Składanka hitów „Spice Boys”

Wejdź do bocznych drzwi hotelu Glenbuck i skręć w prawo do pubu, będąc przed lub po większości domowych gier Liverpoolu, a zobaczysz Paula Cooka siedzącego przy stole. Będzie tam w centrum uwagi, pośród swoich kolegów, z których niektórzy powtarzają się także w kontekście Wigan Athletic – klubu z Championship, którego aktualnie jest trenerem.

Pierwszy mecz Cook'a na Anfield odbył się w latach 70-tych. Dzień, w którym został poproszony o treningi z drużyną młodzieżową Liverpoolu, wspomina jako "najlepszy w życiu"; pod koniec wspomnianego epizodu został zwolniony, kiedy dosadnie usłyszał, że nigdy nie będzie wystarczająco dobry, aby grać w Premier League.

Pokaźna kariera Cook'a w meczach ligowych, która obejmowała prawie 600 meczów, testowano jego cierpliwość szczególnie z Liverpoolem – szczególnie w momentach, kiedy miał do czynienia z kimś, o kim nie miał dobrego zdania.

Można sobie tylko wyobrazić, jak musiał się czuć, gdy 25 lat temu, po raz pierwszy i jedyny zagrał na Anfield jako zawodowy piłkarz, będąc częścią drużyny Coventry City, w której znalazł się pewien zawodnik z Zimbabwe - Peter Ndlovu, z którym Liverpool chciał podpisać umowę wcześniejszego lata.

Zwycięstwo zapewnione przez zawodnika z Zimbabwe w stosunku 3:2 było pierwszym od czasów Terry'ego Allcocka w 1962 roku, który to był pierwszym autorem tego typu wyczynu na Anfield.

Cook był jednym z czterech pochodzących z Liverpoolu osób w drużynie Coventry kierowanej przez Rona Atkinsona, który urodził się w rejonie Old Swan. Dla Cook'a i Coventry największe rozgrywki toczyły się przeciwko innym kandydatom barażowym - takim jak Southampton i Derby County.

Plan Coventry polegał na zatrzymaniu przepływu przerzutów do Steve'a McManamana, młodego rozgrywającego w Liverpoolu. Cook wystąpił przeciwko swoim bohaterom – Ianowi Molby’emu czy Michaelowi Thomasowi. Stan boiska na Anfield go zaskoczył.

- Zawsze wyobrażasz sobie, że to sen, w którym można grać. Ale to nie było to – mówi Cook.

Po pierwszej części meczu – Coventry przegrywało 2-0. Jeden z goli, który padł, był mocno powiązany z działaniem sędziego, który postępował nadzwyczaj „hojnie”. Można było zinterpretować, że Robbie Fowler wciągnął Briana Borrowsa do pola karnego, a nie na odwrót. Za drugim razem bramka padła po strzale Davida Burrowsa, co było praktycznie ostatnim akcentem gry.

Dla Cooka, pomimo zwycięstwa, nie było przewidzianego dzikiego świętowania, ale poszedł na piwo z Mike’em Marsh’em do jednego z pubów. Musiał to być dziwny widok: dwóch Scouserów z biletami sezonowymi na Anfield, w dresie Coventry City, pośród rodzin, które wciąż pozostawały dumne z formy zawodników, ale i rozczarowane po porażce.

- Całe Kirkby zdawało się tam być – wspomina Cook. Część mnie czuła się tam wspaniale, ale inna część mnie zapytała: "Jak, u licha, Liverpool przegrał?”. Klub próbował odkryć na nowo swoją magiczną formułę, ale coś się nie układało – mówi Cook.

Na długo przed pojawieniem się mediów społecznościowych, jedną z głównych platform, na których kibice piłkarscy z Merseyside mogli opowiedzieć o tym, co naprawdę myśleli o menedżerach i zawodnikach reprezentujących ich drużyny, była strona Liverpoolskiego Echo. Manchester United był następnym przyjezdnym na Anfield, a nastrój uchwycił jeden ze skarżących się kibiców, który napisał: "Popisowa bando - nie pokazujcie się”.

W następnym meczu Liverpool zdołał wygrać 2:0, a kilka weekendów później Roy Evans zdobył pierwsze trofeum jako menadżer na Wembley, po tym jak w finale Pucharu Ligi zespół Bolton Wanderers został pokonany 2:1.

Ten sam skarżący się kibic wkrótce powróci jednak na strony Echo. Trzy mecze przed końcem sezonu, Liverpool przegrywa 2:0 na stadionie Aston Villa. Okazało się, że był to dzień, w którym Robbie Williams, gwiazda popu, towarzyszył drużynie w autobusie do Villi Park, co zostało podchwycone. Rob Jones był po prostu jego kumplem. Plotka o obecności i wpływie gwiazdy pop szybko zyskała na sile w społeczności kibiców Liverpoolu, często z ciągle dzwoniącymi telefonami. "Co ci gracze tak naprawdę knują?" pytał pan kibic, kiedy pod koniec sezonu znów napisał do Echo.

W autobiografii Fowler'a jest cały rozdział poświęcony "Spice World." Jego frustracja wylewa się z kart, na których zastanawia się nad okresem, w którym strzelił ponad 30 goli w trzech kolejnych sezonach przed ukończeniem 21 roku życia, tylko po to, aby to osiągnięcie zostało odrzucone z pogardą przez wspomniane „dwa małe słowa".

Fowler zadebiutował pod kierownictwem Graeme’a Souness’a, menedżera przed Evansem - legendarnym kapitanem klubu, którego reputacja zmieniła się dramatycznie w wyniku jego późniejszych błędnych obliczeń i niepowodzeń. Souness przez dwa lata widział, jak wygląda piłka nożna we Włoszech, gdzie ogromna inwestycja została zrównana z nowymi działaniami poza boiskiem. Souness powrócił do Wielkiej Brytanii w 1986 roku, ale nie umknęło jego uwadze to, co działo się w AC Milan w nowej erze profesjonalizmu, gdzie dieta zawodników była monitorowana wręcz z laboratorium, a stan psychiczny zawodników mierzony z chirurgiczną precyzją przez psychologów i psychiatrów. Siedmioletnia kariera Souness'a na Anfield była wspaniała, ale kultura klubu opierała się wtedy na zaufaniu wśród zawodników i pracy u podstaw.

Chciał przedstawić niektóre z metod, których nauczył się za granicą, ale spotkało się to z niechęcią, szczególnie ze strony tych, którzy jeszcze w Liverpoolu pamiętali go jako zawodnika, kiedy nadany mu pseudonim brzmiał "Champagne Charlie".

Rozwiązaniem Souness'a była renowacja drużyny, ale zrobiono to wtedy zbyt szybko. Liverpoolska pozycja w lidze pogorszyła się, a nowi, młodsi zawodnicy z dużym potencjałem pozostali bez wskazówek, których potrzebowali do rozkwitu. Nominacja Evansa na zastępcę Souness'a zimą 1994 roku zwiastowała powrót do tego, co Liverpool znał najlepiej, czyli serii zwycięstw, ale zbiegło się to w czasie z ogromną zmianą kulturową w angielskiej piłce nożnej po pojawieniu się Premier League.

Pojawiły się nowe pieniądze, zawodnicy byli lepiej opłacani niż kiedykolwiek, a to przyniosło nowy poziom zainteresowania ze strony rozszerzających się mediów. Piłkarze zapewniali sprzedaż gazet – ze względu na ich obecność na pierwszych stronach. Zwycięzcy byliby w porządku niezależnie od tego, co robili, ponieważ sport ma tendencję do przebaczania, kiedy nadchodzi fala sukcesów, ale co z tymi, którym się to nie udało?

- Nie ma siatki bezpieczeństwa, gdy jest się menedżerem Liverpoolu - powiedział później Evans. To dlatego, że klub został zbudowany na założeniu, że pierwszy jest pierwszy, a drugi nie znaczy nic – stwierdził były menedżer Liverpoolu.

Evans poprawił swoje wyniki w lidze od czasów Souness’a, natomiast zespół nigdy nie znalazł się poza pierwszą czwórką. Lata później wystarczyłoby to na kwalifikacje do Ligi Mistrzów - niestety nie było tego w latach 1994-1998 – kiedy Evans opuścił klub ze łzami w oczach, po trzech dekadach służby. Koniec Evansa pozostawił odpowiednią przestrzeń dla Gerarda Houlliera, który miał wyłączną opiekę nad zespołem – Souness wniósł wiele, by osiągnąć sukcesy na początku nowej dekady, gdy u sterów był już francuz.

- Klub spędził kilka sezonów na niepoważnym podejściu do działań, niedocenianiu rywala i jako zawodnicy zostaliśmy w połowie tego znakomitego okresu dogonieni przez innych – powiedział John Scales, który mimo to jest krytyczny wobec swoich własnych działań, jak również niektórych kolegów z drużyny.

Niektórzy, jak Fowler, mają bardziej defensywny pogląd. Jamie Redknapp, który później został kapitanem klubu, powiedział że ciężka krytyka, która pojawiła się w kontekście Liverpoolu po finale Pucharu Anglii w 1996 roku, była "typowa".

Liverpool mógł mieć młodą drużynę, która lubiła spędzać czas w swoim towarzystwie, tak jak to robili zawodnicy w Liverpoolu w czasie złotych lat.

- Nie złapałbyś żadnego z nas w czwartkową lub piątkową noc przed meczem. Gdyby jedno z nas wyszło, zasłużylibyśmy na to, by mieć kłopoty. Ale nikt z nas w ten sposób nie działał.

Niektóre z tematów zostały nawet wydrukowane na temat "Spice Boys" z Liverpoolu w latach 1995-1998. Część z nich to prawda – część z nich nie. Przyjrzyjmy się kilku zdarzeniom, które wpłynęły na taki, a nie inny wizerunek (część informacji to były plotki):

- Fowler będący w relacji z Emmą Bunton (gwiazdą Spice Girls) po tym, jak widziano ich siedzących przy tym samym stoliku na Brit Awards afterparty - stąd "The Spice Boys". Nieprawda.

- Piłkarze Liverpoolu grający w "The Pound Game", gdzie podczas meczów zawodnicy podawali sobie jednego funta – posiadacz monety w momencie gwizdka płaci za drinki całej drużyny w noc meczu. Prawda.

- David James przegapił trening, by wypełnić swoje zobowiązania jako model współpracujący z Armanim w… Mediolanie. Prawda.

- Robbie Fowler i Neil Ruddock walczący na asfalcie lotniska w Liverpoolu po locie do domu z Vladikavkaz po tym, jak Fowler użył nożyczek do skórzanych butów Ruddocka. Prawda.

- Jason McAteer i Phil Babb będący w związku. Nieprawda.

- McAteer był jednak w paru innych związkach – np. z Melanie C (także Spice Girls), a potem Donną Air, a także Dido.

Niektóre z poniższych momentów opinia publiczna mogła doświadczyć w rzeczywistości, w pełnym tego słowa znaczeniu...

- Drużyna z Liverpoolu, która pojawiła się na finale Pucharu Anglii w 1996 roku, była ubrana jak mężczyźni z Del Monte.

- Zespół podróżował na Wembley autobusem sponsorowanym przez londyński klub nocny Emporium.

- Została przeprowadzona sesja zdjęciowa zespołu przed sezonem 1996-97 z udziałem byłej modelki Kathy Lloyd w zestawie bramkarskim Davida Jamesa.

- Przeprowadzono wywiady z graczami w magazynach dla chłopców takich jak Loaded, gdzie ich twarze pojawiały się pod nagłówkami takimi jak "PTAKI, WÓDA, BMW”.

- McAteer spłukujący włosy Wash and Go w reklamie telewizyjnej, która doprowadziła do pojawienia się w katalogu „Top Man”.

- Jamie Redknapp żeniący się z gwiazdą popu Louise Nurding z Eternal.

- Pokonanie Newcastle United 4:3, aby wrócić do wyścigu o tytuł przed przegraną z Coventry (ponownie)

- Błędy bramkarskie Jamesa, przez co przezywano go w szatni: "James-Katastrofa"

- Dominic Matteo i Ruddock cieszący się całonocnymi sesjami picia, śniadaniami z szampanem o godzinie 10 rano i sesjami jazdy na nartach wodnych po jeziorze Windermere pod wpływem alkoholu.

- Motto Ruddocka brzmiało: "Wygraj lub przegraj, pierwszy przy gorzałce".

- Zawodnicy często latali z Manchesteru na londyńskie Heathrow i zameldowali się w hotelu Halkin, a następnie zmierzali w kierunku sceny klubowej Soho, przechodząc przez takie znane kluby jak: Chinawhite, Emporium, Ten Rooms i Browns.

- Szczegóły z imprezy po meczu w klubie Emporium po finale Pucharu Anglii w 1996 r., w którym wzięły udział takie gwiazdy jak Jay Kay z Jamiroquai.

- Gracze jedzący kanapki z bekonem przed wejściem na trening.

- Zły stan relacji między Stanem Collymorem oraz Robbiem Fowlerem

Spice Boys stał się zbiorowym określeniem dla drużyny Liverpoolu, ale tak naprawdę odnosiło się ono do zachowania kilku zawodników. Redknapp, McAteer, Scales, Babb, Steve McManaman i Fowler, choć Ruddock - "bardziej bywalec pubów ", jak twierdzi Redknapp - pojawił się w tej samej kategorii, wraz z Jamesem, Matteo i okazjonalnie Stevem Harknessem.

Fowler uważa, że pogłoski zaczęły się, gdy niewielka grupa graczy zaczęła jeździć do Londynu po meczach. Fowler twierdził, że pojechał tylko raz czy dwa i uznał, że nie podoba mu się ten błysk czy blask stolicy, ale obwiniał się za to, że nie komentował głośno spraw, które przyszły mu do głowy.

- Nie obchodziło mnie, jak ludzie patrzyli na mnie w tamtych czasach i nigdy nie przyszło mi do głowy, aby wskazać prawdę, jaki powinien być standard zachowania, ani zdystansować się od tego, co teraz zdaję sobie sprawę, że było niezwykle negatywne i szkodliwe – napisał Fowler w 2001 roku.

Fowler był jednym z graczy Liverpoolu, którego dzieciństwo przypadło w latach 80-tych, kiedy miasto, w którym dorastał, było spustoszone przez bezrobocie. McAteer urodził się i wychował w Birkenhead, ale jego rodzina ucierpiała po zamknięciu stoczni i w latach 90. zaczął grać w rezerwach Marine. W ciągu czterech lat był na mistrzostwach świata z Irlandią, stojąc naprzeciwko Franco Baresi i Roberto Baggio. Rok później otrzymał wymarzoną przeprowadzkę do Liverpoolu. Jeśli ktokolwiek odzwierciedlał mobilność zawodnika klasy robotniczej w tym okresie, to był to McAteer, zawodnik, który, jak sam przyznał, "nie był uważany za najbystrzejszego, a po drugie za grubasa".

Były też plotki związane z tym tematem, tak jak wtedy, gdy Ruddock poprosił o wieszak na płaszcze, który pomógłby otworzyć jego zacięte drzwi samochodu, tylko po to, by McAteer wrócił ochoczo do bazy, przynosząc mu drewniany. Innym razem McAteer zamawiał jedzenie na wynos i na pytanie, czy chciałby standardową 10-calową pizzę pokrojoną na osiem plastrów, odpowiedział: "Tylko cztery, dzięki. Nie jestem aż tak głodny." Według Matteo, wypełniając swój wniosek paszportowy, McAteer napisał "po prawej stronie" w sekcji zamieszkania.

McAteer uzasadnił, że jego własna reputacja powstała w wyniku świadomej próby zintegrowania się ze środowiskiem, w którym niewielu graczy z jego zapleczem byłoby w stanie rozkwitnąć.

- Kiedy wchodzisz w branżę i starasz się do niej dopasować, czekając na szansę do gry, starasz się znaleźć miejsce, sposób na bycie akceptowanym. Zawsze miałem możliwość rozśmieszania ludzi, ponieważ nigdy nie brałem siebie na poważnie. Lubiłem się bawić. Nie bałbym się robić ani mówić czegoś głupiego – mówił McAteer.

McAteer przybył do Liverpoolu jako pomocnik, ale Evans mianował go na skrzydłowego. Podczas swojego pierwszego sezonu na Anfield, Liverpool uzyskał serię 15 spotkań w lidze, w których był niepokonany, brakowało wtedy tylko kilku punktów do pierwszej pozycji. Na weekend przed meczem z Aston Villą, który to klub gładko zostało pokonany w półfinale Pucharu Anglii, bieg zakończył się porażką 1-0 w Nottingham Forest. W ciągu następnych dwóch tygodni Liverpool odzyskał pozycję potencjalnego mistrza, wygrywając 4-3 z Newcastle, co wielu obserwatorów nadal uważa za największy mecz ery Premier League, po czym trzy dni później ponownie upadł, ponosząc porażkę 1-0 w Coventry.

- Nie mieliśmy pojęcia, co robić, gdy gra nie idzie - przyznał McAteer w 2014 roku. Patrzyliśmy zbyt daleko w przyszłość, nie na to, co musieliśmy zrobić „tu i teraz”. To był zawsze ten sam schemat – im trudniejsza gra, tym bardziej efektowna gra.

Zdarzało się to zbyt wiele razy, żeby był to przypadek. Coventry, na przykład. Mieliśmy mecz z Evertonem 10 dni później i wszyscy o tym myśleli. Wydawało nam się, że nasza zdolność, postawa, myślenie wystarczy, by pokonać Coventry – wspomina.

McAteer uważa, że obrona trzyosobowa została za bardzo zmieniona w okresie, w którym bramkarz David Katastrofa James zdobył swój pseudonim. Byli John Barnes i Ian Rush, ale nie było pamięci instytucjonalnej, nikt, kto "hamowałby i powstrzymywał nas przed poderwaniem boiska, próbując strzelić kolejną bramkę". Liverpool potrzebował kogoś na boisku, kto powiedziałby: "Usiądź, spokojnie, relaks, strzel bramkę i po dwudziestu minutach jesteś w domu”. United robił to regularnie, a my nie – wspomina McAteer.

Ani Barnes, ani Rush nigdy nie byli w stanie wyjaśnić, dlaczego drużyna z Liverpoolu pojawiła się na Wembley w białych garniturach. Czy to drużyny lub Evansa powinno dotyczyć pytanie: "Co powiedzą nasi krytycy, jeśli przegramy?".

Evans i reszta sztabu trenerskiego nosili tego dnia numery jak u marynarki wojennej. Pomysł, do którego przyznał się James, był tak naprawdę jego, wpadł mu do głowy po zamodelowaniu się u producenta… Armaniego. Redknapp opisuje to, co nastąpiło po meczu, jako "najgorszy sezonu", przyznając, że pomysł na garnitur był "największym błędem, jaki kiedykolwiek popełniliśmy".

Redknapp był pewny zwycięstwa nad Manchesterem United, prawie zostali pokonani na Old Trafford, a remis wpadł dopiero przed zwycięstwem na Anfield w późniejszym okresie sezonu. W szatni Wembley, Gary Neville pamięta reakcję Sir Alexa Fergusona, kiedy zobaczył, co mają na sobie zawodnicy z Liverpoolu, mówiąc swoim zawodnikom, że widzi, co się dzieje - James był prawdopodobnie zbyt zajęty machaniem do swojego przyjaciela Giorgio Armaniego na trybunach.

Ostatecznie, wygrana 1-0 United po jednym z najgorszych finałów, jakie można sobie wyobrazić pomiędzy dwoma ekscytującymi drużynami piłkarskimi, została rozstrzygnięta przez pomyłkę Jamesa, a Redknapp uważa, że wynik ten miał daleko idące konsekwencje dla reszty dekady, jeśli chodzi o to, co każda z drużyn osiągnęła i jak się o nich pamięta.

- Gdybyśmy wygrali Puchar Anglii w tamtym roku, szczerze myślę, że już od dłuższego czasu dominowalibyśmy, tak jak Manchester United. To było kluczowe kilka tygodni, ponieważ po raz pierwszy Gary Neville, David Beckham, Nicky Butt i Paul Scholes odnieśli sukces z pierwszą drużyną. Mieli na to ochotę, możliwość, więc to zrobili. To dało im pewność siebie, że będą rosnąć – mówi Redknapp.

- Mieliśmy potencjał, aby być naprawdę wspaniałą drużyną, ale nigdy nie doświadczyliśmy tego smaku, pokonując kogoś wielkiego w finale. Pokonaliśmy Bolton w finale Pucharu Ligi rok wcześniej, ale oczekiwano od nas, że wygramy także ten z United. Potrzebowaliśmy tego doświadczenia, aby pokonać jednego z naszych rywali w wyścigu o trofeum. Ale to się nigdy nie zdarzyło. Czuję tę frustrację, nawet mówiąc o tym teraz. To mnie wkurza. Byliśmy blisko. – kończy Redknapp.

John Scales, on do sesji zdjęciowej Kathy Lloyd i byciu jednym ze Spice Boys, nie mógł się dopasować. Istnieją podobieństwa między nim a McAterem, ponieważ obaj przyznają, że musieli zachowywać się inaczej, aby się dopasować. Ten pierwszy pochodził z Harrogate, o którym dobrze się mówiło. Dostosowanie się do specyfiki szatni zajęło mu lata.

Scales dołączył do Liverpoolu 24 godziny po tym, jak Evans pobił rekord brytyjskiego transferu dla obrońcy, podpisując umowę z Philem Babbem. Razem, para kosztowała 7,1 miliona funtów, co było zawrotną kwotą na tamten czas. Finansowo Liverpool przenosił się w nową stratosferę wydatków, co wywołało jeszcze większą presję poprzez wygórowane oczekiwania. John twierdzi, że jego zarobki wzrosły dziesięciokrotnie, a ponieważ początkowo walczył z przeprowadzką z Leeds do Bristol Rovers, a następnie do Wimbledonu, nie chciał narażać na szwank swojej przyszłości, zabierając dużo czasu na adaptację. W Liverpoolu doceniał, że żaden nowy gracz nie mógł sobie pozwolić na taki luksus. Więc, "poszedł z prądem."

"Skoczyłem na głęboką wodę” - powiedział w ramach krótkiego wywiadu Scales, podczas palenia papierosa w kawiarni na Wimbledon High Street - chłopaki byli na zewnątrz i bawili się dobrze. Wychodziliśmy w Manchesterze i cały czas wpadaliśmy na chłopaków United. Był tam Roy Keane, świętujący zwycięstwa. Zawsze bawił się z Jasonem McAterem i Babbsym, bo ta trójka znała się z Irlandii. To była dziwna, macho-pasywno-agresywna rzecz, która była cały czas możliwa do zaobserwowania.

Z kim się spotykał Scales?

- Jason, Babbsy i Jamie, to byli moi główni kumple. Świetnie się bawiliśmy, choć nie było to zachowanie szczególnie wulgarne czy lekkomyślne. Dużo jedliśmy razem w Est Est Est na Albert Dock, naszej ulubionej restauracji. Graliśmy w golfa, chodziliśmy na zakupy, wychodziliśmy w Londynie, wychodziliśmy w Liverpoolu na Cream, Nation czy nawet Paradox [w Aintree]. Staraliśmy się, aby wszystko było jak najbardziej normalne. Byliśmy jak każda inna grupa chłopaków. Robiliśmy jakieś głupie rzeczy, a było wtedy mnóstwo plotek. Może wydaliśmy pieniądze na samochód. Ale to nigdy nie było tak dużo, jak ludzie mówili. Może wyszliśmy raz czy dwa do Soho. Ale nigdy nie zostaliśmy tak późno, żebyśmy już przesadzali.

Niektórzy gracze twierdzą, że geografia Liverpoolu stanowi wyzwanie...

- Możesz zatracić siebie w Londynie. Jest tak wiele klubów piłkarskich i tak wiele zamożnych i wysoko postawionych osób - nie tylko piłkarzy; można poślizgnąć się i wskoczyć na dalszy plan. Tak nie jest w Liverpoolu. Ponieważ jest to bardzo zażyła społeczność, wszyscy znają się na interesach wszystkich innych. Kontrola i uwaga jest o wiele bardziej intensywna. Inni chłopcy byli w Wirral, Southport lub Cheshire. W przypadku Collymore'a, ten był cały czas w Cannock (dwie godziny drogi z Liverpoolu). To nie było korzystne ani dla niego, ani dla zespołu.

W jaki sposób środowisko zawodowe różniło się od tego, czego doświadczyłeś wcześniej?

- Moim zdaniem, Liverpool był wyrafinowanym klubem z niesamowitą organizacją, która była nieudolna, ale cała struktura i klub miał szansę wrócić tam, gdzie chciał być, jednak potrzeba było zmian. Szybko odkryłem, że Liverpool nie był wyrafinowany, a klub utknął w latach 60-tych. Trening Ronniego Morana nie zmienił się od tamtego czasu. Nadal używano drewnianych tarcz celowniczych, które gniły. Nie było żadnej analizy taktycznej ani technicznej. Dieta to w ogóle zapomniany temat. Na meczach wyjazdowych ubieraliśmy się w dżinsy, tak jak wszyscy zawodnicy w latach 70-tych. Mentalnie, drużyna była niedopracowana w czasie, gdy kluby piłkarskie, podobnie jak reszta świata, dowiadywały się, że dobre zdrowie psychiczne poprawia sprawność fizyczną.

- United miało Fergusona na czele, który zaszczepił dyscyplinę i skupienie, które były niezbędne do osiągnięcia sukcesu. U Roya Evansa tego nie mieliśmy. W każdej dziedzinie życia, jeśli dasz ludziom wiarę, to ruszą dalej - zwłaszcza młodym chłopakom. U Roya też tego nie było. Prezes David Moores mógł być bardziej zdecydowany w wielu sprawach. Jeśli klub nie ma struktury, to na dłuższą metę nie będzie funkcjonował na boisku.

- Całe podejście w United było bardziej profesjonalne od od góry zarządu po szeregowych pracowników. Old Trafford to stadion, który został skonstruowany na XXI wiek i był tworzony z uwzględnieniem myślenia przyszłościowego. Liverpool spoglądał w przeszłość w poszukiwaniu wszystkich odpowiedzi, ale nie stosował tych zasad do tego, co działo się w teraźniejszości. Liverpool został złapany w pułapkę czasu. Melwood nie kojarzyło się z rozwojem. Jedyny oficjalny towar w Anfield był sprzedawany z małego sklepu na rogu parkingu. Za każdym razem, gdy autobus zespołowy wjeżdżał na Old Trafford, widać było wielki sklep, tysiące kibiców czekało w kolejce po koszulki.

- Fakt, że w United chłopcy robili to samo towarzysko, spotykając się w tych samych miejscach, dowodzi, że aby odnieść sukces, trzeba mieć wszystkie kawałki układanki na miejscu. Musisz mieć odpowiedni zestaw graczy. Potrzebujesz odpowiedniego menedżera i trenerów. Potrzebujesz odpowiednich właścicieli, ekip handlowych i marketingowych, którzy popychają sprawy do przodu finansowo. Jeśli któryś z mechanizmów nie działa – machina runie. United miało to wszystko. Liverpool nie miał, chociaż nie byliśmy daleko. To nie było tak, że United kończyli 25 punktów przed nami, a my byliśmy w środku tabeli, jedynie trochę walcząc.

Czyli Liverpool nie przystosował się wystarczająco szybko do zmieniającego się świata?

- Pieniądze zmieniły grę i nic dziwnego, naprawdę, że klub z socjalistycznymi zasadami jako pierwszy wypadł na margines. Liverpool był pierwszą ofiarą rewolucji piłkarskiej. W Liverpoolu jedynie kolektyw rządził. Nagle piłkarze zdali sobie sprawę, że zarobki, w widełkach których się znajdowali, nie będą w stanie zapewnić właściwego poziomu życia, grając w piłkę nożną, więc starali się zdobyć jak najwięcej pieniędzy z gry. Atmosfera była zmienna. Graeme Souness mówił jednym by zostawali, a innym by odchodzili - wielu z nich wybrało to drugie. Rozkręciło się to całkiem szybko.

Czy gracze mogli sobie pomagać?

- Może powinniśmy byli być bardziej jak Wimbledon, gdzie było zrozumienie tego, że jeśli sprawy idą źle, to mamy obowiązek coś z tym zrobić. Na Wimbledonie zarząd pochodził od starszych zawodników, którzy doceniali poświęcenie, jakie trzeba było ponieść, aby Wimbledon odniósł sukces. W Liverpoolu to, co wcześniej było właściwe dla seniorów, nie miało być właściwe dla naszego zespołu ze względu na przyspieszenie stopnia profesjonalizmu. Ponieważ menedżer uważał, że to seniorzy powinni dyktować sposób działania - jak zawsze pod rządami Shankly'ego, Paisleya i Dallicha - Liverpool zgubił daną drogę. W United, Ferguson przearanżował wszystko.

Jak się czujesz z dziedzictwem tego okresu?

- Jesteśmy „Spice Boys" i musimy to teraz zaakceptować, bo to się nigdy nie zmieni. To mnie frustruje. Bardzo łatwo jest zapomnieć o niesamowitych sukcesach. Ludzie myślą tylko o występkach. Muszę wspomnieć o zwycięstwie 4-3 z Newcastle, kiedy zdobyliśmy zwycięstwo przed The Kop, włosy stanęły mi wtedy na karku. Na koniec, już po wszystkim, ten cały tłum podniósł się, a dźwięk "You'll Never Walk Alone" był wręcz ogłuszający. Straciłem głos i pod koniec nocy miałem w uszach dźwięk dzwonka. Emocje były nieporównywalne z niczym, co kiedykolwiek w życiu przeżyłem.

Potem przyszedł mecz z Coventry...

- To było diametralnie różne. To było straszne. Roy nie może brać za to winy. Indywidualnie, wszyscy popełniliśmy błędy. Były momenty, kiedy wszyscy się zbytnio podniecali i tracili skupienie. Pewne rzeczy po prostu nie powinny były się zdarzyć. Robbie Williams był wtedy obecny, może więcej niż raz. Dlaczego? Robbie był świetnym chłopakiem, a my lubiliśmy się wspólnie śmiać. Był w trakcie trasy z serii „Take That”. Jego problemy z alkoholem i narkotykami były dobrze znane. Jak możesz mieć kogoś w takiej sytuacji i jechać z nim na mecze? Dlaczego, do cholery, pozwolono mu na to? To spieprzyło całą sprawę ze „Spice Boys”. Wszyscy nienawidziliśmy tej metki, ale prawda zawsze boli. Wiem, że mogłem zrobić więcej, żeby tego uniknąć. Wszyscy chłopcy mogli to zrobić.

- Nie byliśmy tak daleko, a jeśli chodzi o ligę, to Liverpool na pewno nie był. Może nie nadążaliśmy za tym, co działo się wokół nas.

Evans był menedżerem Liverpoolu, kiedy piłka nożna w Anglii zmieniała się szybciej niż kiedykolwiek. Evans postrzegał siebie jedynie jako "rzecznika" w klubie, w którym sukces zrodził się wcześniej z grupowego zrozumienia wartości przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Souness mógł mieć właściwe intencje, ale ta linia została przełamana, głównie z powodu braku umiejętności w stosunkach dyplomatycznych, a poświęcenie Evansa było większe, niż kogokolwiek w tamtym czasie i mało kto naprawdę zdawał sobie z tego sprawę.

Pod rządami Evansa przez jakiś czas istniała pewna tolerancja w stosunku do niedociągnięć zespołu.

- Kibice z Liverpoolu zrozumieli, że staramy się robić coś innego i zajmie to trochę czasu. Ale cierpliwość ludzi trwa tylko tak długo – mówi Evans.

Piłka nożna w Liverpoolu mogła być czasami ekscytująca, ale nie oznaczał zwycięstw w decydujących momentach – takim przykładem był finał Pucharu Anglii w 1996 roku. Nadszedł czas na odpowiedzi i dowód rzeczowy. Przez trzy lata rozwijało się napięcie, dopóki oficjalnie nie skończyła się w stosunku do całej ekipy Spice Boys.

Evans wolałby używać doświadczonych zawodników. Mówił - kiedy młodzi chłopcy są już lepsi, nie można ich ignorować.
We wczesnych latach pracy jako trener drużyny rezerwowej, Evans ściśle współpracował z Joe Faganem. Później spędzał więcej czasu z Ronniem Moranem. Mówi, że obaj mieli talent do przekazywania swojej wiedzy, nie będąc przy tym zbytnio wyrozumiałymi - aby nauczyć zawodnika branych na siebie obowiązków, ale jednocześnie być wiernym swojej własnej osobowości.

- To była odrobina rady z mojej strony od czasu do czasu. Jestem wielkim zwolennikiem zachęty. Słyszę, jak ludzie mówią, że Fergie lubił rzucać filiżankami, ale pewnie robił to tylko raz na jakiś czas. Dostajesz więcej od ludzi w każdej pracy w każdej dziedzinie życia, jeśli powiesz: "Hej, dobra robota, dobrze ci dziś poszło". Musisz najpierw traktować ludzi sprawiedliwie i zdecydowanie jak ludzi. Kiedy coś jest nie tak, trzeba też dać o tym znać graczom. Musisz po nich iść, bez względu na to, jak bardzo są ważni dla drużyny. Nie ma znaczenia, czy jesteś Kenny'm (Dalglishem), czy młodym chłopakiem, musisz osiągnąć ten poziom profesjonalizmu. Jeśli pozwolisz, by zły występ się wymknął i nic nie powiesz, to niezdrowy precedens – mówi Evans.

Evans przyznaje, że nie był na to przygotowany. Wcześniej piłkarze z Liverpoolu upijali się głupio, wdawali się w bójki, a nawet trafiali do więzienia. Ale nigdy nie wpłynęło to na rzeczywistą piłkę nożną: występy, rozgrywki, wyniki. Fowler szczególnie chroni Evansa, przypominając, że może być bezwzględny. Na początku swojego panowania wyrzuciłby z siebie krytykę dosadnie wobec niektórych jednostek, nawet przed drużyną, ale „zawsze robił to z uśmiechem na twarzy.

Evans uważał, że Collymore jest równie utalentowany jak Ronaldo – był to napastnik, o którego Evans pytał jeszcze w PSV Eindhoven. Collymore był efektywnym strzelcem bramek, ale zmagał się z problemami zdrowia psychicznego, co było widoczne w relacjach z innymi zawodnikami, zwłaszcza z Fowlerem.

- Stan zawsze był wielką rybą w małym stawie – dodaje Evans. Kiedy przyjechał do Liverpoolu, był tylko kolejnym zawodnikiem. Po 18 miesiącach miałem nadzieję, że ominie go presja psychiczna. To była strata jego talentu, bo miał go mnóstwo. W międzyczasie Collymore zastanawiał się nad swoim czasem w Liverpoolu, podobnie jak Scales, wykorzystując drewniane tablice szkoleniowe na Melwood, jako metaforę środowiska, działające jako pomniki do czasów, gdy Liverpool rządził angielską piłką nożną.

Evans chciał, aby Collymore odszedł, ale jego cena była problemem. Zaufanie do Evansa na poziomie zarządu zmalało i kiedy chciał podpisać się pod Teddy'm Sheringhamem, po uzgodnieniu osobistych warunków z graczem, powiedziano mu, że napastnik z Anglii jest za stary. Interwencja nie zostawiła dobrego smaku, szczególnie tym, którzy działali powyżej Evansa, ponieważ w ciągu dwóch sezonów Sheringham pomógł rywalom Manchesteru United w osiągnięciu potrójnej korony.
Pozwolono, aby podpisać umowę z Paulem Ince’em tego samego lata, co wywołało kłótnię. Ince był jednak szkolony w systemie 4-4-2. Do tego momentu Liverpool rozwijał się w systemie 3-4-1-2, a Evans zmienił kształt drużyny, aby jak najlepiej wykorzystać Ince'a, ale czyniąc to - stracił część zagrożenia wynikającego z talentu Steve'a McManamana.

Eric Cantona podpisał umowę z Manchesterem United, Dennis Bergkamp trafił do Arsenalu, a Gianfranco Zola do Chelsea w ciągu trzech sezonów. W międzyczasie Liverpool i Evans niechętnie podpisywali umowy z wysoko postawionymi europejskim graczami.

Epoka Spice Boys skutecznie zakończyła się miesiąc po odejściu Evansa. Szczegóły pełne zdjęc z imprezy bożonarodzeniowej w 1998 roku znalazły się na pierwszych stronach tabloidów, a to skłoniło nowego menadżera Houlliera do wprowadzenia drastycznych zmian, które rozpoczęły się od sprzedaży kapitana - Paula Ince’a.

Jamie Carragher wspominał, że został złapany w tabloidowej burzy. Jego kariera zaczęła się od tego, że starsi zawodnicy po treningu udali się wraz z nim do Sefton Arms na kolację…

Te dni były już oficjalnie zakończone. Piłka nożna i Liverpool ruszyły dalej.

Simon Hughes

Autor: Panpaweł Dodano: 02.04.2020

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON