Liverpool odzyskuje moc

W grudniu poczucie klęski było wyraźnie zauważalne wokół Anfield. Wydawało się, że sezon popadł w nieodwracalną ruinę. Rozmawiano nie o trofeach, lecz o błędnych decyzjach. Nikt nie uchronił się przed krytyką: Brendan Rodgers utracił swoją magiczną moc, a także Luisa Suáreza. Komitet transferowy wydał pieniądze równie źle co Tottenham Hotspur, który roztrwonił pokaźną sumę latem 2013 roku. Właściciele klubu, Fenway Sports Group (FSG), stracili zainteresowanie.

Współczesny futbol jest podatny na histerię, a sympatycy Liverpoolu są w ścisłej czołówce, jeśli chodzi o pochopne reakcje. Jednak wyglądało to tak, jakby faktycznie zapanował kryzys. Odpadnięcie z Ligi Mistrzów już na etapie fazy grupowej, która była do przejścia, samo w sobie było złe. Potem, w połowie grudnia, podopieczni Rodgersa przegrali na Old Trafford z Manchesterem United 3:0.

Dwa miesiące później nastroje wokół klubu są diametralnie inne. Menedżer poprawił swoją reputację jako taktyk, ustawiając w obronie trzech środkowych obrońców u podstawy płynnego systemu, który pozwala uwolnić szybkość w zespole. Niewypały transferowe zaczynają przynosić wymierne efekty. W Merseyside można zauważyć obecność właścicieli klubu, którzy nadzorują prace nad rozbudową Main Stand, jednej z trybun Anfield, a także kontrolują negocjacje związane z przedłużeniem kontraktu Raheema Sterlinga.

Końcówka roku była jednak napiętym okresem dla Liverpoolu. Daniel Sturridge wypadł z gry na długi czas, przez co siła w ataku osłabła. Rodgers wspomniał, że chodzi o naciągnięty mięsień „pierwszej kategorii”, jednak problem był znacznie poważniejszy. Potrzebna była podróż do Bostonu, by zrozumieć, co dzieje się ze zdrowiem napastnika.

Były także inne zmartwienia. Relacje między komitetem transferowym a menedżerem znalazły się pod lupą. Wyglądało, jakby Rodgers nie chciał wystawiać do gry niektórych letnich nabytków. Łatwo było wytłumaczyć, dlaczego Emre Can i Lazar Marković grają rzadko. Obaj są młodzi – pierwszy z nich ma 21 lat, a drugi 20 – i potrzebowali czasu na aklimatyzację. Jednakże trudniej było pojąć, dlaczego Dejan Lovren tak bardzo się pogubił albo dlaczego Adam Lallana nie wzniósł się na oczekiwany poziom, kiedy był zdrowy.

Simon Mignolet od początku stanowił problem, jednak Brad Jones nie był odpowiedzią na bolączki. Po drugiej stronie Atlantyku dziwiono się także, że trener nie chce stawiać na Mamadou Sakho, który został zakupiony za 18 mln funtów dwa lata temu. Kierownictwo chciało też, by lepiej wykorzystywać talent Philippe Coutinho.

Umiejętność Rodgersa do wyciągania z piłkarzy tego, co najlepsze – nawet w przypadku, gdy początkowo kogoś nie chciał – nigdy nie budziła wątpliwości. Podobnie jak jego talent do ulepszania zawodników będących w jego dyspozycji. Jednak mimo to panowało wyraźne uczucie, że skład nie prezentuje gry na takim poziomie, na jakim oczekiwano.

Nie należy lekceważyć zaufania FSG w zdolność Liverpoolu do wynajdywania talentów. Niezależnie od wszystkich szyderstw pod adresem komitetu, na szczeblu kierowniczym istnieje silne przekonanie, że polityka transferowa działa prawidłowo. Namawiano Rodgersa na włączenie nowych zawodników do pierwszego zespołu i jak do tej pory wykonał on powierzone zadanie w sposób zdecydowany i skuteczny. Wciąż jest za wcześnie, aby dokonać prawdziwych ocen składu, jednak ciągle zwyżkująca od pojedynku z United forma umocniła przeświadczenie, że sytuacja zmierza w dobrym kierunku.

Jedną z cech, którą FSG najbardziej lubi u Rodgersa jest jego odwaga w stawianiu na młodych zawodników. Fakt, że w zespole grają Sterling i Jordon Ibe tylko to potwierdza. Amerykańscy włodarze chcą, by Liverpool był atrakcyjnym miejscem dla utalentowanej młodzieży. Pragną wysłać wiadomość całej Europie, że młodzi piłkarze będą mogli rozwijać swoje umiejętności na Anfield. To tylko dowodzi, że FSG wyznaje zasadę kupowania graczy do lat 25, którzy mają potencjał zaistnienia i zyskania na wartości.

W przygnębiających dniach u schyłku ubiegłego roku, odniesiono się do kwestii kierunku, w jakim podąża klub. Rola każdego pracownika została poddana uważnym oględzinom. Nadal istnieją obszary do poprawy. Lovren musi odnaleźć swoją formę i określoną rolę. Rodgers musi uwypuklić zalety Maria Balotellego, a nie eksponować jego negatywne cechy. Przede wszystkim jednak Liverpool to klub, w którym najwyraźniej każdy podąża w tym samym kierunku. Jeśli tak będzie dalej, to the Reds mogą równie dobrze zająć miejsce w pierwszej czwórce – co wydawało się mało prawdopodobne – a nawet może sięgnąć po puchar. W grudniu to było nie do pomyślenia.

Tony Evans

Autor: Tony Evans Dodano: 24.02.2015

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON