Powtórne nadejście nie zawiodło

Obawy były szczere, ale były również zrozumiałe. "Co jeśli Kenny wróci jako menedżer i coś nie wyjdzie," zastanawiali się zatroskani. "To będzie okropne, jeśli jego reputacja jako największej prawdopodobnie ikony Liverpoolu będzie splamiona przez porażkę pod koniec jego kariery trenerskiej."

Powtórne nadejście Kenny'ego Dalglisha w styczniu postawiło legendę Anfield z jednym z największych wyzwań angielskiego futbolu - powrotu Liverpoolu do dawnej chwały po jednym z najbardziej burzliwych i chaotycznych okresów w historii klubu. I do tego to nie był jakiś Liverpool, to był Liverpool, który pozostawał daleko w tyle za uprzednio ustalonymi standardami. Liverpool, który był w niebezpieczeństwie utraty wszelkiego poczucia, dokąd zmierzać i który zaprzestał stanowić konkurencję o najważniejsze trofea, gromadzone niegdyś w sposób naturalny.

Martwiono się, że zadanie będzie zbyt wielkie dla Dalglisha; że, nie prowadził żadnej ekipy przez dekadę i w istocie nie będzie miał niezbędnych narzędzi, aby zatrzymać upadek, który nastąpił. Niektórzy krytycy rzeczywiście podchodzili lekceważąco do jego zatrudnienia, przekreślając ten ruch jako romantyczny zwrot, który nie przysporzy nic innego, jak tylko zatrzyma Liverpool na drodze donikąd.

Jedenaście miesięcy od jego powrotu stało się jasne, że Dalglish już sięga po sukces na fali poparcia. Nie zdobyto żadnego trofeum, miejsce w pierwszej czwórce nie zostało wciąż osiągnięte i Liverpool nie uczynił jeszcze z Anfield twierdzy nie do zdobycia, którą musi się stać. Jednakże pod jednym względem dokonano czegoś, co wykracza nawet poza te wyznaczniki - Liverpool jest klubem piłkarskim w najszerszym tego słowa znaczeniu po raz kolejny.

To już nie jest grupa indywidualistów zmierzających w różnych i często rozbieżnych kierunkach. Nie jest to również klub pozbawiony filozofii, według której powinien uprawiać ten sport. Błędne linie, które ich podzieliły zostały już skorygowane i to do tego stopnia, że nadzieje wzrosły po raz pierwszy od walki o tytuł w sezonie 2008/09. Samo w sobie, to wielkie osiągnięcie i odbija się szczególnie korzystnie na tle Dalglisha, człowieka, który sprawił, że to wszystko stało się możliwe dzięki swojej niezrównanej zdolności do działania jako unifikator i lider.

Biorąc pod uwagę patologiczny bałagan, który odziedziczył w styczniu tego roku, to osiągnięcie samo w sobie, że Liverpool jest obecnie przedmiotem oczekiwań kwalifikacji do Ligi Mistrzów na następny sezon. Problem z oczekiwaniami jest oczywiście taki, że jeśli nie zostaną spełnione, wtedy niebezpieczeństwo bycia obciążonym winą wyłania się bardziej niż kiedykolwiek. Nie sprostanie im za każdym razem pociąga za sobą zawód, ale poczucie przykrego rozczarowania jest spotęgowane, gdy nadzieje ukażą się tak jasno. Podejmując Liverpool na tak długi dystans w tak krótkim czasie, Dalglish postawił się w sytuacji, w której istnieje nieodłączne ryzyko sprawienia zawodu - jednakże inaczej być nie mogło.

To tutaj Dalglish - i wszyscy inni związani również z klubem - marzyli się znaleźć, gdy ten przejmował schedę po odejściu Roya Hodgsona. Postawiono już fundamenty, na których Liverpool może budować. Pozwalają one zmierzać do przodu ze swojego rodzaju nadzieją i wiarą, że to było nie do wyobrażenia zaledwie roku temu. Wydano pieniądze, które pomogły osiągnąć tą pozycję, ale to tylko jeden z wielu składników, jakie pozwoliły to urzeczywistnić. Wydatki, które miały miejsce nie są bynajmniej tak ważne, jak zaprezentowana umiejętność przewodzenia. Trwonienie pieniędzy na graczy bez wyraźnego poczucia kierunku, a także wcześniej określonej filozofii jest prawie tak bezużyteczne, jak przekonała się ostatnio Chelsea.

Teraźniejsze wyzwanie dla Dalglisha to utrzymanie rozmachu, ale nawet to zadanie wymaga zrozumienia, że Liverpool to nadal drużyna i klub w okresie transformacji. Najnowsza historia nie zna przypadku konsekwentnych zwycięstw, jak również sprecyzowanego stylu gry przekazywanego z pokolenia na pokolenie i wystarczającej liczby graczy, którzy byli w tym klubie na tyle długo, by postrzegano Liverpool jako prawie ukończony, wyrobiony produkt. Aby tak się stało, potrzebne są nowe transfery. Piłkarze, którzy byli w klubie wcześniej musieli przyjąć zachodzące zmiany i wartości, które menedżer stara się narzucić.

Z tego powodu rezultaty nie są konsekwentne i to nie ulegnie zmianie do czasu, gdy wszystkie wymienione wyżej przemiany nie zaowocują, chociaż niewątpliwie pojawi się po drodze czkawka; mecze, które mają być wygrane zostaną przegrane, piłkarze stracą formę, natomiast inni ją odnajdą, kolektyw funkcjonujący lepiej jednego dnia, a gorzej drugiego. Na tym polega udział w procesie transformacji.

Jednakże Liverpool może patrzeć w przyszłość z dużo większym poczuciem dobrego nastawienia, niż był w stanie przez jakiś czas. Gatunek futbolu, który usiłują prezentować jest całkowicie zgodny z bogatymi tradycjami klubu. W drużynie panuje prawdziwa konkurencja o miejsca na wszystkich pozycjach, a rezultaty generalnie są dobre, chociaż wciąż niedoskonałe. Oddziaływanie Dalglisha jest ogromne i już teraz uzasadnił decyzję o jego ponownym zatrudnieniu, ponieważ pozwolił Liverpoolowi odzyskać tożsamość, nie wspominając o jajach. Zrobił dokładnie to, co było potrzebne, aby wygrzebać się z ruin, w których klub znalazł się przed jego powrotem.

Tony Barrett

Autor: Damian Dodano: 05.12.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON