Downing: Omal dołączyłem do Tottenhamu

Stare porzekadło o tym, że cierpliwi osiągają swoje marzenia, wydaje się całkowicie nie przystawać do dzisiejszego, przepełnionego pieniędzmi, świata futbolu, lecz dla Stewarta Downinga ono wciąż ma jakieś przesłanie.

Rzeczy mogły potoczyć się zupełnie inaczej dla 27-latka: mógłby dziś po południu ubrać biały trykot Kogutów zamiast czerwonego Liverpoolu.

Nie jest w tym osamotniony. Przed Harrym Redknappem stanie dziś nie jeden, a trzy dawne cele transferowe, obok Downinga w składzie Liverpoolu pojawi się także Charlie Adam, obiekt nieudanej oferty w ostatni dzień okienka transferowego w styczniu, oraz Craig Bellamy, cel dla managera Tottenhamu od dłuższego czasu.

Futbol jest pełen sytuacji a co by było, gdyby..., także w przypadku Downinga: cała frustracja związana z przegapieniem przenosin Spurs dziś obraca się w satysfakcję. "Z dłuższej perspektywy wychodzi, że to się dla mnie opłaciło", powiedział były piłkarz Middlesbrough o swojej sadze przenosin na Anfield w lipcu.

Downing zainteresował scoutów Tottenhamu latem 2008, tuż przed przybyciem Redknappa do północnego Londynu, lecz pozostał na Riverside, jak wyjaśniał, po otrzymaniu zapewnień o inwestycjach w skład Boro. Do stycznia 2009, gdy Redknapp już się zadomowił w Spurs, a ówczesna ekipa Downinga wydawała się naturalnym kandydatem do spadku, Tottenham po raz kolejny przyszedł z ofertą.

- Frustrowałem się coraz bardziej, gdyż szło nam słabo i myślałem, że przegapiłem swoją szansę. Nie złożyłem prośby o transfer, lecz odbyłem emocjonalną rozmowę [z prezesem Boro] Steve'em Gibsonem mówiąc, że jeśli raz jeszcze przyjdzie po mnie z ofertą jakiś duży klub, to chcę z niej skorzystać.

- Spurs powrócili po mnie w styczniu, lecz nie naciskałem - dodał Downing, który zanotował ponad 200 występów dla Boro. Gibson nie chciał go sprzedać, a skrzydłowy zgodził się zostać do lata. Wówczas Downing miał złamaną nogę a, gdy Tottenham zwlekał, do gry włączyła się Aston Villa z ofertą opiewającą na 12 mln £.

- Steve Gibson zadzwonił do mnie i powiedział, że zgadza się na transfer. Czułem, że to odpowiedni czas. Ponieważ byłem kontuzjowany, myślę, że Spurs chcieli poczekać do sierpnia, lecz nie mogłem tak ryzykować. Dużo dla mnie znaczyło, że Martin O'Neill bardzo nalegał na ten transfer - wyjaśnia Downing, który zadebiutował w nowych barwach dopiero 3 miesiące po rozpoczęciu sezonu.

Downing był rozpieszczany przez O'Neilla - "świetnego człowieka" - i powiedział: - Jestem zadowolony, że rozmawiałem z O'Neillem i jestem szczęśliwy, że przeszedłem do Villi, ponieważ to wielki klub, a on był dla mnie bardzo dobry. Dwa lata później, Downing pracuje pod okiem innego inspirującego szkoleniowca, Kenny'ego Dalglisha: - Wokół niego unosi się dziwna aura. Myslę, że jest lepszy niż wszyscy piłkarze tutaj razem wzięci.

Brwi uniosły się w wielu domach w całej Anglii, gdy usłyszano o cenie - 20 mln £ za piłkarza, który nawet nie miał pewnej pozycji w reprezentacji Anglii, lecz "profil medialny" Downinga nie jest dla Dalglisha zmartwieniem, on jest zainteresowany jedynie jego umiejętnością znajdowania miejsca na boisku i jakością dośrodkowań lewą stopą. Downing przybył na Anfield z wyróżnieniem Piłkarza Roku w Aston Villi - mając na koncie 7 bramek i 9 asyst - a jego obiecujący debiut w Liverpoolu miał natychmiastowy efekt w postaci asysty przy bramce Ashleya Younga w meczu, w którym Anglia pokonała Walię jedyną bramką.

- To bardzo uniwersalny chłopak, uzdolniony chłopak, ma szczyptę umiejętności i tempa - potrzebowaliśmy kogoś, kto będzie potrafił grać szeroko, ale i dobrze - powiedział Dalglish.

Poszukiwanie przez Szkota jakości na skrzydle nie powinno nikogo dziwić, wystarczy przypomnieć sobie Johna Barnesa i jego wielki wkład w Liverpool w roku 1988, albo kluczową rolę Stuarta Ripleya, innego wychowanka Boro, oraz Jasona Wilcoxa w pomocy Alanowi Shearerowi i Chrisowi Suttonowi w zdobyciu Premiership w 1995 roku wraz z Blackburn.

Jego drugi skrzydłowy, Bellamy, ma nieco inny profil niż Downing, lecz Dalglish - który w końcu będzie mógł skorzystać z usług Stevena Gerrarda - jest zachwycony postawą Walijczyka, który zanotował swój drugi debiut w Liverpoolu jako zmiennik w Stoke-on-Trent w ubiegłym tygodniu.

- Różni ludzie mają różne opinie o niektórych piłkarzach, lecz każdy ma swoją - powiedział manager, który przyglądał się Bellamy'emu podczas jego kariery zawierającej przystanki we wszystkich jego ubiegłych klubach - w Newcastle, Celtiku, Blackburn i w Liverpoolu. - Nie sądzę, by ludzie byli świadomi tego, jak bardzo pragnie sukcesu.

Redknapp będzie liczył na to, że ci, którzy mu się wymsknęli, nie obrócą się teraz przeciw niemu.

Simon Hart

Autor: yooz Dodano: 18.09.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON