Dajmy Alberto drugą szansę

Zwany ‘Il Principino’, albo ‘małym księciem’ Alberto Aquilani to środkowy pomocnik potrafiący dominować jako defensywny pomocnik lub grać za plecami napastnika. Kiedy miał 16 lat o jego względy zabiegały między innymi Arsenal i Chelsea.

Jego przyszłość należała jednak do Romy, klubu, któremu kibicował, i który cieszył się jego usługami od bardzo młodych lat. Zainteresowanie Arsenalu i Chelsea okazało się uzasadnione, kiedy Alberto zaczął swoją karierę w pierwszym zespole Romy już trochę ponad rok później.

Po odejściu z końcem sezonu 2008-2009 Xabiego Alonso, Aquilaniego pozyskano jako jego następcę. Wielu porównywało jego płynną grę i długie podania do człowieka, w którego miejsce pojawił się w Liverpoolu, jednak jego transfer nie był tym, o czym marzyli wszyscy fani Liverpoolu. Po tym, jak Alberto przeszedł operację kostki wyglądało na to, że Alberto straci dużą część swojego pierwszego sezonu na Anfield. Jeśli dodać do tego czas, jaki zajęło odbudowanie jego formy meczowej i opory Rafy przed wystawianiem go, z góry przesądzone było, że nigdy nie zobaczymy więcej niż tylko przebłyski człowieka, o którym marzyliśmy, że będzie dyrygował naszą pomocą.

Pytanie, które musimy sobie teraz zadać brzmi: Czy Alberto Aquilani powinien wrócić do Liverpoolu? Mój głos to gromkie ‘tak’, ale może być to spowodowane faktem, że miałem tego pecha i kupiłem koszulkę z jego nazwiskiem na ten sezon i naprawdę chciałbym móc znów ją założyć

Według, mnie niektóre ze wspomnianych przebłysków wystarczyły, aby zdecydować czy Aquilani był wystarczająco dobry, by nosić koszulkę Liverpoolu. Kto mógłby zapomnieć jego bramkę przeciwko Atletico strzeloną w zeszłorocznej Lidze Europy? Gdyby nie on, wypadlibyśmy z gry dużo wcześniej niż miało to miejsce. Strzał Alberto dał nam umiejętności i pewność dzięki którym kontynuowaliśmy i strzeliliśmy bramkę, która mogła dać nam miejsce w finale. Przywrócił pełnemu wiary Anfield nadzieję w najważniejszym momencie łamiącej serca kampanii. Już samo to wydaje się być wystarczającym powodem, by dać mu drugą szansę.



Popatrzmy na Lucasa Leivę, całkowicie beznadziejnego w jego pierwszych kilku sezonach w Liverpoolu, a w obecnej kampanii bez wątpienia najlepiej spisującego się z naszych piłkarzy. Przystosowanie się wymaga czasu. Choć wszyscy zdajemy sobie sprawę jakim rozczarowaniem jest grający poniżej możliwości piłkarz (przykładem może być tu Fernando Torres w jego ostatnich miesiącach w klubie), czasem warto poczekać na klasę i formę. Alberto Aquilani ma ten rodzaj klasy i formy, który wart jest czekania. W dodatku dlaczego nie mielibyśmy zatrzymać zawodnika, którego podania są w stanie rozrywać defensywę przeciwników na kawałki?

Prawda jest taka, że Liverpoolowi przydałby się teraz Aquilani. Biorąc pod uwagę, że Meireles jest prawdopodobnie kontuzjowany a Steven Gerrard i Joe Cole pracują nad formą meczową ciężko będzie wypełnić luki w tej strefie boiska. Potrzebny nam ktoś, kogo obecność na boisku dyktuje grę każdego zawodnika. Ktoś, kogo kreatywność i umiejętności zainspirują otaczających go partnerów do lepszej gry. Aquilani bez wątpienia ma to wszystko. Może przynieść nowy wymiar naszej grze w taki sam sposób, w jaki robi to Steven Gerrard i w jaki zrobił to pod wodzą Kenny’ego Dalglisha Raul Meireles. Na pewno wiem jedno. Zdecydowanie wolałbym oglądać u boku Lucasa lub za plecami Luisa Suareza zawodnika o umiejętnościach Aquilaniego niż Christiana Poulsena.

Choć bardzo boli mnie stwierdzanie tego, Roy mógł mieć rację wypożyczając Alberto, by ten odnalazł swoją formę. Jednakże, pozwolenie zawodnikowi takiego kalibru (i tyle kosztującego) odejść z końcem sezonu bez dania mu drugiej szansy wydaje się być skandaliczne, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę formę, jaką popisuje się w Turynie. W urywkach Serie A, które oglądałem w tym sezonie Alberto wydawał się błyszczeć w Juventusie. Bez wątpienia można uważać go za jednego z najlepszych zawodników ich dotychczasowej kampanii. Jego obecność była wyraźnie odczuwana w wielu ważnych meczach, zdołał strzelić dwie fantastyczne bramki. Teraz wyobraźcie sobie, co Kenny Dalglish mógłby wycisnąć z zawodnika z takim talentem…



Wydaje mi się, że Christian Poulsen został sprowadzony do Liverpoolu, by zapewnić wiele atrybutów, które Lucas już wnosi do naszej linii pomocy. Choć może to być przydatne jeśli Brazylijczyk złapie kontuzję, to rzadko mu się to zdarza. Siły i głębi brakuje naszej kreatywnej stronie i Poulsen po prostu nie jest w stanie zapewnić tego w ten sposób, w który może zrobić to Aquilani. Wystawianie Poulsena i Lucasa obok siebie zapowiada katastrofę, zostawia też naszą pomoc pozbawioną kreatywności i niesamowicie negatywną. Być może było to celem poprzednika Kenny’ego, jednak zupełnie nie pasuje do naszego stylu gry pod wodzą Króla.

Tak naprawdę zawsze byłem fanem Aquilaniego, zawsze chciałem też, by wpasował się w nasze plany na przyszłość. Jest młody, utalentowany i może być niebezpieczny pod bramką przeciwnika. Ma wszystko, wokół czego nowi właściciele chcą budować drużynę. Poulsen wydaje się nie mieć żadnej z tych rzeczy i choć argumenty za powrotem Aquilaniego nie powinny opierać się na porównaniu z Duńczykiem, to ma to też do odegrania swoją rolę. Aquilani kosztował nas dużo pieniędzy i jak dotąd nie widzieliśmy więcej niż tylko przebłysk naszej inwestycji. Dajmy mu dwa sezony, pozwólmy dostosować się do Premier League i udowodnić swoją wartość. Nie daliśmy mu tego wcześniej, został wyrzucony zanim dostał szansę zabłyszczeć. Zobaczmy jaki jest zanim go odpuścimy. Jeśli Juventus chce pomocnika za 4 miliony, mogą sobie wziąć Poulsena. My zabierzmy naszego ‘małego księcia’ z powrotem.

Autor: Jaszczur Dodano: 03.03.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON