Konchesky kozłem ofiarnym?

Mecz z Wolvesami pokazuje, że w najbliższym czasie Liverpool potrzebuje bardziej uwolnienia się od defensywnego stylu Hodgsona, niż 25 mln na nowych zawodników. Jaka będzie się czuł Paul Konchesky jadąc na następny trening, gdy Liverpool unosi się na fali Dalglishowskiej euforii?

Zdanie otwierające niniejszy artykuł prawdopodobnie spowoduje, że utracę większość fanów Liverpoolu na samym wstępie, jednak jest to zdanie bardzo rozsądne. Konchesky - przyzwoity piłkarz Premier League i porządny człowiek - doświadczył więcej złości, niż jakikolwiek sportowiec mógł w ciągu ostatnich sześciu miesięcy.

Kiedy Roy Hodgson w sierpniu sprowadził go na Anfield z Fulham, Konchesky był zawodnikiem zajmującym godne docenienia miejsce. Nie był najlepszym, który towarzyszył klubowi w europejskiej przygodzie ostatniego sezonu; nie był nawet prawie najlepszy. To, że wezwano go na mecz Anglii z Australią w lutym 2003 roku, było zaskoczeniem dla niego w równym stopniu, jak dla wszystkich i pozostało w cieniu debiutu Rooneya. Jednak za cenę 3.5 mln funtów był idealnym zakupem dla Liverpoolu, klubu, który w swej mądrości wypożyczył jedynego wartościowego lewego obrońce (Emiliano Insuę) do Galatasaray, drugiego pół-wartościowego (Fabio Aurelio) niemal odpuścił, głosząc, że ów jest tak niezniszczalny jak szklane naczynie i rozpoczynał nowy sezon bez kogokolwiek, kto mógłby ich zastąpić.

Jednak ktoś zadecydował, że Konchesky nie jest "piłkarzem Liverpoolu". Miał problemy z graniem na odpowiednim poziomie (zapytajcie Nemanję Vidicia albo Patrice Evrę jak to się może przydarzyć obrońcy, w ciągu pierwszych sześciu miesięcy w nowym klubie). Jego menadżer stał się persona non grata na Anfield i Konchesky, ze swoim wschodnio-londyńskim akcentem został symbolem obcej, nieszczęśliwej epoki.

To nastąpiło jeszcze zanim jego matka, powiedziała pewne mało chwalebne rzeczy o ludziach z Liverpoolu. Konchesky był tym przerażony, zawstydzony i poniżony. Rozważał nawet ogłoszenie oficjalnego komunikatu na ten temat, jednak nikt nie był specjalnie zainteresowany wysłuchaniem jego wersji całej historii.

Czarne chmury już zawisły nad jego głową, gdy pojawił się Kenny Dalglish w roli menadżera. Były nawet gwizdy, gdy Konchesky schodził z boiska podczas przedostatniego meczu Hodgsona na Anfield i wygląda na to, że to raczej chęć klubu na udobruchanie fanów niż umiejętności samego piłkarza przyczyniły się do ostracyzmu. Paul uważał, że jego pierwsza rozmowa z Dalglishem była udana, dlatego był przerażony tym, że nowy menadżer woli raczej wystawić Glena Johnsona na "złej" pozycji, niż pozwolić mu zagrać mimo, że to jego naturalna pozycja. Nie było go nawet w składzie na mecz z Evertonem ani z Wolvesami w sobotę.

Oczywiście Paul może dyskutować na temat tego jak daleko jest za Martinem Skrtelem (którego występ na Molineux pozwolił mu utrzymać status jako jedynego zwodnika z pola, któy był zawsze obecny na ligowych meczach) na liście najbardziej niezastąpionych obrońców. Konchesky jest w pułapce. Zasady UEFA uniemożliwiają piłkarzowi na granie dla trzech klubów podczas jednego sezonu, wychodzi więc na to, że o ile nie uzyska dyspensy - co jest o tyle możliwe, że zagrał tylko raz dla Fulham zanim rozpoczął się jego koszmar po podróży na północ - jego życie stanie się jeszcze cięższe zanim będzie mogło się poprawić. Jest ofiarą wielkiego projektu będącego poza jego kontrolą: wymazania pamięci o Royu Hodgsonie. To projekt który ruszy w pełni jeśli tylko Liverpool zacznie starania o lewego obrońce Aston Villii - Stephena Warnocka. A że rozpocznie, jest niemal pewne.

Z całą pewnością Warnock nie jest lepszy od Koncheskiego. W meczu przeciwko Manchesterowi City był tak słaby, że Gérard Houllier wykluczył go z następnego składu. Nie jest jedynym zawodnikiem jakiego klub - tak nam powiedziano - będzie szukał po przyjściu nowych właścicieli i to przy użyciu nauki zwanej sabermetryką (analiza baseballu przy użyciu statystyk - przyp. tłumacz)

"Morderstwo" - to słowo jakiego menadżer Birmingham, Alex McLeish, użył by opisać zakupy napastników w bieżącym okienku transferowym. "Szaleństwo" to określenie Alexa Fergusona na 24 mln funtów na jakie wycenia Villa Darrena Benta. A jednak Liverpool też zastanawiał się nad Bentem, zgodnie ze słowami nowego dyrektora ds. piłki nożnej - Damiena Comolliego - i jest gotów wydać 15 mln funtów na Luisa Suareza z Ajaxu, którego osiągnięcia przeciwko silnym holenderskim obrońcom są dużo gorsze, niż przeciwko tym słabszym i który najlepiej pokazał swoją wartość podczas ostatnich mistrzostw świata.

Przepłacanie za zwodnika, który zabłysnął podczas turnieju, jest czymś, co Moneyball, biblia sabermetryki, określa jako "tendencję do poddawania się wrażeniu, jakie sportowiec wywarł podczas ostatnich występów: to co zrobił ostatnio niekoniecznie musi być tym, co zrobi w najbliższym czasie". No i jest jeszcze Charlie Adam z Blackpool - dobry pomocnik, który zwrócił na siebie uwagę Aston Villii, Blackburn i Sunderlandu czyli klubów, których naśladowanie nie jest ambicją Liverpoolu. Piłkarz Liverpoolu? Nie.

Nie jest jasne, czy te trzy nazwiska były zapisane w notatniku Dalglisha czy może Comolliego, jednak jest to przejawem typowej, starej tradycji futbolowej - nowy menadżer stara się odcisnąć swe piętno na swoim nowym zespole i zadowolić fanów, poprzez kupno nowych zawodników i pozbycie się tego co stare. Sobotni mecz, a zwłaszcza to piękne, 30 metrowe podanie po którym padł trzeci gol pokazuje, że w najbliższym czasie klub potrzebuje uwolnienia się od defensywnych struktur Hodgsona bardziej, niż wydawania 25 mln na nowych zawodników. A poza tym występ Raula Meirelesa pokazał, że Hodgson mimo wszystko potrafił rozpoznać dobrego pomocnika.

Pytanie które należy zadać na początku ostatniego tygodnia okna transferowego brzmi: czy Liverpool będzie stać na spojrzenie poza rewoltę, która odegrała tak znaczącą role w odejściu Hodgsona oraz uświadomienie sobie, że udało mu się mimo wszystko odpowiednio wyposażyć klub i czy będzie Liverpool stać, na osiągnięcie w tym sezonie czegoś więcej niż zastąpienie dwóch straszliwych właścicieli nowym, oświeconym - bo ta misja została już zakończona.

Mimo wszystkiego co Hodgson zrobił, opuścił klub jako człowiek złamany i smutniejszy niż większość potrafi dostrzec. Konchesky prawdopodobnie odjedzie autostradą M62 jako podobny wrak, jednak w jego przypadku nie jest za późno na zbawienie.

Ian Herbert

Autor: Asfodel Dodano: 24.01.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON