Czarny dzień nadal w pamięci

W środku szatni drużyny przyjezdnej niepocieszony Emre Can wzniósł ręce do góry; jego występ nie był wystarczająco dobry. W akcie miłosierdzia, ale również z absolutnej konieczności Brendan Rodgers wycofał Niemca z gry, rozpaczliwie próbując ratować nie tylko jego, lecz także swój zespół przed dalszym upokorzeniem. Inni złapali się rękami za głowę, zastanawiając się, czy plany zabrania Stevena Gerrarda na pożegnalny wyjazd do Dubaju po zakończeniu sezonu będą musiały zostać porzucone.

Oprócz wycofania Emre Cana, Rodgers podjął kolejną decyzję. Helikopter, który miał go zabrać do Londynu po ostatnim gwizdku, został odwołany. Chociaż jego syn Anton miał wystąpić w barwach Swindon Town w finałowym meczu fazy play off rozgrywek League One na Wembley, szkoleniowiec Liverpoolu wiedział, że nie może się tam pojawić. To nie był dzień, w którym jego asystent Colin Pascoe mógł przejąć obowiązki i stanąć przed dziennikarzami. Sprawy przybrały zbyt niekorzystny obrót.

W sektorze kibiców gości mocno zszokowani sympatycy Liverpoolu spierali się miedzy sobą. Niektórzy wdali się między sobą w awanturę w holu pod południową trybuną, ponieważ złość aż kipiała. Do tego poziomu został sprowadzony Liverpool w trakcie przerwy ostatniego meczu sezonu 2014/15. Przegrywając 5:0 ze Stoke City i mając przed sobą kolejne 45 minut gry, fala uderzeniowa była odczuwalna w całym klubie.

Nastąpiło lato zmian, aczkolwiek terminarz meczów ponownie skieruje jutro Liverpool na miejsce kapitulacji, przy stosunku bramek 6:1. Pojedynek ze Stoke na Britannia Stadium od dawna należy do jednych z najbardziej wymagających, ale jutrzejsze spotkanie zyska jeszcze większe znaczenie – dostarczy pierwsze konkretne wskazówki, jak daleko posunął się Liverpool od momentu najbardziej upokarzającego, najbardziej szokującego wyniku we współczesnej historii klubu.

– Gdy opublikowano terminarz, pomyślałem, że nie mogliśmy lepiej trafić. Naprawdę nie mogę się doczekać – powiedział wczoraj Rodgers. Dr Steve Peters, klubowy psycholog, zachęcał Rodgersa, by „zamknąć drzwi” do ubiegłego sezonu i już do niego nie wracać, jednak szkoleniowiec the Reds – kierowany prawdopodobnie przez chęć oczyszczenia – cofnął się pamięcią do swojego „absolutnie najgorszego dnia”, biorąc za to „całkowitą odpowiedzialność”. Dodał przy tym, że Stoke zmierzy się jutro z „inną, lepszą” drużyną.

Pod względem personalnym jest to niewątpliwie prawdą. Z wyjściowej jedenastki, która zagrała ze Stoke 24 maja, zaledwie sześciu zawodników ma pojawić się w zespole Rodgersa. Zmiany była kolosalne w ciągu minionych 77 dni. Przemeblowanie w sztabie trenerskim wykonane na wniosek menedżera zostało uzupełnione o siedmiu nowych piłkarzy. Czterech z nich – Christian Benteke, Nathaniel Clyne, James Milner i Joe Gomez – ma zagrać jutro od pierwszych minut. Jak przyznaje Rodgers, wsparcie, które otrzymał od włodarzy Liverpoolu, Fenway Sports Group, nie może budzić wątpliwości – zwłaszcza po tak rozczarowującym sezonie, który skazał go na łaskę właścicieli.

– Klub dał mi niesamowite wsparcie w trakcie mojej kadencji. Nastąpiło wiele zmian zarówno na boisku, jak i poza nim – powiedział. – Nigdy nie można uważać, że stanowisko w klubie nie podlega weryfikacji. Z pewnością nie można spoczywać na laurach. Od pierwszego dnia właściciele obdarzyli mnie wielkim zaufaniem i przeważnie spotykałem się ze wspaniałą reakcją ze strony zawodników. Ostatecznie chcemy zamknąć ten rozczarowujący sezon.

– Przypuszczam, że to kwestia sposobu oceniania. W moim drugim sezonie w Liverpoolu prawie wygraliśmy mistrzostwo Anglii. Jeśli przyjmiemy taką metodę oceniania, to być może zasługuję na trochę więcej czasu. Jeśli dokonujemy klasyfikacji na podstawie budżetu, to Liverpool jest w pierwszej piątce. Zajęliśmy szóste miejsce, dlatego czujemy się rozczarowani, więc ocena może być inna – powiedział.

– Jednak właściciele obdarzyli mnie wielkim zaufaniem od początku mojej kadencji. Wierzę w swoje metody pracy. Z pewnością nie porzuciłem własnych przekonań, ale wynik ze Stoke uświadomił mi dobitnie, że musiałem ukierunkować się na nowo i zastanowić się, jak poprowadzić dalej klub.

Pogląd, że poprzednia wizyta Liverpoolu w Stoke była momentem przełomowym, który zapoczątkował rewolucję, może być wygodny, ale nie jest zgodny z prawdą.

Rzeczywistość jest taka, że zmiany były już w toku. Trener Mike Marsh był zaniepokojony, że jego umowa może nie zostać przedłużona. Jego obawa była uzasadniona. Tymczasem Milner, Benteke, Clyne i Danny Ings byli już po słowie z klubem w sprawie przeprowadzek.

Rodgers miał świadomość jak nikt inny o problemach, które wymagały rozwiązania. – Moim wyzwaniem jest zbudowanie drużyny, która będzie w stanie przebić się przez wzburzone wody – powiedział po porażce z Hull City w kwietniu.

To, co się stało w trakcie „surrealistycznego doświadczenia” w Stoke tylko potwierdziło posiadaną już przez Rodgersa wiedzę. – Tożsamość, którą budujemy i kształtujemy, mówię tutaj o organizacji, zaangażowaniu i walce – zapomnijmy na chwilę o jakości czy talencie, gdyż to jest niezwiązane – po prostu trzeba stanąć do walki i pokazać, że jest się lepszym od rywala. Trzeba zacząć od podstaw i je dobrze wykonać. Wszystkie te elementy futbolu zawiodły w meczu ze Stoke – powiedział.

Najbliższe wyzwanie, przed którym stoi Rodgers, zwłaszcza po tym, jak wydano 80 mln funtów na nowych zawodników, jest dwojakie: doprowadzić do poprawy, która jest niezbędna do spełnienia ambicji Liverpoolu zakwalifikowania się do Ligi Mistrzów oraz odzyskać zaufanie tych sympatyków, którzy uważają, że powinien zostać zastąpiony po zakończeniu ubiegłego sezonu.

Fakt, że owo wyzwanie zaczyna się w Stoke daje Rodgersowi i Liverpoolowi szansę odpędzić demony. Z drugiej jednak strony rośnie prawdopodobieństwo, że klub z Merseyside znowu może być przez nie nawiedzony. Zwyczajnie uległość na Britannia Stadium raz jeszcze nie wchodzi w grę.

Tony Barrett

Autor: Damian Dodano: 08.08.2015

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON