Czy Torres jest oszołomiony?

Zaraz po tym, jak optymizm znów zaczął budować się na Anfield po powrocie Kenny'ego Dalglisha, wszystko może pęknąć, jak bańka mydlana. Nie było wielkim zaskoczeniem to, że Fernando Torres jest rozczarowany po ostatnim, słabym sezonie, zakończonym na siódmym miejsu w tabeli Premier League oraz po ponurej, krótkotrwałej erze Roya Hodgsona w klubie z Merseyside.

To niezadowolenie wyraźnie kreowało się na twarzy napastnika, a wszystko potwierdzała jego szamotanina na boisku. Oferta złożona przez Chelsea w tym tygodniu była do przewidzenia, londyńscy miliarderzy testują Liverpool podczas ciężkich czasów na Merseyside. Kibice zostali na lodzie. Jednak jak bardzo jest oszołomiony Torres, angażując się w odejście z klubu, w którym postrzegany jest, jak legenda?

Jeśli piątkowe sugestie na temat prośby Hiszpana do klubu, aby rozważył ofertę 35 milionów funtów od Chelsea były dość niepokojące, to o wiele gorsze informacje miały dopiero nadejść. Po tym, jak dziennikarze wydali ostateczne kopie weekendowych gazet, opera mydlana na Anfield nabrała kolejnych zawirowań. Wczoraj wieczorem potwierdzono, iż Torres wniósł prośbę o transfer. To było jak uderzenie młotkiem w głowę każdego, kto skakał z radości po jego golach i świadczył czerwoną opaską, którą Hiszpan nosi. Jest to dzisiaj prawdziwy szok dla czerwonej połowy Merseyside.

Po odejściu wykpiwanych właścicieli, Toma Hicksa i George'a Gilletta oraz po objęciu klubu przez Fenway Sports Group, przyszłość prezentuje się w jasnych barwach. Zatrudnienie Kenny'ego Dalglisha może zwiastować nadejście nowego świtu na Anfield, z nowoczesną marką pewnego podawania piłki przez szeregi 'The Reds'. Jednak takie odrodzenie może się zdarzyć tylko wtedy, gdy masz odpowiedni personel do jego realizacji - aby reżim Kenny'ego mógł się rozwijać, potrzebuje on Fernando Torresa na czele.

Umysł Hiszpana wydaje się być pomieszany. Nawet ogłoszenie podpisania kontraktu z Luisem Suarezem, opiewającym na 22,8 miliona funtów nie przyczyniło się wczoraj do poprawy jego humoru. Podczas gdy umowa z Urugwajczykiem została potwierdzona, Torres nie wniósł prośby o transfer. Ten ruch z jego strony przyszedł w piątek, późnym wieczorem. Wygląda na to, że 'El Nino' nie oblizywał warg na myśl o hiszpańsko/urugwajskim duecie. Wydaje się, że ta perspektywa nigdy nie była rozpatrywana w jego głowie.

Możemy teraz tylko czekać i zobaczyć, jak potoczy się następne 60 godzin, zanim okienko transferowe zostanie zamknięte w poniedziałek. Chelsea celowo zostawiła tę decyzję na sam koniec, gdyż całodobowe negocjacje będą musiały do czegoś doprowadzić, aby interes mógł zostać zawarty. Liverpool będzie zdesperowany, aby zatrzymać Torresa co najmniej do lata, jednak zatrzymanie piłkarza, który myślami jest zdecydowanie gdzie indziej będzie trudne do zrealizowania. Cóż może poradzić zgrzytanie zębów kibiców Liverpoolu na to, iż Chelsea, napędzana przez miliony Abramowicza próbuje wymusić transfer na 'The Reds'?

Kiedy Ian Rush odszedł do Juventusu, a Michael Owen wyjechał do Hiszpanii, wszyscy sprzeciwiali się tym decyzjom. Jednak fakt, że ci zawodnicy chcieli doświadczyć innej europejskiej piłki i dodać do swojego CV kluby z innych kultur był łatwiejszy do zniesienia. Torres natomiast ucieka do Londynu, a tym gorzej iż chce odejść do Chelsea, spowoduje gniew ze strony milionów kibiców Liverpoolu, którzy wiedzieli, czuli, że napastnik rozumie filozofię Anfield, że posiada pasję niezbędną do założenia czerwonej koszulki.

Chelsea reprezentuje wszystko to, czego Liverpool nie gwarantuje, na czele z nieskrępowaną ilością milionów w kieszeniach, które wyprodukowały atmosferę na Stamford Bridge oraz historię, która wypada blado przy tej Liverpoolu. Łatwo zrozumieć frustrację Torresa, który wierzył, iż ten klub zagwarantuje mu sukcesy i swoiste spełnienie w ostatnich latach. Jednak czy to spełnienie znajdzie w Chelsea, gdzie srebro jest skutecznie zastępowane przez kolejny czek, a trofea są gromadzone przez systematyczne opróżnianie konta bankowego Abramowicza?

Szczególne stosunki między The Kop, a ich napastnikami są czymś, czego nie doświadcza się w innych klubach w Anglii i okazało się, że do czasu aż Hiszpan był tym jeszcze zainteresowany, to uczucie było wzajemne. W lecie 2008 roku, po jego ogromnym sukcesie podczas pierwszego sezonu w Liverpoolu, w którym zdobył 24 ligowe bramki, Torres był zwodzony przez wiele zazdrosnych, europejskich klubów.

Jego odpowiedź była krótka i jednoznaczna.

- To zaszczyt być z łączonym z takimi klubami, jak Barcelona, Chelsea, czy Arsenal, jednak nie myślę o zmianie i chcę kontynuować grę w Liverpoolu przez wiele lat - powiedział.

Rzeczywistość, w której numer 9 Liverpoolu jest zdeterminowany, aby opuścić Anfield będzie bardzo bolesna na L4 i nie tylko. Trudno jest sobie wyobrazić, jak teraz te zepsute relacje mogą zostać naprawione.

50 milionów funtów pewnie zostałoby dobrze wykorzystane przez FSG, jednak brutalną rzeczywistością jest to, że pozbycie się prawdopodobnie najlepszego napastnika na świecie spowoduje okaleczenie Liverpoolu. Idąc dalej, Liverpool nigdy nie był i nie powinien być sprzedającym klubem. Tradycją jest, że gwiazdy 'The Reds' opuszczają Anfield tylko wtedy, gdy najlepsze dni mają już za sobą.

Niektórzy przychodzą i odchodzą, ale polityka klubu zawsze polegała na tym, aby pozwolić zatrudnionej osobie odejść, jeśli nadejdą znaki ostrzeżenia dla prezentowanego talentu. Nie jest tak z pewnością w przypadku Torresa i przez to każda oferta kupna Hiszpana powinna zostać odrzucona wśród wszystkich klubów w Premier League i całej Europie.

Tylko z tego powodu, Liverpool będzie robić wszystko, aby przekonać Hiszpana do pozostania na Anfield.

Jednak, być może to już wymknęło się spod ich kontroli...

Luke Traynor

Autor: Edmilson Dodano: 29.01.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON