Dalglish chciałby długoterminowej pracy

Menedżer, Roy Hodgson, walczy, zachowując zaufanie szatni, jednak z pewnością nie większości the Kop ani właścicieli.

Były menedżer, Kenny Dalglish, bez wahania zaakceptowałby tymczasowe obowiązki, jeśli Hodgson zostałby zwolniony, dając zarządowi 6 miesięcy na znalezienie długoterminowego następcy. Dalglish chciałby, by rozważono, czy mógłby zostać na stałe, jeśli ożywiłby zespół. Skomplikowana sprawa jest na Anfield.

Z fanami krzyczącymi z całych sił, Anfield ryzykuje stanie się "Folwarkiem zwierzęcym".

Właściciele Liverpoolu, Fenway Sports Group prowadzone przez Johna Henry'ego i Toma Wernera, wyglądają na nadzwyczaj rozsądnych ludzi, zdolnych podejmować przejrzyste decyzje w gorączkowym klimacie. Przebywałem latem w Bostonie i wszystko skonsultowane potwierdza reputację FSG - są odpowiedzialnymi właścicielami.

W końcu po kowbojskim nonsensie Toma Hicksa i George'a Gilletta, których rządzenie zostało skutecznie zakończone przez Royal Bank of Scotland, Liverpool wydaje się mieć rozsądne zarządzanie.

I dobrze. Liverpool jest rozpoznawaną piłkarską instytucją, gorąco popieraną w okolicy, i z olbrzymim wsparciem na całym świecie, co odzwierciedlają najlepiej sprzedające się w Premier League koszulki: Fernando Torresa i Stevena Gerrarda.

FSG jednak ma wielką misję do wykonania. Decyzja o zwolnieniu menedżera takiego jak Hodgson, szanowanego w środowisku piłkarskim (jednak nie na trybunach Anfield), a następnie znalezienie właściwego następcy, może określić ich rządy.

Nie ma instrukcji na temat mianowania menedżerów, żadnej nauki ścisłej, żadnego wzoru na sukces (chyba że masz Jose Mourinho na liście szybko wybieranych numerów). Nowym człowiekiem FSG od spraw piłkarskiej strategii jest Damien Commoli. Henry i Werner muszą przebrnąć przez wszystkie emocje, podejmując decyzję z rozsądkiem, nie sercem. Muszą zrozumieć, że najlepsi menedżerowie rzadko kiedy dostępni są w połowie sezonu.

Liverpool właściwie wygląda, jakby nie miał przywódcy na sali posiedzeń zarządu. Henry i Werner obecnie polują na dyrektora wykonawczego, kiedy w rzeczywistości mają pod swoimi nosami wybitnego kandydata na to stanowisko w postaci Iana Ayre'a, powszechnie szanowanego handlowego menedżera klubu.

Zanim nawet FSG zastanowi się nad zmianą menedżerów, powinno mieć odpowiednią strukturę przywódczą na Anfield.

Ayre dobrze zna Liverpool i zna pracę dyrektora wykonawczego, którą pełnił w Huddersfield Town. Sprytne biznesowe przywództwo jest wymagane; klub nie może pozwolić sobie na powtórkę sytuacji, gdzie taki napastnik jak Andrij Woronin zarabia 90,000 funtów na tydzień.

To jednak jest czas, by przycisnąć przycisk pauzy. Dziennikarz musi się jednak postawić po czyjejś stronie. Strona pierwsza: Hodgson jest menedżerem, którego karierę relacjonowałem i podziwiałem. Wiem, jak wiele prowadzenie Liverpoolu oznacza dla Hodgsona, jednakże słabo wyraził to poczucie honoru.

Hodgsonowi w szczególności nie udało się zrozumienie osobowości i mocy The Kop. On nie wstał do Sira Alexa Fergusona i Fabio Capello, kiedy ci traktowali ze zbytnią poufałością, odpowiednio, reputację Torresa i ścięgna podkolanowe Gerrarda.

Nawet ci z nas, którzy wysoko cenią sobie wybór Menedżera Roku przez LMA (League Managers Association), muszą przyznać, że Hodgson dokonał kilku słabych transferów; jeśli Paul Konchesky prezentuje poziom Liverpoolu, to ja jestem Ken Dogg. Czas Konchesky'ego na Anfield będzie pamiętany tylko dzięki przekleństwom jego matki na facebooku.

Mimo wszystkich metod postępowania Hodgsona, którymi zraża do siebie ludzi na Anfield, on jest kulturalnym człowiekiem, pracowitym i uczciwym. Pełne energii występy Gerrarda i Torresa w drugiej połowie meczu z Boltonem dały do zrozumienia, że jest jeszcze nadzieja. Każdy nowy menedżer zasługuje na czas.

Strona druga: Dalglish jest piłkarzem, człowiekiem i menedżerem, którego długo podziwiałem i ostatnio pracowałem dla niego, robiąc kawę i pisząc z nim jego wspomnienia w postaci dogłębnego utworu pochwalnego na cześć Liverpool Football Club.

Jeśli Fenway ugięłoby się żądaniom fanów i usunęło Hodgsona, Dalglish byłby niewątpliwie kompetentnym menedżerem na okres przejściowy.

Dalglish, który obecnie odbywa rejs wycieczkowy statkiem, umyślnie uniknął jakiegokolwiek komentarza, który mógłby być odebrany, jako brak wsparcia dla obecnego menedżera Liverpoolu.

Przed sobotnim meczem z Boltonem, Dalglish wezwał każdego w Liverpoolu, by "wrzucić wszystkie nasze wysiłki i starania do jednego kosza ... trzy bardzo potrzebne punkty". The Kop wysłuchało. Pomimo że 10,000 fanów nie przybyło (wliczając w to 4,000 posiadaczy całosezonowych karnetów), doping był dobry. Jeśli Henry i Werner potrzebowali jakiegokolwiek przypomnienia o lojalności fanów w stosunku do Króla Kennego, otrzymali to.

Dla Henry'ego i Wernera jest wiele do rozważenia - racjonalnego rozważenia. Porażka i słaby występ z Blackburn w środę z pewnością zmusiłaby właścicieli do rozważenia przyszłości Hodgsona. Głośnie żądania o zmianę, o wprowadzenie Dalglisha, byłyby ogłuszające.

Styczeń będzie trudny dla Hodgsona: mecz na Ewood, później Old Trafford (FA Cup), Bloomfield Road, Everton na Anfield, Molineux i w końcu Fulham na Anfield. Daję 50 na 50, czy Hodgson gościć będzie swoich starych znajomych z the Cottage.

Jeśli Hodgson odejdzie, Henry i Werner muszą zastanowić się na późniejszymi konsekwencjami tymczasowego zatrudnienia Dalglisha. Jeśli Królowi Kennemu poszłoby dobrze, co jest całkiem możliwe, wtedy on chciałby zostać na dłużej, komplikując poszukiwania zarządu w celu znalezienia długoterminowego menedżera.

Osobą, która najlepiej zachowała się, kiedy poprzedni zarząd szukał następcy Rafaela Beniteza, był Didier Deschamps. Postanowił zostać w Marsylii, jednak tego lata może być kandydatem.

Pewne jest, że obecny zarząd chce kogoś, kto skupiłby się wyłącznie na pierwszym zespole, co oczywiście wyklucza tak polityczne zwierze jak Benitez.

Dalglish mógłby pracować z Comollim? Prawdopodobnie tak, jednak jak spodobałaby mu się rada szanowanego, klubowego lekarza, Dr Petera Bruknera, odnośnie tego czy Gerrard powinien grać?

Pośród wszystkich odgłosów zza sceny, jeden dźwięk musi zostać usłyszany: kibice Liverpoolu wspierający Gerrarda, Torresa i cały zespół na Ewood. Liverpool FC ciągle pozostaje większy, niż jakakolwiek jedna osoba.

Henry Winter

Autor: Piotrek Dodano: 04.01.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON