Och, Karol

Wiadomość z ostatniej chwili: Andy Carroll otrzymał od the FA serię ośmiu meczów w pierwszym zespole Liverpoolu. Klub zapowiada apelację. Tak brzmi dowcip, który ciągle krąży na Merseyside po tym, jak Luis Suarez został zawieszony za znieważenie na tle rasowym Patrice'a Evry.

To mówi wszystko o tym, jak nisko i jak szybko spadły akcje Carrolla, że nawet gdy gracz, który został sprowadzony jako jego partner do ataku jest uznany winnym za takie poważne wykroczenie, to właśnie on staje się celem bezlitosnych dowcipów. Jednak jak większość żartów, ten jest oparty na rzeczywistości: o ile Liverpool nie odniesie sukcesu i nie zdoła zmniejszyć kary Suareza na skutek odwołania - jeśli klub zdecyduje się na taki sposób działania - Kenny Dalglish nie będzie miał wyboru jak tylko wręczyć Carrollowi powiększoną serię w pierwszym zespole po raz pierwszy od czasu, gdy ten przeprowadził się na Anfield prawie roku temu.

Dalglish podkreśla, że cena Carrolla wyniosła "minus 15 mln funtów", liczbę, przy której obstaje odejmując 50 mln Chelsea za Fernando Torres od 35 mln Liverpoolu przekazanych na konto Newcastle United w dramatyczny dzień ostatniej aktywności na rynku transferowym w styczniu. Krytycy Carrolla, których liczba coraz bardziej rośnie, stwierdzą, że nawet przy tej cenie Liverpool nie odniósł jeszcze żadnych korzyści z napastnika, który zdobył pięć bramek w 26 występach dla klubu z Merseyside.

Co prawda są tacy, którzy powiedzą, że wsparcia Dalglisha dla Suareza wykroczyło poza wymagane standardy w ostatnich tygodniach, ale niemal blednie ono w porównaniu z poparciem, jakie Carroll otrzymał od swojego menedżera od prawie pierwszego dnia.

Dalglish starał się usprawiedliwić cenę transferu Carrolla, broniąc go często przeciwko bezpodstawnym zarzutom, że jego styl życia nie sprzyja karierze piłkarskiej, wyjaśniając, dlaczego stał się najdroższym graczem angielskiej Premier League i ochraniając go przed sugestiami, jakoby czuł się nieswojo w Liverpoolu. Rewanż za takie hojne wsparcie był jak dotąd minimalny. - Kupiliśmy go na pięć i pół roku, a nie na trzy lub cztery tygodnie - brzmiała riposta menedżera Liverpoolu, gdy kontuzja ograniczyła pierwsze występy Carrolla, jednak 11 miesięcy od jego przybycia, jest coraz trudniej uciekać się do prośby o cierpliwość, jeśli mowa jest o jego rekordowym transferze.

Jednakże zniesienie jednego usprawiedliwienia nie ograniczyło determinacji Dalglisha do obrony Carrolla, ani nie zachwiało jego zaufania do zawodnika, który jego zdaniem wypełni swój potencjał, gdy tylko odkryje swoją rolę w zespole Liverpoolu, okazuje się jednak, że jak do tej pory jest to poza zasięgiem 22-latka.

Pod pewnymi względami, Suarez stał się największym problemem Carrolla. Urugwajczyk być może szybko zyskał miano jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci na angielskich boiskach, ale również zadomowił się jako punkt podparcia w ataku Liverpoolu. Piorunujące ruchy, niski środek ciężkości, który pozwala mu obrócić się i uwolnić od obrońców z niemal lekceważącą łatwością oraz wyobraźnią, dzięki której potrafi stworzyć przestrzeń, gdy wydaje się, że jej brak. To atrybuty, za pomocą których Suarez posuwa się naprzód mając piłkę dograną do nogi przez swoich kolegów z zespołu. Carroll, w przeciwieństwie, jest totemiczny i stosunkowo statyczny. Górne piłki, dzięki którym prosperował w Newcastle przychodzą trudniej w Liverpoolu, głównie z powodu obecności Suareza.

To nie jest naturalny duet do ataku, dlatego Carroll będzie jedyną postacią w Liverpoolu, która może postrzegać zawieszenie Suareza - o ile dojdzie ono do skutku - jako szansę. Chociaż były zawodnik Newcastle nie otrzymał miejsca w wyjściowej jedenastce aż w pięciu spotkaniach na sześć ostatnich meczów ligowych Liverpoolu - wyżej w hierarchii atakujących byli Maxi Rodiguez, Jonjo Shelvey, Dirk Kuyt i Craig Bellamy - Dalglish uważa, że widział wystarczająco wiele u Carrolla na treningu, by pokusić się o sugestię, iż jest on gotowy wypełnić lukę, kiedy tylko zawieszenie Suareza się rozpocznie.

- Jak już wcześniej mówiliśmy, każdy, kto jest w tej grupie zawodników spisywał się fantastycznie na treningach. Jeśli ktoś otrzyma szansę, to zawsze ją wykorzystuje i jeśli Big Yin (Carroll - przyp. red.) dostanie okazję, to jestem pewien, że skorzysta z niej jak najlepiej - powiedział Dalglish. - Dobry trening jeszcze nikomu nie przyniósł żadnej szkody. Jeśli masz otrzymać szansę, to lepiej dużo pracować na treningach, ponieważ wtedy jesteś lepiej przygotowany na wykorzystanie tej okazji.

- Dla siedmiu nowych zawodników to dopiero pierwszy sezon w tym klubie i Andy również jest w tym gronie. Przybył do nas w zeszłym sezonie z kontuzją i był wykluczony z gry aż do meczu z Man United, gdy pojawił się na boisku z ławki rezerwowych. W tych kategoriach jego sezon tak naprawdę zaczął się dopiero w sierpniu.

- Musimy ich poznać i oni muszą poznać nas. Wielkie brawa dla nich wszystkich - nowych i tych, którzy byli tu wcześniej - za to, że skomponowali zespół tak szybko. To dotyczy każdego, kto do nas przybył. To zajmie trochę czasu, zanim każdy zapoznana się ze sobą, ale jesteśmy zadowoleni z postępu, jaki zanotowaliśmy do tej pory.

To, że Carroll znajduje się na etapie budowy nie pozostawia złudzeń. To, że jego kariera już teraz zbliży się ku rozdrożu wydaję się nieuniknione. W klubie i reprezentacji znajduje się na uboczu i tylko się przygląda, ale najprawdopodobniej to się zmieni, o ile chodzi o Liverpool, w każdym razie.

Umotywowanie wiary jego menedżera to pierwszy obowiązek do wypełnienia i nieobecność Suareza stworzy mu na to szansę. Carroll musi również sprawić, że pozornie niewyczerpana kopalnia bezlitosnych dowcipów na Merseyside połknie zupełnie inną ofiarę.

Tony Barrett

Autor: Damian Dodano: 24.12.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON