Ekskluzywny wywiad z Kloppem

Jürgen Klopp otwiera drzwi do swojego biura w Melwood. „Och, gdybym wiedział, że to ty, nie zawracałbym sobie głowy prysznicem” powiedział, żartując, a jego donośny śmiech rozlega się po całym korytarzu. „Jak nowa praca?” zapytał mnie chwilę później.

Boss Liverpoolu jest uzbrojony w dużą ilość owoców i jogurtów z klubowej stołówki. Mamy poranek i wrócił właśnie do biura po kilku dniach urlopu w Kapsztadzie ze swoją małżonką – Ullą.

Ubrany w czerwoną bluzę z kapturem New Balance, czarne dresy i białe adidasy. Wygląda na odprężonego i gotowego na to, co go zaraz czeka, gdy rozsiadł się wygodnie na jednej ze swoich trzech, kremowych sof.

Klopp promienieje pozytywnymi emocjami. W ciągu czterech lat przeobraził Liverpool w zespół, który wygrał Ligę Mistrzów i po raz drugi z rzędu jest poważnie zaangażowany w wyścig o tytuł mistrza Anglii.

Nikt nie miał większego wpływu na Liverpool od czasu Billa Shankly’ego 60 lat temu.

Sprytnie przeprowadzane transfery i umiejętności taktyczne menadżera były z pewnością niezwykle istotne, ale uderzające jest to, jak Klopp potrafi zarządzać zespołem ludzi. Spędzenie czasu obok i obserwowanie jego poczynań jest doprawdy fascynujące. Jest w stanie wydobyć każdą kropelkę talentu i wysiłku od osób, z którymi ma na co dzień do czynienia. Jego bliskie więzi z zawodnikami sprawiają, że ci są później gotowi pójść za nim w ogień i walczyć o trofea.

„Mentalne potwory” to określenie, jakim opisał Klopp swoich podopiecznych po jednym ze spotkań, w którym znów Liverpool nie miał łatwego życia, a mimo to wrócił do gry i ostatecznie przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść.

– Jak ważne jest odpowiednie podejście mentalne w futbolu? Na dobrą sprawę jest absolutnie kluczowe!

– Możesz posiadać zaawansowane umiejętności techniczne, ale jeśli nie jesteś gotowy na to, by je pokazać i wykorzystać w najlepszy sposób, nic z tego.

– Futbol pod tym kątem nie różni się od normalnego, codziennego życia. Przede wszystkim, zanim coś zrobisz, musisz wiedzieć, że tego chcesz i jesteś w stanie po to sięgnąć. Zamierzasz coś zrobić, pragniesz tego, a następnie musisz znaleźć sposób, by zrealizować swoje cele.

– To nieustanne pytania i odpowiedzi. Tak na okrągło. Podobny mechanizm jak w życiu działa właśnie w piłce nożnej. Jeśli z natury jesteś osobą pewną siebie, podejmujesz wyzwania. Natomiast w przypadku, gdy brakuje ci tej pewności, za każdym razem boisz się przegranej.

Liverpool, który poniósł tylko jedną porażkę w ostatnich 51 meczach w Premier League, wciąż szuka sposobu na sięgnięcie po marzenia. Cenna wygrana nad Manchesterem City przed przerwą reprezentacyjną, zapewniła ekipie the Reds 8 punktów przewagi nad wiceliderem. Tylko Manchester United w sezonie 1993/1994 miał większą przewagę nad rywalami po 12 pierwszych meczach sezonu.

Klub pod wodzą Kloppa posiadł bezcenną umiejętność powrotów do gry, gdy pierwszy traci gola. W ostatnich siedmiu meczach, kiedy Liverpool pierwszy stracił bramkę, Czerwoni wygrywali sześć razy i zanotowali jeden remis.

– Oczywiście umiejętności poszczególnych piłkarzy mają tutaj duże znaczenie – kontynuuje Klopp.

– Nie możesz jednak przyjąć tego za pewnik, gdy tracisz bramkę i powiedzieć sobie „spokojnie, chłopcy na pewno zaraz to odrobią”. Mamy świadomość, że w futbolu cały czas trzeba wierzyć. Należ stworzyć coś wyjątkowego, a nam udało się to już jakiś czas temu. Ludzie teraz mówią, że bez względu na wszystko, nie da się nas złamać i zawsze jesteśmy w stanie zmienić obraz rywalizacji.

– Faktycznie ostatnio często się nam to przytrafia, co jest wspaniałą sprawą. Z psychologicznego punktu widzenia dodaje to zespołowi niesamowitego powera. Jeśli udaje ci się to kilkukrotnie, jest absolutnie prawdopodobne, że znów będziesz w stanie osiągnąć coś takiego.

– Nawet w przypadku niezbyt korzystnych okoliczności trzeba powiedzieć sobie „dam radę”. Trzeba przynajmniej spróbować coś zrobić! Na to właśnie chłopcy pracowali przez ostatnie cztery lata. Teraz wszystko jest inne.

Wpływ Kloppa na mentalność i podejście jego zespołu wykracza daleko poza szatnię Liverpoolu. Kibice zostali pobudzeni do działania, a forteca na Anfield odbudowana. Liverpool jest niepokonany na własnym terenie od 46 meczów Premier League, kiedy w kwietniu 2017 roku trzy punkty zainkasowało Crystal Palace. To druga najdłuższa seria takich potyczek bez porażki w historii Liverpoolu.

To sytuacja daleko od tej sprzed czterech lat, gdy Klopp „poczuł się samotny”, kiedy kibice opuszczali stadion, gdy Liverpoolczycy przegrywali na własnym terenie z… Crystal Palace.

– Pamiętam jak rozmawiałem wówczas o tym, dlaczego fani opuszczają trybuny jeszcze w trakcie trwania meczu. Nigdy tego nie zrozumiałem, ale potrafię sobie wyobrazić różne późniejsze problemy z komunikacją na drogach.

– Zrobiłem to w swojej karierze jako menedżer, kiedy zobaczyłem, co chciałem i opuściłem stadion 15 minut przed końcem, by spokojnie wyjechać z parkingu. Ale jako kibic? Nie mogłem tego zrozumieć. Musieliśmy nad tym dużo pracować w ostatnich czterech latach.

– Wystarczy się tylko przekonać, że na boisku wszystko jest możliwe. Najlepszą receptą jest zrobienie tego i udowodnienie, że w futbolu można wszystko. Zrób to jeszcze raz, jeszcze raz i jeszcze raz! Na tym to polega, chodzi o pokazanie mentalnej siły w kryzysowych momentach. Mowa o nastawieniu i charakterze. Nie chodzi o to, że rodzisz się zwycięzcą, czy przegranym. Wszystko tworzy się dzięki doświadczeniom z jakimi zmagamy się w naszym życiu.

– Piszemy swoją wspólną historię w Liverpoolu od czterech lat. Niektórzy są tutaj dłużej bądź krócej. Wszyscy wiedzą, co możemy robić i jak to czynić. Otrzymują mnóstwo dodatkowych bodźców zewnętrznych dzięki klubowi, fanom czy historii klubu.

– Pamiętam, jak kiedyś rozmawialiśmy o historii Liverpoolu i powiedziałem, że dla niektórych może być to ciężarem. Teraz bardziej przypomina mi to wszystko trampolinę. Możesz wchodzić na nią i skakać ponownie. Wszystko się zmieniło na lepsze. Jak to zrobiliśmy? Nie mam pojęcia! Wszyscy pracowaliśmy na to od pierwszego dnia. Od początku było jasne, że należy stworzyć odpowiednią otoczkę do pracy dla zawodników.

W drużynie Kloppa nie brakuje zawodników, którzy zmagali się na różnych etapach swoich karier z rozmaitymi problemami, które ostatecznie potrafili przezwyciężyć. Pokonali trudności i osiągnęli najwyższy pułap.

– Tak, to na pewno pomaga. Oznacza to, że nauczyłeś się walczyć dosyć wcześnie w swoim życiu. Mocno czegoś pragniesz, mimo, że wiele osób powie ci, że to niemożliwe. Musisz pozostać maksymalnie skupiony i powiedzieć sobie „nie, właśnie, że to zrobię”.

– Są piłkarze, których widzisz pierwszy raz i pomyślisz sobie „ten gość jest niesamowity”. Spójrzcie na najlepszego zawodnika na świecie, którym jest Leo Messi. Kiedy był młodziutkim zawodnikiem zmagał się z pewnym problemem. Nie rósł i różnił się znacznie od swoich kolegów. Nikt wtedy nie pomyślał, że zostanie profesjonalnym piłkarzem. Poszedł swoją drogą i widzicie, gdzie jest teraz.

– Ta historia pokazuje, że wszystko jest możliwe, jednak bez szczęścia w niektórych momentach życia nie masz szans na pewne rzeczy. Ponadto musisz trafić też na odpowiednich ludzi w odpowiednich miejscach. Nie jesteśmy wyłącznie sami odpowiedzialni za swoje kariery. Zawsze musimy się otaczać odpowiednimi osobami.

Klopp w swojej pracy często otacza się ludźmi, którzy specjalizują się w danych dziedzinach. Psycholog sportowy – Lee Richardson współpracuje z piłkarzami Liverpoolu od lipca. Ma swoje biuro w Melwood, gdzie zagląda trzy razy w tygodniu.

Były pomocnik Watfordu, Blackburn Rovers i Aberdeen. Krótko w swojej karierze miał epizod na stanowisku menadżerskim w Chesterfield, lecz później postanowił zmienić swoją profesję.

– Teraz jest z nami Rico – powiedział Klopp o Richardsonie.

– Grał w piłkę, później był trenerem, a potem studiował psychologię sportu. Pracuje w Liverpoolu i wszyscy się z tego cieszymy.

– Często rozmawia z zawodnikami i szczerze nie mam nawet pojęcia, o czym gadają tyle czasu! Prawdę powiedziawszy nie jestem tym jakoś mocno zainteresowany. Dla nas to kolejny krok, jeśli patrzymy na ogólny rozwój drużyny. Niekiedy niełatwo jest znaleźć odpowiednich ludzi, którzy będą pasować do całej układanki. Czujemy się z Rico świetnie na jednym pokładzie, co jest bardzo dobrą informacją.

Klopp wrócił pamięcią do niesamowitego dwumeczu w Lidze Mistrzów z Barceloną. Liverpool przegrał 0:3 na Camp Nou a mimo to, zdołał odwrócić losy rywalizacji i awansować do finału.

Piłkarze Liverpoolu często myślami wracali do inspirującego przemówienia Kloppa, jakie zostało wygłoszone przez Niemca w Hope Street Hotel tuż przed wyjazdem autokaru na Anfield przed rewanżem.

– Cały świat wmawiał nam, że to niemożliwe. Powiedziałem chłopakom. „Panowie, bądźmy szczery, prawdopodobnie to praktycznie niemożliwe, ale ponieważ to wy wychodzicie na boisko, macie szansę”.

Jordan Henderson powiedział wówczas: – Zawodnicy zobaczyli, że menadżer w to naprawdę wierzy, dlatego jego słowa jeszcze mocniej nam pomogły. Boss zakorzenił w nas przekonanie, że bez względu na to co się stanie, musimy walczyć do końca.

Zapytany o współpracę z Kloppem, Roberto Firmino powiedział: – On motywuje nas każdego dnia w inny sposób.

Klopp powiedział, że nie wie, skąd to dokładnie się bierze, po czym szeroko się uśmiechnął.

– Napisałbym książkę o tym, co zawsze robię, gdybym wiedział, dlaczego tak jest!

– Prawdę powiedziawszy nie wiem, skąd się biorą niektóre moje zachowania, reakcje, czy słowa, które wypowiadam do piłkarzy. Po prostu reaguje w danych sytuacjach. To moja praca, moje życie, które toczy się szybko, o wiele za szybko.

– Sesje treningowe trwają dziennie półtorej – dwie godziny. Trzeba jakoś zagospodarować pozostałe 22 godziny! Jest tak wiele rzeczy, które mogą wpłynąć dobrze na chłopaków.

– Zazwyczaj nie pamiętam tego, co powiedziałem wcześniej. Divock Origi po rewanżowym meczu z Borussią Dortmund w Lidze Europy powiedział mi później „Szef powiedział nam w przerwie, że gdyby udało nam się odwrócić losy meczu i awansować, byłaby to historia, o której można by opowiadać wnukom, więc spróbujcie”.

– Gdyby to było takie łatwe, nieustannie mówiłbym im podobne rzeczy! Zawsze chcemy mieć jak najwięcej historii, które możemy potem opowiedzieć wnukom!

– Najważniejsze kwestie, które mam do przekazania zespołowi zawsze są w mojej głowie. Nic sobie nie zapisuję – kontynuuje boss.

– Ufam sobie w stu procentach, że znajdę właściwe określenia, czy zwroty, by maksymalnie dobrze dotrzeć do drużyny. Znam tylko pierwsze zdanie, jakie chce przekazać. Nie denerwuje się z tego powodu, że nie znam kolejnej frazy. Po meczu zawsze zdaje sobie sprawę, że się pocę. Wtedy odczuwam jego intensywność i moc wrażeń, którą fundują mi zawodnicy. Nie mam takiej świadomości, dopóki kropelki nie kapią mi po twarzy, a na zewnątrz wcale nie jest tak ciepło.

– Wszyscy musimy osiągnąć nastrój i nastawienie, które pozwoli nam wejść na najwyższy poziom. Nie możesz wstać o ósmej rano i pamiętając, jak byłeś wkurzony poprzedniego wieczoru, spróbować wdrapać na Mount Everest. To niemożliwe do zrobienia. Trzeba wszystko robić spokojnie, metodą małych kroczków. Tak staramy się od dawna pracować.

Niezależnie od tego czy wygrywa, czy przegrywa, Klopp zwykle nie mówi wiele swoim piłkarzom tuż po zakończeniu rywalizacji na boisku. Woli poczekać aż opadnie kurz i emocje nieco rozpłyną się w powietrzu. Prawdziwe podsumowanie przychodzi następnego dnia rano w Melwood.

– Tuż po zakończeniu spotkania nie trzeba wielu słów. Mamy maksymalnie dwie – trzy minuty. To, co mówię po meczu, jest zwykle spontaniczne i krótkie. Tuż po skończeniu rywalizacji na boisku kłębi się w tobie mnóstwo emocji. Zawodnicy udzielają wywiadów, bądź są poddawani testom. Kiedy chcesz przekazać podopiecznym odpowiednie kwestie, musisz mieć czas, by o tym pomyśleć, a po meczu zwyczajnie brak na to czasu.

– Nie muszę czytać gazet, by wiedzieć, czy zagraliśmy lepszy, bądź gorszy mecz. Wiem to, zanim sięgnę do prasy. Powtarzam chłopakom, że jedyna opinia, która powinna się dla nich liczyć, to moja! Dzień później analizujemy mecz i mówię piłkarzom, co było dobre, albo złe i dlaczego się wydarzyło.

Klopp zdradził także w jaki sposób najlepiej zarządzać zespołem. Chodzi o liczbę zawodników i możliwych minut, które może zaoferować zawodnikowi X, czy piłkarzowi Y w danym momencie sezonu.

– Piłkarze występując w klubie takim jak Liverpool chcieliby łapać maksymalne liczby minut na boisku. Wszystko wygląda fajnie do momentu, kiedy odnosisz uraz. To tak nie działa. Chcemy przebrnąć przez cały sezon z jak najmniejszą ilością kontuzji, a do tego potrzebne jest rozsądne gospodarowanie zasobami ludzkimi w składzie.

– Przede wszystkim wszystko polega na zwyciężaniu meczów na boisku. W Liverpoolu gramy praktycznie co trzy – cztery dni. Do tego potrzebni ci szerszy skład, aniżeli posiadanie 11 zawodników. Potrzebujesz tych 17 – 18 piłkarzy, którzy są gotowi do gry. Gdybyśmy mieli 22 – 23 ludzi pukających do pierwszego składu, byłoby to bardziej skomplikowane!

Czy Klopp w ogóle jest w stanie się kiedykolwiek wyłączyć i odciąć od tego wszystkiego?

– Powiedziałbym TAK, lecz moja żona Ulla prawdopodobnie powiedziałaby NIE – zaśmiał się Klopp.

– Nie jest jednak ze mną tak źle. W trakcie letniego urlopu, powiedzmy miesięcznego, pierwszy i ostatni tydzień są zawsze dla mnie największą udręką. Pomiędzy nimi jestem w stanie się odciąć na 100 procent.

Klopp po zwycięstwie z Manchesterem City nie miał nawet czasu, aby się szczególnie nacieszyć wygraną. Jego podopieczni rozjeżdżali się na zgrupowania kadry, co było dla bossa tradycyjnym powodem do stresu.

– Nienawidzę tego okresu w sezonie! Z osobistego punktu widzenia nienawidzę zgrupowań reprezentacji.

– Sadio Mané grał dla Senegalu w Eswatini. Mało wiesz o takich meczach. Sadio został zmieniony w przerwie i od razu powiedziałem sobie „ooo”! Prawdę powiedziawszy są to sytuacje, które mnie wykańczają.

– Dlatego właśnie ostatni mecz przed międzynarodową przerwą jest zawsze dla mnie strasznie trudny. Sędzia gwiżdże po raz ostatni, a ja myślę sobie „teraz się zacznie”. W moim życiu zawodowym to mój największy problem.

Liverpool w obecnej kampanii także prowadzi wyścig z Manchesterem City, który jest najpoważniejszym kontrkandydatem dla the Reds. Klopp zapytany o rywalizację o tytuł mistrzowski odpowiada:

– Nie sądzę, by ten sezon różnił się mocno pod tym kątem od poprzedniego. Zdaję sobie sprawę, że fani stresują się tym wyścigiem. Wszyscy mówią, że musimy cały czas wygrywać, inaczej City nas w końcu dopadną. W poprzednim sezonie City nie przegrywało już w ogóle, kiedy w ostatnich tygodniach biliśmy się o mistrzostwo. Nie oznacza to jednak, że teraz będzie podobnie.

– Grając w Madrycie z Tottenhamem wykorzystaliśmy przegrany wcześniejszy finał Ligi Mistrzów z Realem. Chcieliśmy skorzystać z tej historii w najlepszy sposób, wyciągnąć co najlepsze i spróbować jeszcze raz. Wszyscy jesteśmy ludźmi i to naturalne, że niekiedy w naszych głowach powstaje szereg wątpliwości. Tak naprawdę bałem się trzech – czterech godzin samotności w pokoju hotelowym tuż przed finałem.

– W dniu finału wszedłem do swojego pokoju i uciąłem sobie dwugodzinną drzemkę. Obudziłem się i wciąż byłem w bardzo dobrym humorze, co nieco mnie wówczas zaskoczyło. Nie mam pojęcia, dlaczego to się stało. Nie zmuszałem się na siłę do pozytywnego nastroju. Naturalnie nie mogłem się już doczekać meczu ze Spurs.

– Wszystko sprowadza się do wiary i zaufania chłopakom. Przed meczem byłem naprawdę bardzo pozytywnie nastawiony. Myślę, że drużyna także to czuła.

– Doświadczenia, które wspólnie przeżyliśmy, na pewno nam pomogły – zakończył.

James Pearce

Autor: AirCanada Dodano: 22.11.2019

Copyright © by LFC.pl 2004-19, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON