Bierzcie przykład z Beardsleya

Peter Beardsley powszechnie i słusznie uważany jest za jednego z największych zawodników być może najlepszej drużyny Liverpoolu wszech czasów.

Dziarski napastnik dysponujący siłą kreacji z bystrym okiem do strzelania bramek odgrywał kluczową rolę w czasie, gdy wybitna drużyna Kenny’ego Dalglisha pędziła po ligowy tytuł w takim stylu, że zachęcił on legendarnego Toma Finneya do życzliwego porównania ich ze znakomitymi brazylijskimi zwycięzcami Mistrzostw Świata w 1970 roku.

Miejsce Beardsleya w panteonie największych zostało utwierdzone kilka lat później, kiedy zajął on 19. pozycję w głosowaniu na 100 zawodników, którzy wstrząsnęli the Kop. Punktem odniesienia niech będzie fakt, że wyprzedził on takie postaci jak Phil Neal, Xabi Alonso, Ian St John, Phil Thompson i Terry McDermott. Nie tak źle jak na piłkarza, który kiedyś figurował na liście zawodników Manchesteru United.

Czas jednak płynie, a pamięć o tej epoce zaciera się, łatwo więc zapomnieć, że Beardsley bynajmniej nie od razu stał się hitem na Anfield. Po transferze do Liverpoolu z Newcastle United za rekordową kwotę 1,9 miliona funtów, początkowo zmagał się on z problemami przy powszechnie wyrażanych obawach, że nie jest on odpowiednim człowiekiem, gotowym przejąć koszulkę z numerem 7, którą pozostawił mu Dalglish.

Wszyscy, którzy wątpili wtedy w Beardsleya mieli ku temu dobre powody. Jego cztero bramkowy bilans na przełomie roku był skromnym zwrotem tak rozrzutnej inwestycji i nawet sam Beardsley musiał zastanowić się czy był on wystarczająco dobry dla Liverpoolu. – Przez większość czasu nie mogłem nawet trafić w drzwi od stodoły. Był to dla mnie bardzo trudny okres, jednak zespół grał wtedy bardzo dobrze, a uwaga mediów nie była tak silnie skupiona jak to jest teraz, więc można było to ukryć – wspomni później.

Pod koniec swojego debiutanckiego sezonu Beardsley zdobył 18 goli i był nominowany do nagrody dla najlepszego piłkarza roku (wyróżnienie to otrzymał jego kolega z zespołu John Barnes), a Liverpool zdobył ligowy tytuł w starym, dobrym stylu. Być może zajęło mu to trochę czasu, jednak Beardsley dał się poznać jako kluczowy zawodnik Liverpoolu, dla którego kibice chętnie płacili za bilet, a koledzy z zespołu uwielbiali z nim grać. Tylko w jednym sezonie w czerwonej koszulce drobny Anglik z okolic Tyneside zrobił znacznie więcej niż tylko usprawiedliwił wysokość kwoty swojego transferu. Tyle, żeby rozwiać wcześniejsze wątpliwości.

Cały ten długi wstęp krąży wokół trzech świeżo upieczonych transferów Dalglisha. Tak jak ich kolega z północy, ani Andy Carroll, ani Jordan Henderson, ani Stewart Downing nie zadomowili się jeszcze na Anfield. Prawdopodobnie tak samo jak Beardsley przed laty, ta trójka dzisiaj zastanawia się, kiedy nadejdą dla nich dobre dni i czy będą w stanie znaleźć sobie miejsce w jednym z największych klubów świata.

Dołączając do klubu o jedno okno transferowe wcześniej od Hendersona i Downinga, Carroll miał więcej czasu, żeby się tu zadomowić. Przyjmując jednak, że kontuzja, z którą przybył bardzo ograniczyła jego zaangażowanie w końcowych miesiącach poprzedniego sezonu, obecna kampania jest tą, w której jego wpływ na grę będzie można sprawiedliwie ocenić. Pomimo tego, że ciężko znaleźć kogokolwiek, kto przyznałby, że krótki epizod Carolla w czerwonej koszulce jest oszałamiającym sukcesem, nadal jest jeszcze za wcześnie, żeby spisać go na straty.

W tym sezonie oglądaliśmy dopiero trzy miesiące futbolu, a proces budowy nowej drużyny nadal jest na wczesnym etapie. Krytycy Carrolla, Downinga i Hendersona mogą z uzasadnieniem wskazać na Luisa Suareza, zawodnika, który przed swoim przyjazdem na Anfield nie grał nigdy wcześniej w Anglii, który z marszu przystosował się po transferze z Ajaksu. Taka sama presja ciążyła na Beardsleyu w 1987 roku, kiedy John Barnes, który kosztował połowę tego co on, natychmiast zdobył serca fanów Liverpoolu najznakomitszą grą na skrzydle, jaką kiedykolwiek widziano na Anfield czy gdzie indziej.

Beardsley dla odmiany, miał widoczne problemy. W przeciwieństwie jednak do Hendersona, Carrolla i Downinga miał ten przywilej, że był on częścią drużyny, która była jedną z najwspanialszych w Europie, bez względu na to czy w niej grał, czy nie.

To jest nowy Liverpool, który kształtuje się w jednym z najtrudniejszych i niepokojących okresów w historii klubu, który desperacko próbuje powrócić do dawnej chwały. To nie jest zespół, który zajmuje miejsce pośród piłkarskiej elity Anglii, tak jak jego odpowiednik w 1987 roku. To zespół, który usiłuje tam wrócić i z dużym prawdopodobieństwem obecna kampania nie będzie kampanią chwały, ale raczej kampanią transformacji.

Pilnym zadaniem Dalglisha jest poprawa gry Liverpoolu na tyle wystarczająca, by ponownie uczynić go konkurencyjnym w kontekście kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Jego szanse na spełnienie tego wymogu będą tym większe, im wcześniej Carroll, Henderson i Downing zaczną regularnie wywiązywać się z powierzonych im zadań, widząc jednak na własne oczy jak trudny był proces przystosowania się Petera Beardsleya, zdaje on sobie sprawę tak samo jak inni, że niektóre transfery wypełniają się trochę później niż inne.

Tony Barrett

Autor: Mersey Dodano: 29.12.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON