Historia Jordona Ibe'a

Jordon Ibe jest jednym z największych odkryć obecnego sezonu w drużynie Liverpoolu. Fani the Reds z pewnością nie mogą się już doczekać, gdy młody skrzydłowy powróci na boisko po wyleczeniu urazu. Dziennikarz Liverpool Echo, Neil Jones, postanowił przyjrzeć się bliżej kulisom kariery Ibe’a, wysłuchując opowieści ludzi, którzy młodą gwiazdę the Reds znają najlepiej.

Początki i pierwsze rozczarowanie, czyli jak Charlton wypuścił Ibe’a

Według oficjalnej strony Charlton Athletic, od otwarcia akademii w 1998 roku co najmniej 22 piłkarzy „spełniło swe marzenie”, jakim było przebicie się do pierwszego składu the Addicks.

Lista jest pełna nazwisk zawodników o uznanej marce. Tacy gracze jak Jonjo Shelvey, Carl Jenkinson, Rob Eliot oraz Jonathan Fortune są dowodami dobrej pracy, jaką wkłada się w rozwój młodych piłkarzy na The Valley.

Nie doszukamy się tam jednak wzmianki o tym, że kolejnym, który mógłby dumnie zająć miejsce na tej liście, jest Jordon Ibe. W Charltonie trenował przez cztery lata. Został zauważony, gdy reprezentował szkoły podstawowe z Bermondsey i Rotherhithe, a także lokalną drużynę, Welling Wanderers FC.



Jednakże gdy miał 12 lat, Charlton postanowił zrezygnować z jego usług. Za niski? Za słaby? Cokolwiek wówczas w Charltonie myśleli, na pewno tego żałują. – Byłem załamany. Wydawało mi się, że to dla mnie koniec z piłką – mówił później Ibe.

Jak bardzo się mylił…

Urodził się niedaleko London Bridge, a wychował w Bermondsey w południowo-wschodnim Londynie. Od małego miał wielką smykałkę do gry w piłkę. Bez względu na pogodę wychodził przed dom i szlifował swoje umiejętności. Ma młodsze rodzeństwo – brata i siostrę, którzy razem z matką i ojczymem dotrzymują mu towarzystwa w Liverpoolu.

Charlett, matka piłkarza, wspomina, jak sąsiedzi przez cały czas zerkali przez balkon na małego Jordona, który uparcie i bez przerwy kopał piłkę. Często też biegł do pobliskiego parku, Tabard Gardens, by sprawdzić się na tle starszych dzieci.

Z początku kibicował Chelsea, ale niedawno zdradził, w jakich okolicznościach zmienił swe sympatie. Gdy miał dziewięć lat dostał pozwolenie, by siedzieć do późna i obejrzeć w całości finał Ligi Mistrzów pomiędzy Liverpoolem i AC Milan w 2005 roku. Dziesięć lat później sam będzie zakładał słynny czerwony trykot na stadionie Atatürka.

Charlton z kolei może tylko pomarzyć o posiadaniu w składzie piłkarza takiego kalibru.

Jak Ibe zawędrował do Wycombe Wanderers (z ang. to wander – wędrować – przyp. red.)

Po odejściu z Charltonu Ibe napotkał na swojej drodze Michaela Carnagie’a, szefa od rekrutacji młodych piłkarzy do Wycombe. Carnegie, rodowity londyńczyk, był w tym czasie mocno zaangażowany w pracę z piłkarskimi szkółkami i od dawna wiedział o talencie Ibe’a, który znalazł się w zespole najlepszych młodych piłkarzy z południowego Londynu. Kilku z nich podpisało później profesjonalne kontrakty, jednak najlepszy ze wszystkich był oczywiście Ibe.

Carnegie zorganizował ich mecz z młodzieżową drużyną Wycombe. Zgodnie z przewidywaniami Ibe i spółka bez problemu rozprawili się z rywalami. Po tym meczu kilku chłopców, w tym Jordon, otrzymało formularz do pokazania rodzicom. Było to zaproszenie do akademii Wycombe.

Pojawił się jednak problem natury logistycznej. Podróż z Bermonsdsey do Wycombe zajmuje około półtorej godziny. Zgodnie z zasadami obowiązującymi wówczas w młodzieżowym futbolu w Anglii dojazd do akademii powinien zajmować maksymalnie 90 minut. Ibe ze względu na lokalizację swego domu z trudem, ale spełniał te warunki i jak zapewniła rodzina piłkarza, było to wykonalne. Wspierany przez najbliższych Ibe wstąpił więc do akademii, gdzie nastąpił jego szybki rozwój.

– Od zawsze górował nad rówieśnikami warunkami fizycznymi – opowiada Richard Dobson, trener młodzieży w Wycombe.

– Z łatwością mijał chłopców w swoim wieku. Dysponował dużym przyspieszeniem, szybkością i siłą. Z powodzeniem używał obydwu nóg.

– Postanowiliśmy włączyć go do starszych roczników. Tak więc w wieku 13 lat grał w kategorii U-16, a jako 14-latek rywalizował z osiemnastolatkami. Tego typu wyzwanie – sprawdzanie się na tle starszych, dojrzalszych piłkarzy – było mu potrzebne. Gdy miał 13–14 lat opowiedziałem o nim skautom z reprezentacji Anglii.

– Przyjechali, obejrzeli go w akcji, ale nie byli przekonani. My jednak wiedzieliśmy, że mamy w swoich szeregach kogoś wyjątkowego.

Niestety, w 2012 roku Wycombe zostało pierwszym profesjonalnym klubem w Anglii, który zmuszony został zamknąć swoją akademię. Powodem były problemy finansowe i „rosnące wymagania”, jakie narzucał kontrowersyjny Elite Player Performance Plan (nowy system szkolenia młodzieży).

Przed jego wprowadzeniem Wycombe zdążyło jednak wychować wielu dobrych zawodników, w czym duża zasługa Carnegie’a. Oprócz Ibe’a byli to choćby Matt Phillips (obecnie QPR), Kadeem Harris (Cardiff), Charles Dunne (Blackpool) oraz Kortney Hause (Wolves). Wszyscy, poza Phillipsem, to chłopcy z Londynu.

Dzięki opiece i uwadze, jaką zapewniali Dobson ze sztabem, Ibe spędził w klubie kilka udanych i miłych lat. Zostawił tam swego rodzaju rodzinę. Regularnie tam wraca, by pogadać z Dobsonem, obecnie asystentem menedżera.

O tym, jak przykuł uwagę wielkich klubów

14-letni Ibe szybko się rozwijał, co nie uszło uwadze większym piłkarskim markom. Dobson pamięta, jak po jednym z meczów w Berkshire musiał wręcz osłaniać Ibe’a przed regularnie przychodzącymi na mecze grupkami skautów i agentów. Rodzice pozostawali niewzruszeni coraz częstszymi telefonami z klubów Premier League. Zaczęły rozchodzić się wieści o ponadprzeciętnie utalentowanym chłopaku z małego Wycombe.

Pod koniec przygody w kategorii U-14, Ibe’owi pozwolono przemyśleć wszystkie możliwe rozwiązania. Jednocześnie, jak zapewnia jego matka, przeprowadzka w tamtym czasie nie wchodziła w grę. Pojechał na tydzień do Liverpoolu, gdzie poznał członków sztabu i obejrzał zarówno Melwood, jak i Akademię w Kirkby. Podobne wycieczki odbył do Manchesteru City i Tottenhamu.

Można pomyśleć, że wykonywał wielkie ruchy jak na nastolatka. Ci, którzy go znają, zapewniają jednak, że Ibe nigdy nie był szczególnie poruszony zainteresowaniem, jakie wykazywali nim inni. Najzwyczajniej w świecie wrócił do Wycombe i oddał się temu, co kochał robić najbardziej – grze w piłkę z przyjaciółmi.

– Bardzo podziwiam jego matkę – przyznaje Dobson. – Znalazła się pod olbrzymią presją, gdy musiała podjąć decyzję o podpisaniu przez jej syna kontraktu z jednym z klubów Premier League.

– Zrobiła jednak to, co było dla niego najlepsze. Chciała, żeby do 16. roku życia kontynuował naukę, co też się stało. Chyba podobało jej się, jak traktowaliśmy go w Wycombe. Gdy miał 14 lat, razem z Garym Waddockiem i Steve’em Hayesem, właścicielem Wycombe, odwiedziliśmy ich w domu. Steve zapewnił, że gdyby do klubu wpłynęła odpowiednia dla Jordona oferta, nie robilibyśmy mu żadnych przeszkód, ponieważ zależało nam na zabezpieczeniu jego przyszłości.

– Umówiliśmy go na wizyty w cztery oczy z psychologiem, by przygotował się na możliwości, jakie się przed nim otworzą zarówno w życiu, jak i karierze. Nie chcieliśmy, by poczuł się w jakikolwiek sposób onieśmielony, musiał umieć poradzić sobie z rozgłosem. I chyba nam się udało.

– Jordon jest uprzejmy, dobrze wychowany i skromny. Zawdzięcza to swojej mamie. Po zakończeniu kariery to właśnie jej powinien za wszystko podziękować.

Marzenia o pierwszej drużynie

Gwiazda Ibe’a rozbłyskała coraz jaśniej. A jako że Wycombe nie prowadziło zespołu do lat 16., musiał odnaleźć się wśród starszych zawodników.



– Trenował z nami nawet w wakacje – opowiada Gary Waddock, wówczas szkoleniowiec pierwszego zespołu. – Musieliśmy od niego wymagać. I uwierzcie mi, za każdym razem starsi piłkarze rozglądali się dookoła, pytając: „Kim jest ten dzieciak?!”. Był wyjątkowy.

W lecie 2011 roku Ibe’a włączono już na stałe do pierwszego zespołu. Wystąpił w przedsezonowym meczu przeciwko Chelsea, w której grali tacy zawodnicy jak Fernando Torres, John Terry, Ashley Cole czy też późniejszy kolega z Liverpoolu, Daniel Sturridge.

9 sierpnia zadebiutował na profesjonalnym szczeblu, wybiegając na ostatnie 16 minut spotkania pierwszej rundy Pucharu Ligi przeciwko Colchester United. Mecz zakończył się zwycięstwem Wycombe po rzutach karnych. W spotkaniu kolejnej rundy, tym razem z Nottingham Forest, Ibe dostał 22 minuty, by popisać się swoimi umiejętnościami. I udało mu się, a Chris Gunter, boczny obrońca Forest i reprezentant Walii, przeżywał tego dnia trudne chwile.

– Niczego się nie bał – mówi Waddock. – Grał tak samo w kategoriach U-14, U-18 i w końcu w pierwszej drużynie. Biegł wprost na obrońców, starając się ich minąć. Zwykle mu się udawało.

Dobson dodaje: – Gdy grał w pierwszym zespole, byliśmy wobec niego bardzo ostrożni. Na przykład dbaliśmy o to, aby po meczach wychodził innymi wyjściami, byle tylko nie dopadli go dziennikarze. Chcieliśmy, żeby skupił się wyłącznie na piłce.

Ibe jeszcze cztery razy wchodził z ławki rezerwowych, zanim w końcu doczekał się meczu, o którym już z czystym sumieniem można mówić jako o jego debiucie w profesjonalnym futbolu.

Skaut, który zarekomendował Ibe’a Damienowi Comollemu

31 minut. Właśnie tyle wystarczyło, by Mel Johnson przekonał się, jak wyjątkowym piłkarzem jest Ibe. Był 29 października 2011 roku, a Wycombe mierzyło się u siebie z Sheffield Wednesday. Obiektowi daleko było od splendoru, jakim może pochwalić się Premier League, czy też zawsze zapełnione po brzegi Anfield. Czasem jednak talenty ujawniają się w najbardziej nietypowych miejscach.

Johnson, który wówczas pracował dla Liverpoolu jako poszukiwacz talentów z południowej Anglii, pierwotnie został wysłany na inny mecz. Plany zmieniła jednak wiadomość od menedżera Wycombe, Gary’ego Waddocka.

– Gary to mój przyjaciel. Cały czas byłem dzięki niemu na bieżąco z tym, jak sobie radził Jordon. Mówił mi o jego treningach, jak się integruje ze starszymi zawodnikami.

– Wszyscy oczywiście słyszeli o jego talencie. Na każdym meczu obecni byli skauci. Kiedy tylko dowiedziałem się, że Ibe zacznie spotkanie z Sheffield od pierwszej minuty, zrobiłem wszystko, by ten mecz obejrzeć.

Johnson z zachwytem patrzył, jak liczący 15 lat i 325 dni Ibe swój pierwszy profesjonalny występ wieńczy piękną bramką. Chwilę później razem z pozostałymi widzami kręcił z niedowierzaniem głową, gdy nastolatek otrzymywał żółtą kartkę za opuszczenie murawy i podbiegnięcie do mamy, z którą chciał wspólnie świętować trafienie. Cóż, drobiazgowość arbitrów nie zna granic.



– Był fenomenalny. W przerwie wysłałem wiadomość do Damiena Comollego (ówczesny dyrektor sportowy Liverpoolu): „Musisz sprowadzić tego chłopaka”.

W poniedziałek Comolli na konferencji potwierdził, że zaczęły się działania mające na celu zakontraktowanie Ibe’a.

Johnson udał się także na kolejne spotkania, tym razem przeciwko Notts County, na którym mógł podziwiać wspaniały, 17-minutowy występ nastolatka. Tydzień później w meczu z Fleetwood Mac przyglądało mu się również dwóch innych obserwatorów z Liverpoolu, w tym dyrektor Akademii, Frank McParland. Ich reakcja była taka sama – „jesteśmy na tak".

– Każdy skaut czeka na taką chwilę. Pracując dla klubu pokroju Liverpoolu nieraz chodzi się na mecze tylko po to, by wykreślić z listy kolejnych piłkarzy. Gdy jednak trafiasz na takiego zawodnika jak Jordon, wracasz po prostu oczarowany. To nie zdarza się zbyt często.

– Ze wszystkich raportów i opinii Gary’ego Waddocka oraz Johna Griffina (szef skautów w Wycombe) wynikało, że to dobry chłopak z odpowiednim nastawieniem, a to było kluczowe. Rekomendując jakiegoś zawodnika, trzeba posiadać na jego temat jak najwięcej informacji.

– Poszedłem na mecz juniorskiego pucharu przeciwko Crawley Town, ale Jordon akurat nie grał. Postanowiłem jednak obserwować, jak zachowuje się na trybunach wśród kolegów. Grał wtedy już w pierwszym zespole, ale nie było w nim nic, co by zdradzało, że uwierzył w swój sukces. Był cichy, z szacunkiem odnosił się do pozostałych.

Ibe pamięta, gdy po meczu z Sheffield w poniedziałek stawił się w szkole. Na lekcji fizyki wszyscy zaczęli oglądać The Football League Show, program pokazujący skróty ze spotkań Football League. Jeśli do tej pory Ibe nie wiedział, że jego życie wkrótce diametralnie się zmieni, wówczas dotkliwie się o tym przekonał.

Pół roku później pomógł szkole wygrać Inner London Cup w kategorii U-15. Sześć tygodni po strzeleniu bramki Sheffield podpisywał już kontrakt z Liverpoolem.

Dołączenie do Liverpoolu

The Reds szybko i zdecydowanie przystąpili do załatwienia sprawy kontraktu Ibe’a, co stało się ostatecznie miesiąc po 16. urodzinach Anglika. Zainteresowanie wykazywały nim również Tottenham, Manchester City i Chelsea, otrzymał ofertę z Fulham. Jednak dzięki pracy Franka McParlanda i Mela Johnsona to the Reds startowali z mocniejszej pozycji. Wycombe, zgodnie z obietnicą, nie stawiało żadnych przeszkód.

– W momencie, gdy zgłosił się Liverpool, powiedziałem Jordonowi: „To jest ten klub” – mówi Dobson. – Liverpool jest ogromnym klubem ze wspaniałą historią. Coś w sam raz dla niego.

Pierwsze pół roku kariery jako zawodnik the Reds spędził jednak w Londynie, gdzie musiał zdać wszystkie egzaminy w szkole. Do Merseyside jeździł w weekendy, by grać dla prowadzonego przez Mike’a Marsha zespołu U-18. W lecie 2012 roku razem z rodziną na stałe przeprowadził się do nowego miasta.

Niebawem udał się z dorosłym zespołem na przedsezonowe tournée po Ameryce Północnej i wystąpił w pierwszym meczu Brendana Rodgersa jako menedżera Liverpoolu. Ponad 33 000 zgromadzonych na stadionie kibiców oglądało, jak miejscowe Toronto FC remisuje z the Reds 1:1.

W tamtym sezonie Ibe przykuł uwagę zwłaszcza występami w Młodzieżowym Pucharze Anglii. Zdobył dwa pamiętne gole w meczu piątej rundy przeciwko Leeds, a także pojawił się w dwóch półfinałowych starciach przeciwko ostatecznie zwycięskiej Chelsea. W marcu 2013 roku po raz pierwszy został powołany do pierwszego zespołu, z którym udał się na wyjazdowy mecz do Southampton.

17-latek z wysokości ławki rezerwowych oglądał porażkę Liverpoolu 1:3. Jednak już dwa miesiące później otrzymał prawdziwą szansę, występując od początku w ostatnim spotkaniu sezonu, kiedy to the Reds mierzyli się na Anfield z QPR.



Ci, którzy go znają twierdzą, że był to jeden z nielicznych momentów, w których widzieli go podenerwowanego. Był to ostatni mecz Jamiego Carraghera w czerwonej koszulce. W pamięci kibiców zapadła chwila, w której Carra żywiołowo namawiał José Enrique, by ten podał do Ibe'a i pozwolił mu biec przed siebie. Tam czekał na niego już młody obrońca Rangersów, Michael Harriman. Ibe pobiegł. Jeden raz i kolejny…

To po podaniu Ibe’a Philippe Coutinho zdobył jedynego gola meczu. W drugiej połowie nastolatek sam był bliski wpisania się na listę strzelców, ale posłał piłkę na Kop End.

– On ma wielki potencjał – chwalił go po meczu Rodgers. Liverpool Echo określiło jego występ „bardzo obiecującym”.

Epizod w Birmingham

Sezon 2013/2014 Ibe rozpoczął od strzelenia swojej pierwszej bramki dla the Reds w wygranym 4:0 towarzyskim meczu z Preston North End. Ponownie też znalazł się na pokładzie samolotu, który wiózł piłkarzy na tournée, tym razem po Azji i Australii.

W meczu o stawkę wystąpił pod koniec sierpnia, gdy Liverpool wygrał w Pucharze Ligi z Notts County. Kolejna szansa nadeszła dopiero w lutym, kiedy to zaliczył 14 minut w spotkaniu z Arsenalem.

Dwa tygodnie po tym spotkaniu Rodgers, świadom konieczności zapewnienia młodemu zawodnikowi regularnej gry w pierwszym zespole, zgodził się wypożyczyć go do występującego w Championship Birmingham. 24 godziny później meczem z Blackpool Ibe debiutował już w nowych barwach.

Pierwszego gola zdobył w wygranym 3:2 wyjazdowym spotkaniu z Millwall. Birmingham zmagało się wówczas z wieloma problemami i raczej nie było dla 18-latka najlepszym miejscem do spokojnego rozwoju.

Ibe zdołał jednak wystąpić w 13 meczach i przyczynił się do utrzymania zespołu w lidze. Doszło do tego w dramatycznych okolicznościach, podczas ostatniego meczu sezonu, kiedy to Birmingham grało na wyjeździe z Boltonem. Być może nie o takich doświadczeniach marzył Ibe, jednak z pewnością dostał bezcenną lekcję na temat presji i wymagań stawianych w pierwszej drużynie.

Mimo tego zdążył jeszcze wrócić do Liverpoolu i zabłysnąć w dość nietypowym zakończeniu sezonu, jakim był towarzyski mecz w Dublinie przeciwko Shamrock Rovers.

Od Derby County po debiut w derbach

Po kolejnym tournée z Liverpoolem, podczas którego porządnie się nagrał, pewną niespodzianką była decyzja o ponownym wypożyczeniu do klubu z Championship. W sierpniu udał się na roczny pobyt do Derby County.

Pod okiem Steve’a McClarena, uznanego fachowca w prowadzeniu młodych piłkarzy, Ibe szybko przystosował się do życia na iPro Stadium. Wystąpił w 24 meczach, zdobył pięć bramek i zachwycał. Z nieopierzonego, utalentowanego chłopaka przeobraził się w wszechstronnego gracza zespołowego.

– Na początku w zasadzie trenował indywidualnie – mówił w grudniu McClaren. – Uczy się, jak pracować dla dobra drużyny. Musi umieć grać zespołowo i wykorzystywać tę umiejętność w praktyce.



– Rozwinął się i poprawił pod względem wszechstronności. Jest lepszy w defensywie, więcej pracuje na boisku, pozostaje skoncentrowany. Najważniejsze jest jednak, że staje się piłkarzem zespołowym.

Postępy Ibe’a nie pozostały w Liverpoolu niezauważone. Klubowi skauci regularnie chodzili na mecze Derby i sporządzali raporty, odnotowując jego progres.

Kiedy w styczniu Rodgersowi nie udało się sprowadzić z Lille Divocka Origiego, zdecydował się spróbować z Ibe’em i przywołać go wcześniej z wypożyczenia.

Ostatni mecz w Derby przypadł na 10 stycznia, kiedy to odnieśli niezwykle ważne wyjazdowe zwycięstwo nad Ipswich. Kilka dni później Ibe wchodził już z ławki rezerwowych Liverpoolu, który mierzył się na wyjeździe z Aston Villą. Po trzech tygodniach jako cofnięty prawy skrzydłowy Jordon grał już od pierwszej minuty w derbach Merseyside.

– Tak naprawdę zaskoczyła mnie tylko jedna rzecz – opowiada Waddock, który to umożliwił 15-letniemu Ibe’owi debiut w profesjonalnym futbolu. – Nie miałem żadnych wątpliwości co do tego, że poradzi sobie w tak wielkim meczu. Ale cofnięty prawy skrzydłowy? To tylko dowodzi, jak bardzo rozwinął się jako piłkarz.

Ibe, w typowy dla siebie sposób, znakomicie wykorzystał szansę. Był o włos od upamiętnienia swojego pierwszego meczu derbowego iście spektakularnym trafieniem.

– To dla niego doskonały punkt wyjścia – mówił potem Rodgers. – Nigdzie indziej nie doświadczy podobnej presji jak w tak pełnym intensywnej gry meczu na Goodison. Zagrał wspaniale, pokazał ogromną pewność siebie i charakter.

Równie udanie zaprezentował się trzy dni później w meczu z Tottenhamem na Anfield. Dojrzałość i inteligencję w grze demonstrował również w kolejnych meczach – dwukrotnie z Beşiktaşem oraz z Southampton. Pechowo w tak dobrym dla siebie okresie rozpędzonego nastolatka zatrzymała kontuzja kolana.

Bez dwóch zdań Jordon Ibe jest wschodzącą gwiazdą. Tylko jakaś katastrofa mogłaby powstrzymać rozkwit jego talentu.

Neil Jones

Autor: Głodzilla Dodano: 17.03.2015

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON