Klub bez ochrony jest przeciętny

Od czasu przejęcia klubu w październiku 2010 roku Fenway Sports Group (FSG) nie doświadczyło tak przytłaczających 72 godzin. W sobotę kibice na Anfield zareagowali drwiną na sugestię, że Liverpool zmierza we właściwym kierunku. Następnie w poniedziałek klub dostał podwójny cios, gdyż Michel Platini potwierdził, że reguły finansowego fair play, które skłoniły FSG do zakupu Liverpoolu, zostaną złagodzone, zaś obóz Raheema Sterlinga dał do zrozumienia, że piłkarz chce odejść.

Liverpool jest teraz narażony na niebezpieczeństwo. Klub stał się przeciętny i każdy to wie. Rzeczywistość jest taka, że drużyny znajdujące się na czołowych miejscach wiedziały to już od pewnego czasu, dlatego wyżej postawieni w hierarchii pracownicy Manchesteru City i Chelsea regularnie odwiedzali Anfied w tym sezonie, mając świadomość, że najlepsi piłkarze Liverpoolu są do wyciągnięcia w sposób, w jaki nie było to możliwe przez ostatnie pół wieku.

Mając na uwadze wszystkie słowa krytyki – niektóre słuszne, niektóre nie – które z pewnością posypią się na Sterlinga i jego agenta po wczorajszych wydarzeniach, rzeczywistość jest taka, że to słabość Liverpoolu pozwala na to, by piłkarze i ich przedstawiciele postępowali w taki sposób. Jednym z pierwszych i najważniejszych zadań klubu jest stworzenie środowiska, z którym piłkarze nie będą chcieli się rozstawać. Byłoby absurdalnym twierdzenie, że taka sytuacja ma miejsce na Anfield.

Biorąc pod uwagę, że Liverpool nie bierze udziału w rozgrywkach Ligi Mistrzów, zdobył tylko jedno trofeum (Puchar Ligi Angielskiej) w ciągu ostatnich dziewięciu sezonów, zaledwie trzy razy walczył o mistrzostwo od 1991 roku, prowadzi politykę transferową, która skupia się na przyszłości zamiast na teraźniejszości i nie potrafi rywalizować o najlepszych piłkarzy, the Reds nie wypełniają swoich podstawowych misji, jeśli chodzi o sposób, w jaki wielki klub powinien działać.

Dotychczas najmocniejszym argumentem, który Liverpool był w stanie wysunąć, próbując przekonać Sterlinga do zostania w klubie było to, że Anfield jest najlepszym miejscem do dalszego rozwoju na tym etapie jego kariery piłkarskiej. Zachętą nie było to, że jeśli zostanie w Liverpoolu, to może spełnić swoje ambicje, że sukces może czekać tuż za rogiem, albo że dostanie tyle pieniędzy, ile chcą mu dać inni. Wspomniany argument wywodzi się z wewnętrznej słabości i braku przekonania.

Można również spierać się o to, że ten argument nie jest wolny od wad, biorąc pod uwagę, że Sterling, kreatywny zawodnik, spędził ostatnie 12 miesięcy grając w drużynie bez napastnika. Regularne występy w pierwszym zespole to rzecz chwalebna, ale jeśli mowa o źle działającej drużynie, która uniemożliwia zademonstrowanie najlepszych cech, to trudno nazwać to rozwojem.

Rzeczywistość jest taka, że bolączki Liverpoolu – brak miejsca w pierwszej czwórce, kłopot z zatrzymaniem najlepszych zawodników, brak wiary wśród kibiców w kierunek, w jakim podąża klub i presja, jaka powstaje na kierownictwie – sprowadzają się do jednej rzeczy: wadliwej polityki transferowej, która powoduje niezliczone szkody. Skupianie się na potencjale zamiast na sprawdzonym talencie podważa wszystko, co Liverpool teoretycznie powinien reprezentować. Doszło do sytuacji, że jeden z najlepszych zawodników młodego pokolenia klubu nie jest przygotowany na oczekiwanie, żeby zobaczyć, czy młodsi koledzy zrobią krok do przodu.

Mając na uwadze wszystkie zarzuty, że Sterling obiera niewłaściwą ścieżkę, chcąc wymusić transfer (wiele z tych oskarżeń jest w pełni uzasadniona), Liverpool jest zdany na łaskę ambicji innych klubów, ponieważ albo nie jest skłonny albo nie może rywalizować z aspiracjami swoich konkurentów. Taka sytuacja może się tylko nasilić po tym, jak finansowe fair play ma być złagodzone. Jak przyznał niedawno John W. Henry, bez FFP będzie „bardzo trudno” włączyć się do rywalizacji. Przyjęty łańcuch pokarmowy tej dyscypliny sportu, uporządkowany według bogactwa właścicieli, pozostawia Liverpool bez ochrony. Konkurencyjne drużyny, chciwi agenci, a nawet właśni kibice wiedzą o tym aż nazbyt dobrze.

Model FSG zawodzi. To, czy powodem jest wadliwa konstrukcja czy słabe wykonanie powierzonych zadań, pozostaje kwestią sporną. Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że cały schemat działania w Liverpoolu potrzebuje pilnej weryfikacji. Do czasu, gdy błędy nie zostaną naprawione, Raheem Sterling nie będzie ostatnim zawodnikiem, który widzi jaśniejszą przyszłość w innym miejscu. Angielski skrzydłowy będzie jednym z wielu w coraz większej grupie piłkarzy, którzy postrzegają Liverpool Football Club jako przystanek, a nie miejsce docelowe.

Tony Barrett

Autor: Damian Dodano: 19.05.2015

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON