Narastające problemy

„Kenny…mam na imię Kenny…może bym coś zmienił…w ich grze…”. Z takimi słowami (parafrazując tekst pewnej piosenki) powinien co dnia budzić się Dalglish, a co więcej wprowadzać te słowa w życie – wyniki mówią bowiem same za siebie, a remisując u siebie z zespołami klasy Norwich czy Swansea kolejny sezon możemy spędzić jedynie na angielskich boiskach.

Po takich wynikach na zespół spadła zasłużona fala krytyki, gdyż o ile można zrozumieć, że taki „wypadek przy pracy” zdarzy się raz na długi czas, to w ostatnich tygodniach Liverpool wykazuje straszliwą niemoc na boisku, a przecież skład mamy zapełniony piłkarzami z papierami na dobrą grę. Po meczu ze Swansea nie można już przypisać pechowi niemocy strzeleckiej Carrolla czy Suareza. Jednak to nie tyle ich rozregulowane celowniki, a złe decyzje płynące z ławki trenerskiej wpływają na obraz, który musimy oglądać na boisku. Słaby Henderson, który wyraźnie źle się czuje na prawej flance, coraz gorzej radzi sobie nasz środek pomocy, zespołowi wyraźnie brakuje tego „zęba”, dynamitu, dzięki któremu potrafił zdominować każdego przeciwnika.

Oczywiście, że każdy chciałby, żeby klubowa legenda, Król Kenny prowadził nasz klub przez długie lata sięgając z nim po liczne trofea – póki co trzeba jasno powiedzieć, że niewiele próbuje zmienić w naszej grze. Bellamy, Spearing, czy Kuyt grzeją ławę lub grają ogony, a o Maxim Szkot chyba już całkiem zapomniał. Jedyną decyzją na plus było odstawienie od składu Carraghera na rzecz świetnie spisującej się pary duńsko – słowackiej.

Dalglish stara się na siłę grać swoją ustaloną myślą taktyczną, po kilku spotkaniach łatwą do odczytania dla rywala, a nie przynoszącą spodziewanych efektów w postaci zwycięstw. Ponadto widać, że piłkarze przyzwyczaili się już do niego jako trenera i efekt motywujący nie jest już taki sam jak w sezonie ubiegłym, gdzie nawet teoretycznie słabsi gracze dawali z siebie wszystko w każdym meczu.

W tym momencie widać mądrą politykę naszych obecnych właścicieli, którzy podpisali z Kennym jedynie trzyletni kontrakt – teraz będą spokojnie obserwować sytuację i wyciągać wnioski ze swojej decyzji. Teraz tylko od Szkota zależy, jak wykorzysta dany mu czas, wszak jego „okres ochronny” już się skończył, teraz powinno się go oceniać już nie według dawnych zasług, lecz według tego, co kierowana przez niego drużyna pokazuje na murawie. A gra Liverpoolu zmienić się musi i to jak najszybciej.

Nie czarujmy się – jeśli zawalimy jeszcze kilka spotkań, czeka nas walka jedynie o Ligę Europejską, ba, już obecna sytuacja ( o ile punktów nie zaczną nagle tracić Newcastle i Tottenham) nie pozwala nam na bój o pierwszą czwórkę na koniec sezonu. Przed nami szereg ciężkich spotkań ( choćby z Chelsea czy z Manchesterem City), w których przy naszej obecnej formie nie będziemy faworytami. Liczenie na nagłe przebudzenie The Reds może skończyć się źle, pomimo naszych zwyżek formy w meczach z takimi drużynami.

Pierwszy w sposób dosadny o grze Liverpoolu wypowiedział się Daniel Agger porównując siebie i kolegów do „bezgłowych kurczaków” – jest to naprawdę wyraźny sygnał, że skończyły się czasy chwalenia siebie nawzajem, a zaczął czas ciężkiej harówy, by – nie bójmy się użyć tego sformułowania – uratować ten sezon przed kompletną katastrofą, jaką bez wątpienia będzie kolejny rok bez gry w europejskich pucharach. Doprowadziłoby to do znacznego spadku znaczenia klubu na świecie, utrudniając sprowadzenie nowych piłkarzy.

Po ostatnich spotkaniach pojawiło się sporo głosów, w których widać mniej lub bardziej wyraźną chęć pozbawienia Dalglisha pracy – uważam, że jest to najgorsze wyjście z obecnej sytuacji, przykłady można bowiem mnożyć, a szukać nie musimy daleko, wystarczy spojrzeć na boiska polskiej Ekstraklasy. Kenny musi wyprowadzić klub z tego dołka i wierzę, że mu się to uda – ma do tego ludzi, ma wsparcie rzesz fanów, którzy zawsze będą wierni klubowym barwom. Czekam jednak na kilka zmian, głównie w pierwszej jedenastce, a przede wszystkim – czekam na zwycięstwa, na bramki, na to, by nasi ulubieńcy grali tak, jak potrafią najlepiej przysparzając sobie i nam – kibicom mnóstwo radości.

Autor: Zuru Dodano: 09.11.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON