Najwyższy czas

O ironię zakrawa fakt, że gwiazdorska kariera jednego z dwóch najlepszych piłkarzy, jacy kiedykolwiek przywdziali koszulkę Liverpoolu, może dobiec końca bez dekoracji jednym brakującym trofeum. Steven Gerrard opowiedział ostatnio o swoich obawach, że nie uda mu się zdobyć mistrzostwa Premier League przed zawieszeniem butów na kołku.

W żadnym wypadku nie byłaby to jego wina. Trudno znaleźć innego piłkarza, który bardziej by zasługiwał na najbardziej pożądane angielskie trofeum.

Od chwili, gdy w 1998 roku Gerrard zadebiutował w Liverpoolu, zdążył pokazać się jako jeden z najlepszych piłkarzy na świecie. Jego ranga jest tak duża, że w chwili gdy w tym samym tygodniu, w którym mówił o swojej palącej potrzebie, by wznieść w górę puchar za wygranie ligi, został określony przez magazyn Champions League jako jeden z najwspanialszych zawodników, jacy kiedykolwiek brali udział w tych rozgrywkach. Niewiele wyróżnień można by uznać za bardziej celnych. Chłopak z Huyton, który dojrzewał przed the Kop na Anfield z łatwością znajduje się w gronie takich piłkarzy jak Raul, Xavi, Maldini czy nawet Zidane lub Messi.

Numer 8 Liverpoolu został określony jako "zaciekły, niestrudzony i nieustępliwy". Magazyn kontynuuje: "Jego ulubioną specjalnością jest sztuka niemożliwego. W roli superbohatera jest bardziej przekonujący, niż wielu pochodzących z Hollywood. To mówi wszystko o grze zawodnika, która zapisał się jako najlepszych w historii strzelec Liverpoolu w rozgrywkach europejskich, wyprzedzając takich piłkarzy jak Ian Rush, czy Kenny Dalglish"

Tak osobiste pochwały słusznie stały się ścieżką dźwiękową do kariery Gerrarda w Liverpoolu. Ale pomimo pokaźnej kolekcji medali i indywidualnych wyróżnień, wliczając wielokrotne nagrody dla Piłkarza Roku, sam zawodnik nie czuje się spełniony. W każdym razie, jeszcze nie spełniony.

- To coś, o czym myślę każdego dnia - mówi kapitan Liverpoolu - o marzeniu by wygrać ligę, albo rozczarowaniu, jeśli się tak nie stanie. Oczywiście, gdyby się nie udało, byłoby to ogromnie rozczarowujące. Grać w Liverpoolu przez, mam nadzieję 14 lub 15 lat i nie zdobyć mistrzostwa, to byłoby wielkie rozczarowanie.

By w bardziej prawdziwej perspektywie ukazać potencjalną niesprawiedliwość dla 31-latka, nie zdobywającego trofeum, którego tak pragnie, wystarczy spojrzeć na kilku zawodników, którzy wygrali ligę i ich występy lub ich brak dla drużyny. Jednym z najbardziej oczywistych przykładów ostatnich lat jest Michael Owen, który zawiesił na szyi medal, występując raz od pierwszej minuty i strzelając jednego gola w zeszłym mistrzowskim sezonie Manchesteru United.

Fakt, że Gerrard i Owen byli kiedyś kolegami z drużyny i pozostają bliskimi przyjaciółmi, nadaje całej sytuacji cierpkości, a człowiek, który pozostał wierny swojemu chłopięcemu otoczeniu zapewne spogląda na tego, który odszedł, z pewną dozą zazdrości.

Jednakże w równym stopniu Gerrard wie, że wygranie ligi z Liverpoolem jest tym, co liczy się najbardziej, a nie pławienie się w pozbawionej znaczenia pewności, oferowanej mu przez konkurencyjne kluby. Jeśli - a oznaczałoby to dla Liverpoolu konieczność pokonania dystansu, jaki wciąż ich od tego dzieli - Gerrard zaspokoił by chrapkę na tytuł, która go tak irytuje, wtedy byłaby to dla niego największa mieszanka ekscytacji i ulgi, jaką można sobie wyobrazić. Owenowi, dla porównania, pozostaje puste uczucie niezasłużonego triumfu. Może mieć medal, ale nie zasłużył na niego, tak jak jego koledzy z drużyny i nie w takim stopniu jak inni zdobywcy tytułu, którzy dokonali tego w przeszłości.

Gerrard jest zdesperowany, by wygrać ligę, ale jego desperacja dotyczy wyłącznie Liverpoolu i nikogo innego. W jego karierze był czas, kiedy musiał przynajmniej rozważać odejście, bo jego marzenia o tytule mogą pozostać niespełnione na Anfield, a analiza zdarzenia post factum mówi nam, że gdyby odszedł, to bardziej niż pewne, że miałby medal za wygranie tytułu. Fakt, że pozostał wierny Liverpoolowi i poświęcił osobiste ambicje dla klubu, ze swojego dzieciństwa jest tylko jednym z mnóstwa powodów, dla którego Gerrard zasługuje, prawdopodobnie bardziej niż ktokolwiek na Anfield, by stać się zwycięzcą tytułu.


Tony Barrett

Autor: Mendel Dodano: 27.11.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON