Nowe relacje z życia Maria

Na światło dzienne wyszły kolejne wybryki Maria Balotellego, które utwierdzają kibiców w przekonaniu, że klub słusznie postąpił zmuszając do odejścia włoskiego napastnika już w tym oknie transferowym.

Na drugim końcu szatni w Melwood coś przykuło uwagę Super Mario. Gdy Włoch zapytał kolegę co trzyma w ręku otrzymał odpowiedź, że to nowy iPhone 6. Świadkowie twierdzą, że Balotelli był bardzo rozdrażniony, ponieważ nie posiadał jeszcze najnowszego produktu Apple’a.

Chwilę później drużyna udała się na trening, jednak już w trakcie rozgrzewki napastnik zgłosił uraz ścięgna podkolanowego. Trenerzy odesłali go do sztabu medycznego w celu przebadania.

Zawodnicy Liverpoolu po półtoragodzinnej sesji treningowej wrócili do szatni i byli bardzo zaskoczeni tym co tam na nich czekało.

Był tam rozpromieniony Mario Balotelli z nowym iPhone’em 6 i kilkoma kolejnymi w opakowaniach obok niego. Jeden z jego sługusów został wysłany do sklepu po zakup gadżetów. Ból w ścięgnie podkolanowym cudownie minął.

To jedna z wielu anegdot obrazujących dlaczego Liverpool był tak bardzo zdeterminowany, żeby tego lata wyrzucić Włocha za drzwi.

Balotelli zajmie miejsce obok Aquillaniego i Carrolla na liście transferowych wpadek Liverpoolu

Dwanaście miesięcy po zakupie Maria Balotellego z AC Milan za 16 milionów funtów Liverpool wysyła go z powrotem do Serie A na roczne wypożyczenie. Mediolańczycy nie zapłacą żadnej kwoty za transakcję i w dodatku lwią część wartego 90 000 funtów tygodniowo kontraktu Włocha dalej będzie płacić FSG.

Wypożyczenie nie zakłada transferu definitywnego, ale i tak wątpliwe, że Balotelli założy jeszcze kiedykolwiek koszulkę Liverpoolu. Znalazł się na liście drogich zakupów the Reds, które nie spełniły pokładanych w nich nadziei wśród piłkarzy takich jak El-Hadji Diouf, Alberto Aquilani i Andy Carroll.

Cierpliwość Rodgersa wobec 25-letniego zawodnika wyczerpała się i odsunął go na początku lipca od reszty drużyny, zmuszając do treningów indywidualnych. Wszystkie zapewnienia Maria o poprawie swojego zachowania i spełnieniu potencjału okazały się puste.

Mniejsza część kibiców jest zdania, że Balotelli nie otrzymał prawdziwej szansy pokazania się. Podają, że rozegrał 28 meczów w zeszłym sezonie, zaczynając w pierwszej jedenastce tylko 14. Będą argumentować, że Mario miał być partnerem w ataku dla Sturridge’a, który większość sezonu leczył kontuzję i dlatego ich ulubieniec nie dał rady odpalić. Są oni zdania, że Włoch został kozłem ofiarnym prezentującego mizerną formę Liverpoolu.

Balotelli może winić tylko siebie samego za niepowodzenie w pierwszym sezonie na Anfield

Prawda jest jednak taka, że Mario Balotelli jest jedynym winnym swoich słabych występów. Nigdy nie zbliżył się do poziomu zarówno umiejętności jak i profesjonalizmu wymaganego od każdego pracownika klubu.

Nie tylko nie przykładał się do treningów, ale również zawsze jako pierwszy opuszczał Melwood. Gdy inni zostawali, żeby odbyć dodatkowy trening, poćwiczyć na siłowni, obejrzeć analizę meczową lub chociażby zjeść wspólny lunch, Balotelli wychodził przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Mimo to błędem byłoby stwierdzenie, że był mało popularny w kadrze. W trakcie stresu spowodowanego grą na wysokim poziomie Mario potrafił swoimi wybrykami sprawić, że na twarzach kolegów pojawiał się uśmiech. Był samozwańczym boiskowym błaznem.

Koledzy z drużyny nie mogli uwierzyć w to, co zobaczyli, gdy przyłapali go na paleniu w centrum Melwood. W trakcie ćwiczeń integracyjnych wyszło na jaw, że nie wiedział kim jest Joe Allen, chociaż dzielił z nim szatnię już kilka miesięcy.

Balotelli drażnił sztab trenerski

Brendan Rodgers był rozgniewany z powodu wielkości świty jaką zabrał ze sobą Mario na mecz z FC Basel w Lidze Mistrzów. Jego przyjaciele zatrzymali się w hotelu aż do rana.

Balotelli nie poprawił Rodgersowi humoru gdy w meczu ani razu nie dotknął piłki w polu karnym rywala, a następnie zignorował jego prośbę o oklaskiwanie fanów.

Liverpool miał położyć kres wszystkim transparentom, które pojawiły się w Melwood po transferze byłego napastnika Manchesteru City.

Po krótkim epizodzie w FA Cup, kiedy to Liverpool pokonał AFC Wimbledon, Mario Balotelli zwrócił na siebie uwagę trenera kondycyjnego Rylanda Morganacha, odmawiając wykonania rozgrzewki i udał się do tunelu.

Balotelli często prowadził do rozdrażnienia sztabu, ale były to wybryki, które można byłoby zapomnieć wobec dobrej gry na boisku, co u niego nigdy nie zaistniało.

Nigdy nie był w porządku na Anfield

Ktoś z poczuciem humoru z działu handlowego Liverpoolu użył zdjęcia Balotellego na okładce katalogu „Wiosna-Lato” prezentującego odzież klubową i podpisał je: „Stworzony dla Liverpoolu”.

Ale w żadnym punkcie podczas ostatnich 12 miesięcy to stwierdzenie nie brzmiało prawdziwie. Dzwony alarmowe biły już w sierpniu ubiegłego roku, gdy Super Mario dołączył do ekipy the Reds.

Ten transfer był aktem paniki ze strony klubu. Początkowo Brendan Rodgers nie chciał go w swojej drużynie, ale po niepowodzeniach związanych z transferami Alexisa Sáncheza i Wilfrieda Bony’ego boss musiał desperacko sprowadzić napastnika.

Ostatni dzień okienka transferowego zbliżał się nieuchronnie i Rodgers musiał wybierać pomiędzy Balotellim, a niedołężnym Samuelem Eto’o. Boss zdecydował się na Włocha zdając sobie sprawę z ryzyka się z tym wiążącego.

Finansowo wydawało się niemożliwe zakontraktowanie za takie pieniądze piłkarza, który po powrocie do kraju z Manchesteru City strzelił 30 goli w 54 spotkaniach. AC Milan początkowo wyceniał go na 25 milionów funtów.

Oferta 16 milionów nie wiązała się praktycznie z żadnym ryzykiem. Wydawało się, że jeśli transfer nie wypali, klub bez problemu znajdzie kolejnego kupca, który zwróci zainwestowane pieniądze.

Działaczom Liverpoolu udało się nawet znacznie obniżyć jego pensję podstawową poprzez umieszczenie w nim różnych premii w zależności od osiąganych wyników, które miały zmotywować Włocha do ciężkiej pracy.

Rodgers walił głową w mur

Rok później Liverpool byłby szczęśliwy, gdyby udało się odzyskać chociażby połowę wydanych wówczas pieniędzy. Niestety okazało się, że na Super Maria nie ma chętnych.

Pracując z takimi piłkarzami jak Luis Suárez i Daniel Sturridge, Brendan Rodgers nabrał przekonania, że uda mu się zrobić to czego nie dali rady José Mourinho i Roberto Mancini – czyli zmienić Maria Balotellego. Okazało się, że walił głową w mur.

Powiedział mu, że musi dostosować się do stylu gry drużyny. Nie mógł liczyć na podania do nogi, musiał stać się bardziej mobilny. Rodgers tracił dech.

Odkąd przybył do klubu, setki razy otrzymywał wsparcie od kibiców. The Kop śpiewało „Mario Magnifico”. Liczyli, że uda mu się odnieść sukces.

Było przygotowane miejsce na nową ikonę klubu po Luisie Suárezie, ale Balotelli nigdy nie wyglądał na takiego, który mógłby się nią stać. Były gole przeciwko Łudogorcowi, Swansea, Tottenhamowi i Beşiktaşowi, ale to zdecydowanie zbyt mało.

Teraz Milan postara się, żeby Mario skupił się na piłce nożnej, a w jego kontrakcie zawarty zostanie specjalny kodeks postępowania, żeby ograniczyć jego wybryki. Słyszeliśmy to już gdzieś wcześniej.

Sorrento, włoska restauracja we Fromby, będzie za nim tęsknić, a kilka innych z pewnością będą opłakiwać jego odejście. Był szkodliwy dla zespołu i podważał autorytet Rodgersa.

To było drogie doświadczenie, ale hazard nigdy się nie spłaca. Balotelli się nie zmieni. Rodgers z pewnością odczuwa ulgę, że teraz będzie sprawiał kłopoty komuś innemu.

James Pearce

Autor: ManiacomLFC Dodano: 27.08.2015

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON