Dalglish na ratunek

Ostatnią rzeczą, jaką Sir Alex Ferguson mógł przewidzieć, kiedy wspierał w piątek Roya Hodgsona, było to, że spotka się z drużyną Liverpoolu prowadzoną przez Kennego Dalglisha w dzisiejszym spotkaniu FA Cup.

Menedżer Manchesteru United był świadom, jak wszyscy, że czas Hodgsona dobiegał końca po porażce z Blackburn, mimo to nie mógł wyobrazić sobie, że Liverpool zadziała tak szybko i powierzy jego staremu rywalowi nadzór drużyny do końca sezonu.

Ten pojedynek będzie czymś bardzo ważnym i historycznym. Ostatni raz Dalglish prowadził Liverpool na Old Trafford niemal 20 lat temu, ciągle zdobywał tytuły mistrzowskie (dodał 3 do zdobytych 18 przez Liverpool – rekord ten wydawał się wtedy nie do pobicia), podczas gdy Ferguson ciągle czekał na wygranie tego pierwszego.

Obaj nie byli najlepszymi kumplami aż do czasu, kiedy Fergusonowi zaczęło lepiej powodzić się w pracy, a Dalglish uległ różnym presjom związanym z prowadzeniem Liverpoolu i strasznymi katastrofami, na Heysel i Hillsborough. Ferguson, który zawsze szanował to, co Dalglish osiągnął w Blackburn w tak krótkim czas, gdzie wygrał tytuł mistrzowski w 1995 roku, będzie zaskoczony jak nikt inny, że Liverpool zwrócił się do człowieka, który nie zajmował się prowadzeniem drużyny przez dekadę.

Główny właściciel Liverpoolu, John W. Henry, powiedział, że w "najlepszym interesie klubu" było usunięcie Hodgsona i podjęcie ryzyka związanego z Dalglishem, którego ostatnim meczem w roli menedżera było spotkanie w Celticu w 2000 roku, gdzie podjął się tymczasowej pracy po odejściu Johna Barnesa.

"Jesteśmy wdzięczni za starania Roya przez ostatnich 6 miesięcy. Życzymy mu wszystkiego najlepszego w przyszłości. Jesteśmy zachwyceni faktem, iż Kenny Dalglish zgodził się poprowadzić zespół w niedzielnym spotkaniu, a także w pozostałej części sezonu. Kenny to nie tylko legendarny piłkarz. To trzeci menadżer Liverpoolu pod względem osiągnięć. Mamy niezwykłe szczęście i wdzięczność, że zgodził się objąć zespół w środku tego sezonu." – powiedział Henry.

Hodgson, który podpisał 3-letni kontrakt, kiedy przychodził na Anfield w lipcu 2010 roku, zaznaczył, że ostatnie miesiące były "jednym z największych wyzwań w jego karierze" i dodał: "Jest mi bardzo przykro, że nie byłem w stanie stworzyć mojego zespołu, że nie miałem czasu na sprowadzenie nowych piłkarzy do klubu podczas tego okienka transferowego i że nie byłem w stanie stać się częścią procesu odbudowania Liverpoolu."

Prezes, Tom Werner, dodał: "Nikt, kto dba o ten wspaniały klub, nie był zadowolony z wyników w trakcie sezonu i byliśmy zmuszeni rozważyć różne opcje, które okażą się najlepsze dla przyszłości. Kenny przyniesie sporo doświadczenia jako menadżer i przywódca na resztę tego sezonu."

Gerard Houllier, były menedżer Liverpoolu, obecnie pracujący w Aston Villi powiedział: "Roy był menedżerem roku w zeszłym sezonie i ciągle jest świetnym menedżerem i fantastyczną osobą. Świat stał się jednak brutalny. Współczuję mu, chociaż oczywiście Kenny jest także moim przyjacielem."

Proste jest dla Liverpoolu to, że klub nie może pozwolić na to, by kolejny menedżer był podważany przez własnych kibiców. Hodgson po prostu musiał odejść, kiedy kibice odwrócili się od niego. Sam już zaczął kopać pod sobą coraz większe dołki, kiedy podważył doping i wsparcie fanów Liverpoolu. Po drugiej stronie, sytuacja jest wyglądała inaczej. Dalglish musiał otrzymać posadę, a przynajmniej tego spróbować, zamiast przyglądać się z boku. W ten sposób włodarze skupili cały punkt uwagi na jednym, celowo albo nie, by zredukować negatywne emocje na trybunach.

Dalglish będzie jak wóz albo przewóz. Kibice dostaną odpowiedź, czy byli w błędzie, czy mieli rację. Na koniec sezonu Liverpool, tak czy inaczej, powinien być na dobrej pozycji. Przyjaciele i kibice nowego menedżera podkreślają, że on tak naprawdę nie był poza grą przez te 10 lat, przybywał na niemal każdy mecz Liverpoolu i interesował się rozwojem futbolu, pomimo że ci sami kibice mają skłonność do zapominania o mniej szczęśliwych przygodach Dalglisha w Newcastle i Celtiku. Ciężko stwierdzić, czy Liverpool ugiął się pod wielką presją kibiców i po prostu podał, to czego chcieli. Można również powiedzieć, że włodarze klubu rzeczywiście niewiele wiedzą i oddają głos kibicom.

Właściciele Liverpoolu wyciągnęli sprytną kartę. Liverpool będzie grał przy pełnych trybunach w najbliższym czasie. Dalglish chciał pracować w roli menedżera Liverpoolu podczas letniej rekrutacji, a przynajmniej był zainteresowany według wielu opinii. Niestety, starzy właściciele odrzucili jego propozycję, a zamiast tego zaakceptowali Hodgsona. Nowi włodarze, bez utraty twarzy, wybrali opcję numer jeden zdaniem głosu the Kop.

Dalglish ma dziś Fergusona, w środę Iana Hollowaya i za tydzień Davida Moyesa. Po pierwszym tygodniu jego pracy, on, i każdy inny, będzie miał o wiele wyraźniejszy pogląd na to, jaki okaże się ten najbardziej dramatyczny z powrotów.

Paul Wilson

Autor: Piotrek Dodano: 09.01.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON