Wybrano złego sędziego

Ze wszystkich przyśpiewek, które krążyły na trybunach Goodison Park, jedna była naprawdę trafna. Pośród krzyków wzburzonych fanów Evertonów słusznie skierowanych w stronę sędziego Martina Atkinsona, można było usłyszeć znajomy refren, dochodzący z podróżującej the Kop, domagającej się Stevena Gerrarda.

Fakt, że Kenny Dalglish był w tym momencie zmuszony do wpuszczenia na boisko wciąż powracającego do zdrowia kapitana, świadczył o tym jak bardzo Liverpool męczył w walce o zwycięstwo z 216. derbach Merseyside.

Trudno wyciągnąć odpowiednie wnioski, szczególnie ma ten problem Everton, po tym jak Atkinson zepsuł mecz podejmując haniebną decyzję o wyrzuceniu z boiska Jacka Rodwella w połowie pierwszej odsłony tego spotkania.

Szczęście z pewnością było po stronie drużyny Dalglisha, szczególnie po tym jak kilka razy w tym sezonie decyzje były podejmowane na niekorzyść jego zespołu.

Jednak pomimo tego, że wydano miliony na to by pomóc wspiąć się Liverpoolowi na wyżyny i osiągnięcie poziomu drużyn pierwszej czwórki, menedżer będzie wiedział, że to wejście Gerrarda i jego kolegi Craiga Bellamy’ego, którzy nie kosztowali zespół ani grosza, zmieniło przebieg tego spotkania.

Nowo wyglądający zespół z Anfield wciąż musi do siebie przekonać. W zeszłym tygodniu, trener pierwszej drużyny Steve Clarke opisał start sezonu jako „przeciętny”, jest to poziom, na którym wydawało się nadal grał zespół w sobotnim starciu.

Pieniądze, czego zawsze bał się David Moyes, zrobiły swoje. Z wartą 58 milionów funtów siłą w ataku, zapewniły one Dalglishowi wygraną w jego pierwszych derbach na Goodison park po ponad 20 latach.

Przed weekendem, wszelkie porównania pomiędzy Andym Carrollem a Duncanem Fergusonem dotyczyły raczej ich stylu życia, litanii na temat ich pozaboiskowych wybryków i skłonności do łapania małych kontuzji.

Napastnik ma nadzieję, że dodał kolejny temat do porównań. Ferguson potwierdził swoją opinię w derbach Merseyside, a Carroll będzie się modlił, żeby jego sobotnia bramka popchnęła do przodu jego karierę na Anfield.

To było uderzenie wyjątkowej jakości. Rzadkie, jak dla Liverpoolu, przecinające podanie zakończone precyzyjnym, bezwzględnym podaniem Bellamy’ego, które wypuściło Jose Enrique na prawą stronę Evertonu, gdzie lewy obrońca, który był gwiazdą tego meczu, podciął z linii końcowej piłkę do tyłu, Dirk Kuyt zanurkował schodząc z drogi piłce, co umożliwiło Carrollowi strzelenie pierwszego gola Timowi Howardowi.

Miało to miejsce w 71. minucie, po tym jak Bellamy i Gerrard dołączyli do boju i Dalglish ujrzał jak zwiększyła się kreatywność, która była wcześniej tłamszona przez obrońców Evertonu i błędy własnej drużyny.

Pomoc Liverpoolu zawiodła w tę słoneczną pogodę. Stewart Downing, spełniający drugoplanowe role inaczej niż Charlie Adam, który rozbił poprzeczkę potężnym strzałem na koniec pierwszej połowy, był zatrważająco anonimowy.

Luis Suarez będzie rzadko się spotykał z takim rodzajem krytyki, gdyż Urugwajczyk brał udział w kilku istotnych momentach spotkania, na przykład w 23. minucie, kiedy to wślizg wykonany na nim przez Rodwella wg Atkinsona zasługiwał na czerwoną kartkę.

Nie ma niczego co poparłoby tezę o słuszności podjętej decyzji i co mogłoby rozpocząć dyskusję na ten temat.

Nie było niczego takiego.

Atkinson był prawdopodobnie jedyną osobą na stadionie, która uważała, że to wejście było tak ostre, że wymaga cenzury, kiedy w rzeczywistości, Suarez nie był nawet faulowany przez Rodwella.

Sędzia bez wątpienia będzie spierał się z piłkarzami, gdyż już wcześniej wiedział czego się spodziewać, po tym jak wylądował w zeszłym tygodniu w Finch Farm i Melwood na sekretnym spotkaniu, które w obliczu spraw, odbyło się w złym momencie.

Z resztą tak samo złe było mianowanie Atkinsona arbitrem tego meczu. Czyj był pomysł, żeby wysłać sędziego, który dał najwięcej czerwonych kartek w zeszłym sezonie i zdążył już dać pięć w ośmiu meczach tego sezonu, na najbardziej brutalny mecz Premier League?

Jednak Rodwell nie był winny. Ktoś z zewnątrz może podnieś brwi ze zdziwienia i nie zgodzić się z kolejnym wyrzuceniem zawodnika, dwudziestym w 39 spotkaniach Premier League, ale to winna okropnego błędu sędziego, a nie przewinień graczy, chociaż złość Evertonu było na dopuszczalnej granicy.

Liverpool wiedząc o tym wszystkim, miał za cel ułatwienie życia Atkinsonowi i unikanie wślizgów i odbiorów, co pozwoliło na początku Evertonowi na przejęcie inicjatywy i zmusiło Pepe Reinę do interwencji przy strzale Tima Cahilla.

Atkinson przynajmniej podjął dobrą decyzję przy podyktowaniu karnego dla Liverpoolu w 44. minucie kiedy Suarez został ostro sfaulowany przez Phila Jagielkę w polu karnym.

Kuyt, wybrany do pierwszej XI po tym jak Dalglish wychwalał jego wyczyny w derbowych meczach, strzelec trzech poprzednich karnych w tych meczach, podszedł do jedenastki, ale jego strzał wspaniale wybronił Howard. De facto, był to pierwszy wybroniony karny przez Howarda w meczach derbowych.

Już wtedy, grający w 10-tkę Everton był w odwrocie, pomimo tego, że Luis Saha, który wystąpił pierwszy raz od marca, strzelał z dystansu, pokazując wilczy apetyt na grę, to nie była to powtórka z poprzedniego meczu przegranego 2:0 z Manchesterem City, gdzie ostrożne podejście do gry prosiło się aż o kontrowersję.

Zmiany przeprowadzone w drugiej połowie przez Moyes’a, czyli wprowadzenie Roystona Drenthe i Apostolosa Velliosa, dało trochę nadziei gospodarzom na wywiezienie pozytywnego wyniku.

Zabrakło jednak paliwa w baku po tym, jak Carroll strzelił otwierającą bramkę i błąd popełniony przez Sylvaina Distina na 8 minut przed końcem meczu pozwolił Liverpoolowi na zdobycie drugiej bramki.

Kuyt uderzył w słupek w doliczonych minutach, ale trzeci gol byłby zbyt surową karą dla zawodników Moyes’a.

Oczywiście Liverpool zasługiwał na zwycięstwo, ale jednocześnie nie ma wątpliwości, że Everton został pozbawiony uczciwej rywalizacji.

Ian Doyle

Autor: Tomasi Dodano: 03.10.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON