Andy Carroll, snajper wyborowy

Według Dereka Llambiasa, dyrektora wykonawczego Newcastle, jego klub ubił znakomity interes sprzedając Andy'ego Carrolla. Odrzucając wcześniejszą, 30-milionową ofertę Liverpoolu pokazali, że wcale by się tak bardzo nie zmartwili, gdyby the Reds jednak wstali od stołu i przerwali negocjacje. To mogłoby z kolei wskazywać, że napastnik nie był tam aż tak niedoceniany, jak zarząd Newcastle po fakcie stara się pokazać. Tak czy inaczej, po przenosinach za 35 milionów funtów Andy Carroll trafił na nagłówki gazet.

Metki z ceną niełatwo się pozbyć i to prawdopodobnie jest największą bolączką Anglika. Ludzie oczekują dużo i oczekują tego natychmiast.

Ostatnio próbowałem przypomnieć sobie jak w podobnych sytuacjach radzili sobie inni odgrywający – ile zdobywali bramek, jak gnębili obrońców i ile czasu zajęło im wejście na odpowiedni poziom. Dowody (do których za chwilę dojdę) sugerują, że Carroll, w wieku 22 lat, jest bardzo dobrze rozwiniętym zawodnikiem w porównaniu do innych napastników o podobnych gabarytach. Nie jest to oczywiście ostatecznym dowodem na to, że wkrótce stanie się on rozrywającym defensywy przeciwników terminatorem – w końcu nie raz już się zdarzało, że gracze o niewiarygodnym wręcz potencjale ginęli w tłumie średniaków – jednak ludzie często popełniają błąd patrząc wyłącznie na wiek piłkarza a pomijając rolę, jaką ma pełnić na boisku.



Zawsze wydawało mi się to oczywiste, że mniejsi i szybsi zawodnicy szczyt swoich możliwości osiągają wcześniej, podczas gdy więksi napastnicy potrzebują na to więcej czasu, choć od tej zasady, jak od każdej innej są oczywiście pewne odstępstwa.

Dzięki zwinności, przyspieszeniu i dynamice napastnicy mogą z łatwością wypracować sobie okazje strzeleckie, nic więc dziwnego, że nawet 17-latek w swoich odrzutowych trampkach zostawi w tyle nawet najlepszych obrońców. Bez tych cech napastnik musi polegać na swojej przebiegłości, ustawianiu się i odpowiednim wyczuciu tempa. Podobnie jak w przypadku środkowych obrońców, są to umiejętności nabywane z czasem. Środkowi obrońcy szczyt swoich możliwości osiągają gdy przekroczą granicę 25 lat i według mnie tak samo dzieje się z odgrywającymi napastnikami.

Wcześniej myślałem, że wolniejsi napastnicy cofają się głębiej i ich zadaniem jest szukanie otwierających podań – sprytna „dziesiątka”, która zagrywa zabójcze podanie do żwawej „dziewiątki”, żeby ta mogła pościgać się z obrońcami. Co jednak z „klasyczną dziewiątką” (której to sama nazwa graczom w typie Carrolla nie pomaga a odnosi się do czasów, kiedy to każdy angielski środkowy napastnik musiał być olbrzymi)?

Mimo moich starań nie udało mi się jak do tej pory odnaleźć odgrywającego, który grał na swoim najlepszym poziomie – lub przynajmniej był temu bliski – gdy był nastolatkiem. Chodzi tu o odgrywającego z czołowych lig, który byłby odpowiednikiem Michaela Owena, Robbiego Fowlera, Nicolasa Anelki, Fernando Torresa, Lionela Messiego, Kuna Aguero czy Wayne'a Rooneya, który dostarczyłby 20 goli w sezonie. Być może tacy istnieją i zostali przeze mnie zwyczajnie przeoczeni, w każdym razie nie potrafię nikogo takiego z pamięci przywołać.

Ale więcej o tym będzie później.

Styl gry

Andy Carroll nie jest tak wolny jak większość ludzi sugeruje, ale brakuje mu odpowiedniego przyspieszenia, które pozwoliłoby mu zostawić obrońcę w tyle na krótkim dystansie. Potrafi bardzo dobrze odegrać piłkę, jak również przytrzymać piłkę i umożliwić kolegom z drużyny dołączenie do akcji. Posiada również lewą nogę, której wielu napastników różnych rozmiarów mogłoby mu pozazdrościć. Jego gra bez piłki, choć może zostać wyuczona, wciąż nie jest jeszcze na odpowiednim poziomie.

Jego status „tradycyjnej dziewiątki” bazuje na jego rozmiarach i umiejętnościach gry w powietrzu, choć w Liverpoolu często zdarza mu się dobre, górne piłki marnować, czego przyczyną według mnie (biorąc pod uwagę jak dobrze radził sobie pod tym względem w Newcastle) jest ewidentny brak pewności siebie. Napastnik mieszkający niedaleko swojej rodziny, spokojnie rozwijający się w klubie, gdzie nikt nie ma co do niego olbrzymich oczekiwań nagle wychodzi ze swojej „strefy komfortu” i zostaje najdroższym Anglikiem w historii – nic więc dziwnego, że w jego głowie pojawiają się problemy i potrzeba czasu na przystosowanie się do nowego klubu.

Dochodzi do tego, że Carroll najlepiej spisuje się w meczach wyjazdowych, gdzie ma szansę przytrzymać piłkę, zgrać ją Suarezowi bądź któremuś z pomocników – nie musi mierzyć się ze zmasowaną obroną jaką ustawiają zespoły przyjeżdżając na Anfield a obrońcy i reszta przeciwników grają bardziej otwartą piłkę zostawiając mu więcej miejsca. Jego współpraca z Luisem Suarezem owocuje zwłaszcza w spotkaniach na wyjeździe i koniec końców Carroll, wbrew intuicji, w większości gier, które zagrali razem zajmuje pozycję nie na szpicy, lecz tuż za swoim partnerem z linii ataku.

Pięć goli w 21 meczach (14 z nich zaczynał w pierwszym składzie), jakie rozegrał dla the Reds daje średni wynik. W tym sezonie wszystkie trzy bramki jakie zdobył padły w spotkaniach wyjazdowych i żaden nie był strzelony z główki. Częścią problemu są zapędy jego kolegów z drużyny do notorycznego posyłania długich piłek w jego kierunku, co doprowadza do sytuacji, kiedy to najlepsze mecze Liverpool rozgrywa, gdy Carrolla nie ma na boisku. Należy tu wspomnieć jednak, że było też sporo spotkań gdy podopieczni Dalglisha z Andym w składzie grali piłką po ziemi, jak również zdarzało im się rozegrać beznadziejne spotkania bez niego.

Choć the Kop cały czas go wspiera daje się wyczuć, że nie otrzymuje takiego wsparcia jak choćby Peter Crouch, mimo że kupionemu za 7 milionów funtów wielkoludowi zdobycie bramki dla ówczesnych mistrzów Europy zajęło 19 spotkań.

I pewnie gdyby Carroll kosztował 7 milionów do jego gry ludzie podchodziliby z większą wyrozumiałością. Pieniądze bez wątpienia wpływają na to jak Carroll jest postrzegany (podobnie jak wpływają jego występy na boisku), ale jeśli przebolejemy w końcu ile pieniędzy zostało wydanych i zaczniemy go postrzegać bardziej jako element drużyny niż kosztowne indywiduum, Andy będzie miał wtedy kilka argumentów na swoją obronę

Zawsze można się kłócić, że taka ilość pieniędzy mogła zostać wydana lepiej, ale nie da się zawsze trafić w „10”. Suarez, Enrique i Bellamy zostali sprowadzeni za grosze biorąc pod uwagę ich umiejętności – czasami kupuje się po okazyjnej cenie, czasami trzeba przepłacić, zawsze tak było i zawsze tak będzie. Zamiast jęczeć nad kwotami, które już zostały wydane, albo marudzić, że nie jest drugim Aguero albo Suarezem, należy teraz raczej skupić się na tym, żeby wycisnąć z naszego nowego numeru 9 tyle, ile tylko się da.

Przede wszystkim biorąc pod uwagę jego wiek i styl gry, należy porównywać go z podobnymi jemu zawodnikami a obserwatorzy muszą pogodzić się z tym, że nauka bycia dobrym odgrywającym trwa nieco dłużej.

Rzadko kiedy taki typ napastnika uważany jest za gracza światowej klasy – jeśli nie mają odpowiedniego tempa ciężko im notorycznie dewastować obronę przeciwnika, ale są niesamowicie pożyteczni (nawet ci średniej klasy jak Kevin Davies) w kluczowych momentach i często decydujące zagranie jest właśnie ich autorstwa.

Porównanie i kontrast

Nie ma dwóch identycznych piłkarzy. Z tego powodu wszelkie porównania zawsze mogą być skrytykowane. Szukając różnych odgrywających na przestrzeni ostatnich 20 lat (głównie w Anglii, ale również z innych lig) okazało się, że jedni byli szybsi od innych oraz charakteryzowali się różnym wzrostem – choć minimalny wzrost dla odgrywającego intuicyjnie ograniczyłem od dołu na 6 stóp (1,83m), najwyższy znaleziony przeze mnie zawodnik mierzył 6 stóp i 8 cali (2,03m).

Nadrzędnym celem było uniknięcie porównań jabłek do pomarańczy, jednak biorąc pod uwagę różne gatunki piłkarzy nie sposób uniknąć porównań jabłek do gruszek czy pomarańczy do mandarynek. Kiedy ustaliłem jak klasyczne dziewiątki zazwyczaj się prezentowały można był wskazać różnice między nimi a mniejszymi, bardziej mobilnymi napastnikami i dopiero wtedy dokonać bezpośrednich porównań.

Pod uwagę wziętych zostało pięć największych lig europejskich (angielska, hiszpańska, francuska, niemiecka i włoska) oraz rekordy strzeleckie wyłącznie w meczach ligowych w celu uniknięcia szczegółowego rozliczania bramek nastrzelanych w pucharach, w meczach z ogórkami (praca typowych odgrywających to oczywiście znacznie więcej niż wyłącznie strzelanie bramek, jednak jest to najbardziej oczywiste porównanie jakiego można dokonać a w źródłach dopiero od niedawna umieszczane są informacje takie jak liczba asyst czy ilość stworzonych sytuacji).

Zgodnie z naturą tej strony starałem się umieścić na liście jak najwięcej zawodników Liverpoolu. Piłkarze z listy grali jednakże w różnych klubach, na różnych poziomach, co również utrudnia w 100% obiektywne porównanie.

Wyjątkowo szybcy i błyskotliwi napastnicy tacy jak Zlatan Ibrahimovic czy Thierry Henry, choć również wysocy, nie zostali uwzględnieni, gdyż równie dobrze wpasowują się w kategorię „pomarańczy”, z którą porównań chciałem dokonać później. Wykluczeni zostali również zawodnicy, którzy zostali przekwalifikowani ze skrzydłowych (tacy jak Emile Heskey), gdyż ciężko precyzyjnie ustalić, w którym momencie stali się odgrywającymi.

W sumie sporządzona został lista 23 odgrywających i 11 napastników, którzy bardziej polegali na swojej szybkości, dynamice i wykańczania akcji niż na umiejętnościach gry w powietrzu i przytrzymania piłki. Nazwiska (poza piłkarzami Liverpoolu) wybierane zostały losowo, bez żadnych ukrytych preferencji, zarówno te, które nasunęły się autorowi na myśl jak również te nadesłane przez innych.

(Niektóre nazwiska, które powinny znaleźć się na liście, zostały wskazane już po zebraniu informacji i przeprowadzeniu analizy, ale nie wykluczam, że w przyszłości zostanie ona o te i inne nazwiska rozszerzona. Są one wspomniane na końcu artykułu, jednak nie zostały uwzględnione przy wyliczaniu średnich).

Typowy odgrywający w najwyższej klasie rozgrywkowej zdobywał 97 bramek ze średnią 8,8 na sezon. Mniejsi i bardziej mobilni napastnicy strzelali w karierze średnio 130 goli ze średnią 10,7 na sezon).

Kwestia wieku

Tylko trzech z 23 wziętych pod uwagę odgrywających zaliczyło swój profesjonalny debiut już w wieku 17 lat i jednym z nich jest Carroll. Trzech kolejnych zadebiutowało po osiągnięciu pełnoletności, ale średni wiek dla tego typu zawodnika na debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej to 21 lat. Pozycja odgrywającego nie jest najwyraźniej przeznaczona dla najmłodszych – dla porównania średni wiek debiutu małych i szybkich napastników to 18 lat (trzech z nich rozegrało swój pierwszy mecz ligowy już w wieku 16 lat).

(Podczas obliczania wieku debiutu pod uwagę brany był wiek piłkarza w momencie rozpoczęcia sezonu).

Z 23 odgrywających tylko dwóch z nich zdołało zamknąć sezon z dwucyfrowym dorobkiem strzeleckim przed skończeniem 20 lat a najlepszy pod tym względem wynik to 13 trafień. Z 11 szybkich napastników aż 8 może pochwalić się tym osiągnięciem, z czego czterem udało się przekroczyć barierę 17 trafień.

W sumie 15 z 23 „jabłek” swój najlepszy sezon w karierze (lub najlepszy jak do tej pory) rozegrało po skończeniu 25 lat, natomiast 6 z 11 „pomarańczy” szczyt osiągnęło w wieku 23 lat lub młodszym. Tylko dwóch z nich swój najlepszy rok miało po skończeniu 25 lat. Według mnie właśnie ta statystyka spośród wszystkich innych tu przytoczonych jest najistotniejsza, niezależnie od zalet jakimi mogą się pochwalić różne typy napastników.

Oczywiście Carrollowi, który ma 22 lata wciąż sporo brakuje do bariery 25 lat a Edin Dzeko właśnie ją przekroczył, więc ciężko brać ich pod uwagę mówiąc, że szczyt swojej kariery osiągnęli gdy byli bardzo młodzi. W praktyce więc 15 z 21, czyli prawie ¾ tego typu napastników najlepsze momenty swojej kariery przeżywało po skończeniu 25 lat (cofając się jeszcze wcześniej w historii Liverpoolu można znaleźć Johna Toshacka, który po przenosinach na Anfield w wieku 21 lat zaliczył powolny start, po czym w 1976 roku, w wieku 26 lat rozegrał swój najlepszy sezon w karierze).

Pomijając Carrolla i Dzeko, dwóch z pozostałych trzech napastników, którzy swoją najlepszą kampanię zaliczyli w wieku poniżej 25 lat to Emmanuel Adebayor i Peter Crouch, zawodnicy wciąż aktywni i mogący te statystyki zmienić (choć w przypadku Croucha jest to mniej prawdopodobne z uwagi na klub w jakim się znalazł).

Ośmiu z omawianych 21 zawodników swój najlepszy sezon zanotowało w wieku 28 lat lub później a trzech z nich na dobre rozkręciło się dopiero po skończeniu 30 lat. Z nich wszystkich tylko Fernando Morientes potrafił szczyt kariery osiągnąć w bardzo młodym wieku (22 lata), jednak Hiszpan na podobnie wysokim poziomie grał przez większość swojej kariery aż do momentu gdy dołączył do Liverpoolu. Dla Carrolla zdobycie 13 bramek w jednym sezonie w wieku 21 lat to wspaniałe osiągnięcie a biorąc pod uwagę zmianę klubu w zimowym oknie transferowym (co zastopowało strzeleckie serie na rok czy dwa wielu zawodników z listy poniżej) i długi okres leczenia kontuzji, wygląda to jeszcze bardziej imponująco. W poniższej tabeli wyraźnie widać ilu odgrywających mogło pochwalić się podobnym osiągnięciem w tak młodym wieku.


Kliknij, żeby powiększyć



Swój najlepszy sezon odgrywający zaliczali średnio w wieku 26,4 lat (25,7 jeśli wziąć pod uwagę zawodników ciągle grających w piłkę w jednej z czołowych lig lub 26,5 licząc tylko tych, którzy skończyli już karierę lub nie grają już na najwyższym poziomie).

Nie oznacza to oczywiście, że Carroll nieuchronnie przekształci się w napastnika, którego Rio Ferdinand określił mianem „niemożliwego do zatrzymania”. Ale pokazuje to, że choć wciąż nie jest skończonym produktem, już pod względem rozwoju w tak młodym wieku zdążył wyprzedzić wiele znakomitych nazwisk ze świata piłki, na których obecnie się oglądamy jako na mistrzów gry na tej pozycji.

(Odgrywający nie uwzględnieni w zestawieniu: Gabriel Batistuta, debiut w czołowej lidze europejskiej w wieku 22 lat, najlepszy sezon w wieku 26 lat; Les Ferdinand, debiut w wieku 20 lat, najlepszy sezon w wieku 25. Mali i szybcy napastnicy, którzy zostali przeoczeni: Ian Wright, debiut w wieku 22 lat, najlepszy sezon w wieku 29 lat; Kevin Phillips, debiut i najlepszy sezon w wieku 27 lat; Kun Aguero, debiut w wieku 18 lat, najlepszy sezon jak do tej pory w wieku 22 lat. Alessandro Del Piero, debiut w Serie A w wieku 19 lat, najlepszy sezon w wieku 23lat.)

Nikola13, This is Anfield

Autor: DWT-Adas Dodano: 16.11.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON