, ale dali jasno do zrozumienia, że lepiej dla mnie będzie, jak odejdę. Mogłem pomóc drużynie… - mówił Włoch.

Aquilani wyjaśnił również, jak czuł się zmuszony do zaakceptowania przeprowadzki do Liverpoolu przede wszystkim z powodu problemów finansowych Romy.

- Zdałem sobie sprawę, że po prostu nie będę miał szansy na pozostanie w Rzymie - powiedział.

- To było trudne. Musiałem jechać do Anglii, do zimnego miejsca, ogromnej zmiany, ale grałem z niesamowitymi graczami jak Torres, Mascherano, Kuyt i Gerrard.

Sammy Lee, który został obwołany trenerem obok Hodgsona po zwolnieniu Beniteza, dodaje: - Współczuję Alberto. Czasami zawodnicy potrzebują roku, aby uporać się ze wszystkim, kiedy przeprowadzają się do Anglii. Jego drugi sezon mógł być o wiele lepszy, ale niestety nigdy nie miał takiej możliwości, by się pokazać. Nigdy się tego nie dowiemy. Rafa wyjechał i podjęto decyzję o przeniesieniu Alberto. Dla Liverpoolu i Beniteza transfer Aquilani’ego okazało się kosztownym błędem. Był złym człowiekiem w złym czasie.

- To miał bardzo duży wpływ dla zakończenia czasu Beniteza na Anfield - mówi Carragher.

- Zbudowano wspaniały zespół. Byliśmy bliscy zdobycia tytułu w latach 2008-09, a potem wszystko szybko upadło. Ten transfer był częścią tego upadku, ale nie można winić Aquilaniego za to, co się stało w tamtym roku. Nikt z nas nie był wspaniały w tamtym sezonie – przyznaje Jamie.

- Xabi to był ważny zawodnik, grający w pierwszym składzie co tydzień. Rzeczywistość była taka, że nie został zastąpiony, ponieważ Aquilani ledwo co grał, a kiedy grał, grał na innej pozycji – mówi Anglik.

- Drużyna została osłabiona, a wyniki ucierpiały. Nie przypominaj mi o tym okresie. To był koszmar dla wszystkich – kończy Carragher.


James Pearce