Z tonącego statku na błyszczący jacht

Kiedy Fernando Torres podpisał kontrakt z Liverpoolem, zamknął się na dwa dni w pokoju hotelowym w centrum miasta i chłonął książki i filmy o przeszłości klubu. Z miejsca zrozumiał filozofię Anfield.
(*trescdluga*)
Kibice The Reds będą żartować (kiedy znów będą w stanie to robić), że przyswojenie historii Chelsea zajmie Fernando czas między gryzem tosta i łykiem kawy w centrum handlowym.

Osią rywalizacji między klubami z niebieskiego Londynu i czerwonego Liverpoolu w ostatnich latach były starcia drużyn prowadzonych przez Mourinho i Beniteza, ale jest również sporo innych czynników.

Chelsea od zawsze charakteryzowała niepoprawna zuchwałość, a zjawisko to przybrało na sile po niespodziewanym prezencie w postaci milionów Abramowicza. Wtedy mogli mieć wszystko, czego sobie zażyczyli, a jednym z pierwszych życzeń był Steven Gerrard z Liverpool Football Club. Wtedy udało się odeprzeć atak, ale w ten weekend utrzymanie swojej pozycji i obrona symbolu może być znacznie trudniejsza.

Torres nie jest tak emocjonalnie przywiązany do klubu jak wychowany tutaj kapitan zespołu. Tym bardziej jeśli czuje, że to jego się zwodzi i próbuje zmusić do bronienia przegranej sprawy. Dochodzą do tego złamane obietnice i rozgoryczenie sięgające rządów H&G.



Piłkarz gotowy jest do odejścia, a w zamian Chelsea proponuje ponad 40 milionów funtów i młodego Daniela Sturridge’a na dokładkę.

To ludzie zbliżeni do Purslowa lubili nazywać swojego szefa i członka zarządu ‘Torresem finansów’. Jeśli Torres-piłkarz zmieni jutro klub, Purslow będzie mógł być nazywany Sturridge’m finansów.

Niewielu ludzi wywarło tak destrukcyjny wpływ na klub jak Purslow w jednym roku. Oczywiście Hicks i Gillett pomagali mu, jak mogli, ale to Christian przybył do klubu w momencie, kiedy skończył on ligę na drugim miejscu. W 12 miesięcy zwolnił odpowiedzialnego za to trenera, zatrudnił Roya Hodgsona i Joe Cole’a.

W tym samym czasie do umowy Torresa dodano klauzulę pozwalającą mu odejść, jeśli cena będzie odpowiednia.

W lecie Chelsea musiałaby spełnić te warunki wyprzedzając inne kluby, które mogą zapewnił snajperowi lepszą wizję przyszłości niż The Blues. Właśnie dlatego tak im zależy, aby mieć go już w styczniu, a negocjując warunki umowy Liverpool musi liczyć na to, że Fernando zdąży jeszcze zmienić zdanie.

Nawet zawodnicy trzymający się blisko El Nino w szatni LFC, jak Pepe Reina nie wiedzieli nic o planach zmiany klubu aż do piątku wieczorem.

To mógł być transfer, który wszystkim przyniósłby korzyści. Liverpool dostaje ogromne pieniądze za piłkarza młodego, ale podatnego na kontuzje, Torres ma szansę o walkę o sukces w Anglii i w Europie (jeśli Chelsea wejdzie do Ligi Mistrzów), a Londyńczycy znów czują się potężni.

Obecnie taki scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. El Nino katastrofalnie wykonał krok w kierunku zmiany klubu. Ma usprawiedliwione zarzuty w stronę klubu, nie chce słuchać dalszych obietnic i wydaje się zdeterminowany, aby odejść już teraz.

Właściciele z FSG są pod presją z indywidualnej winy Torresa. Sprowadzili mu do pomocy Luisa Suareza i nagle muszą szukać następcy Hiszpana.

W tym sezonie Chelsea będzie chciała wygrać Ligę Mistrzów i to ich główny cel. Jednak patrząc dalej niż na tegoroczne rozgrywki, potrzebują oni solidnej przebudowy.

Transferu Fernando nie można porównywać do Szewczenki, który dołączając do CFC miał prawie 30 lat. Torres wydaje się zawodnikiem ściąganym przez Abramowicza, a niekoniecznie wskazanym przez trenera. Tak czy inaczej, Ancelotti chętnie powita każdego, kto pomoże mu piąć się w górę tabeli.

Szewczenko był ostatnim głośnym transferem rosyjskiego biznesmena, ale jeśli Chelsea chce spełnić finansowe wymagania UEFA, może być zmuszona do wstrzymania potężnego wydatku, co zostawiłoby w Liverpoolowi sfrustrowanego Dzieciaka.

El Nino wydawał się rozumieć wrażliwość klasy pracującej, stanowiącej największą część kibiców zbierających się na Anfield i wszystkich innych stadionach w Anglii. Udało się stworzyć z nimi więź, która niewiele będzie jednak znaczyła, jeśli piłkarz odbierze The Reds swój talent i złoży go w ręce jednego z głównych konkurentów. Kiedy strzelił bramkę Blackburn tuż po 20 rocznicy tragedii na Hillsborough, wskazał palcem niebo oddając cześć zmarłym i udowadniając, że Liverpool znaczy dla niego coś więcej.

Od tego czasu leci w dół. W Chelsea doświadczy czegoś nowego, ale będzie to mniej pełne, mniej prawdziwe niż uwielbienie Kopites. Rekompensaty będzie upatrywał w sportowym sukcesie, który ze starzejącym się składem również nie jest przesądzony. Opuszcza klub z historią i niepewną przyszłością. Dołącza do tworu, który nie widzi sensu w twardych korzeniach i tradycjach, kiedy wokół jest tyle błyszczących nagród do zgarnięcia.

Fernando Torres nie przechodzi do klubu piłkarskiego. On wskakuje na jacht.

Autor: Dion Fanning Dodano: 30.01.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON