Wielkie sprzątanie

Stało się. Cezar uległ presji swego ludu, Roy Hodgson jest już historią. Liverpool dla niego będzie pięknym punktem w CV, on zaś dla Liverpoolu pozostanie tylko mało znaczącym epizodem, do którego mało kto będzie chciał powracać. Wrócił zaś Król, Kenny Dalglish, który jednym ruchem pootwierał wszystkie okna na Anfield. Powiało świeżością, wiarą i optymizmem. Cyrkulacja się rozpoczęła – przeciągi zawsze sprzyjają sprzątaniu.

A jest co sprzątać. Przez pół roku pobytu w Liverpoolu zostawił po sobie Hodgson sporo brudu. Poczynając od tragicznej pozycji w tabeli, przez mało wartościowych piłkarzy ściągniętych na zasadzie „pomocnej dłoni”, po wściekłe The Kop, którego to presja przypieczętowała los trenera. To co wydawało się najłatwiejsze, takim się okazało w rzeczywistości – chóralne śpiewy niosą się po trybunach Anfield, dając wielkie wsparcie piłkarzom i dowód zaufania dla Kenny'ego. Pozostałych spraw nie da się jednak odwrócić jednym ruchem. Proces ten jednak się rozpoczął i nie da się go zatrzymać. Tym bardziej, że widać, iż FSG i Dalglish rozumieją się bardzo dobrze; właściciele zdają sobie sprawę ile drzwi może otworzyć samo nazwisko nowego trenera.

Priorytetem są drzwi do umysłów zawodników. Póki co, wszelkie sygnały dochodzące z szatni świadczą o wielkiej uldze i nowej motywacji naszych piłkarzy, szczególnie zaś naturalnych liderów – Gerrarda i Torresa. Dalglish, człowiek doskonale znający psychikę piłkarzy, zdaje się powoli do nich docierać, przekonywać, że czas niepowodzeń już minął, że przecież nie mogli z sezonu na sezon stać się nagle ligowymi średniakami. Kenny musi w nich tchnąć wiarę, że ten sezon można jeszcze uratować. Uratować po to, by od nowa rozpocząć marsz po wielki Liverpool, którego boją się wszystkie kluby w Europie. To Kenny Dalglish jest przecież ucieleśnieniem tego Liverpoolu.

Jasne jest, że aby tego dokonać, trzeba zebrać odpowiednią drużynę – ludzi, których cele i ambicje sięgają dużo wyżej niż obecnie. Kenny robi to bardzo jednoznacznie, nie bojąc się trudnych i ryzykownych decyzji. Odsunięcie na boczny tor piłkarzy takich jak Konchesky, Poulsen czy Jovanović, to wyraźny sygnał, świadczący nie tylko o silnej ręce trenera, lecz także o własnej wizji zespołu. W jedenastce, która rozpoczęła mecz z Evertonem znalazło się dwóch wychowanków klubu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż na trybunach zasiedli Carragher i Gerrard. Jedyną zmianą było zaś wprowadzenie młodziana Shelvey'a. To wszystko każe nam sądzić, iż dni kilku piłkarzy są już na Anfield policzone.

Drenaż, jaki odbywa się w naszym klubie od dwóch sezonów, musi zostać zastopowany. Widać wyraźnie, iż zarówno właściciele, jak i sam Dalglish zdają sobie z tego sprawę. Długofalowa strategia FSG musi zakładać walkę na kilku polach jednocześnie, przede wszystkim zaś na dwóch – czysto piłkarskim oraz marketingowym. Coraz głośniejsze plotki o transferze Luisa Suareza dają nadzieję na odwrócenie niekorzystnego trendu – sprzedawania gwiazd i ściągania w ich miejsce średniaków. Praca, jaką wykonuje FSG, Comolli oraz Dalglish musi się póki co podobać. Na tle poprzednich właścicieli mamy wręcz do czynienia z rewolucją.

Poczekajmy jednak na jej wyniki. Nasza pozycja w tabeli aż nadto wskazuje nam pułap, z jakiego musimy na nowo wchodzić w ten sezon. Derby, choć momentami naprawdę pasjonujące zakończyły się tylko remisem. Trapią nas kontuzje, kilku zawodników od pół roku szuka formy, ponadto, raz za razem osłabiają nas czerwone kartki, łapane w najmniej odpowiednich momentach. Pracy zatem jest sporo – rywale nie kładą się przed Dalglishem, Suarez wciąż nie jest nasz a czas ucieka. Cóż, dużo łatwiej jest narozrabiać, niż potem to posprzątać.

Autor: Openmind Dodano: 20.01.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON