Oczekiwania co do Dalglisha

Kenny Dalglish popisał się idealnym wyczuciem czasu, kiedy to rok temu wydał 352-stronicową książkę będącą praktycznie listem miłosnym do Liverpoolu. Książka ta zaczyna się od wspomnienia jak szczęśliwy był Król, kiedy to mógł usiąść w loży dyrektorów na Anfield po tym, jak powrócił do klubu w roli ambasadora.

Zanim wydana została papierowa wersja tej książki, losy potoczyły się dalej a Dalglish odzyskał posadę menadżera. Historia ta cały czas trwa i choć widoczny postęp zahamowany został przez bolesną porażkę z Tottenhamem, Liverpool zdążył już wrócić na właściwe tory pokonując Everton na Goodison Park, czyli w miejscu, które było świadkiem ostatniego meczu Dalglisha przed rezygnacją ze stanowiska menadżera Liverpoolu w 1991 roku.

Jeśli to byłby film, już w tym momencie byłoby w nim kilka scen, które mogłyby posłużyć jako szczęśliwe zakończenie. Jego powrót na stanowisko menadżera, zwycięstwo nad Manchesterem United przed the Kop śpiewającym „Happy Birthday” czy też, niezależnie od okoliczności, sobotnie zwycięstwo nad Evertonem.

Nawet mniej namacalne fakty, jak przywrócenie w klubie uśmiechu i jedności po wszystkich zawirowaniach finansowych, politycznych i emocjonalnych pozwoliłyby na pozytywne zakończenie.

Piłka nożna to jednak nie jest film. Rzeczy dzieją się szybko a historia gna na złamanie karku. Okoliczności, w jakich Dalglish zastąpił Roya Hodgsona w styczniu, przejmując klub będący zaledwie pięć punktów nad strefą spadkową, zostały już zapomniane. Napisy końcowe nie pojawiły się, kiedy Kenny został mianowany na urząd po raz kolejny. I nie pojawią się dopóki Król nie przekroczy wrót Shankly'ego po raz ostatni.

Z menadżerów, którzy prowadzili Liverpool przez dwie dekady między pierwszym a drugim okresem panowania Dalglisha, Roy Evans, Gérard Houllier i Rafael Benítez notowali dobre starty i odnosili początkowe sukcesy, podnosząc tym samym nadzieje i oczekiwania. Każdy z nich wydawał dużo, aby uporać się z bałaganem zostawionym przez poprzednika. Każdy z nich pozostał na stanowisku zbyt długo, sprawiając, że ich następcy znów musieli zaczynać od początku. Żaden z nich przejmując posadę menadżera Liverpoolu nie zastał jednak sytuacji tak złej jak Dalglish.

Nie wystarczy ustabilizować sytuacji w klubie i nadać mu rozpędu. Jak przekonał się Harry Redknapp w zeszłym sezonie w Tottenhamie, czy Owen Coyle w bieżącym, w Boltonie, ludzie związani z klubem, czyli gracze, zarząd oraz fani, oczekują coraz to nowych trików po tym jak początkowa magia wygaśnie. Liverpoolowi, jak każdej drużynie, przytrafią się mecze, w których ciężko oddychając będzie tracił punkty z teoretycznie słabszymi rywalami.

Wiele o regenerujących mocach Dalglisha mówi fakt, że 13 punktów zdobytych w 7 meczach w tym sezonie traktowane jest jako rozczarowanie, choć w tych samych spotkaniach w zeszłym sezonie Liverpool punktów zdobył zaledwie 5. Łatwo jest wskazać palcem na Jordana Hendersona i Andy'ego Carrolla i wypomnieć, że 51 milionów funtów, jakie za nich zapłacono wcale się tak szybko nie spłaca. Łatwo też powiedzieć o 112 milionów funtów wydanych na transfery i przeoczyć 70 milionów jakie klub otrzymał ze sprzedaży zawodników.

Faktem jest, że niezależnie od wydawanych kwot, największą zasługą Dalglisha jest przywrócenie uśmiechu na twarzach. Na złe samopoczucie panujące w klubie Dalglish znalazł antidotum jeszcze zanim sprowadzono Luisa Suareza.

Wykonana przez niego praca musi wzbudzać szacunek, ale gdyby jego ambicją było wyprowadzenie Liverpoolu na spokojne wody, mógłby spokojnie odejść w maju. Dalglish czuje, że efekt jego pracy musi być bardziej namacalny. Nikt nie oczekuje od niego, że wywalczy mistrzostwo Anglii, gdy krajobraz finansowy w angielskim futbolu jest jaki jest. Realistycznym celem jest awans do Ligi Mistrzów i zdobycie pierwszego od 2006 roku trofeum.

Biorąc pod uwagę sytuację, jaką zastał w klubie oraz wszelkie okoliczności, jego dotychczasowe osiągnięcia mogą być porównywane z dubletem wywalczonym przez niego w sezonie 1985/86, kiedy to debiutował w roli grającego menadżera. Jego największym osiągnięciem jest jednak dramatyczne podniesienie oczekiwań. Innymi słowy, już odniósł sukces.

Oliver Kay

Autor: DWT Adas Dodano: 04.10.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON