Liverpool musi zainwestować

"Nie wierzcie tym 200 historiom o potencjalnych celach transferowych", napisał dzisiaj rano na Tweeterze 61-latek (wychodzi na to, że Henry, jeden z tych, którzy kładą białko jajka z kiełkami na toście, nie śpi).

"Teraz listy mogły zwiększyć się o kolejne 175... Każdego dnia nowe nazwiska."

Henry ma prawo kpić. Jeśli Liverpool naprawdę miałby być "gotów do zatrudnienia" 200 zawodników, wtedy wypłacałby ogromną sumę pieniędzy działowi scoutingu, aby ten wdział przepaskę na oczy i wrzucił rzutkę to zaciemnionego pokoju. Rekrutacja piłkarzy we wszystkich klubach - dla FSG wykrystalizowało się to jako doktryna - jest dalece zbyt skomplikowany, by układać tak długą listę potencjalnych celów.

To w istocie jest dla Henry'ego użyteczne, jak również dla współudziałowców, Kenny'ego Dalglisha i Damiena Comolliego, dyrektora strategii piłkarskiej Liverpoolu, którzy planują już swoją letnią aktywność. Mimo to, media sukcesywnie ciągną kampanię dezinformującą fanów w ich imieniu, niczego nie oczekując w zamian.

Wpis Henry'ego na Tweeterze nie powinien być oczywiście źle zinterpretowany: nie ma wątpliwości, że Liverpool będzie latem wydawał pieniądze. Niektóre sumy będą podniesione przez odejście niektórych osób ze składu - szczególnie tych z wysokimi zarobkami - jednak FSG musi zainwestować.

A dlaczego jest to istotne, stało się jasne w 73 minucie niedzielnego zwycięskiego spotkania z Manchesterem United.

Przez 72 minuty zespół Dalglisha grał - przynajmniej momentami - gładki futbol oparty na podaniach, unieśmiertelniony w przyśpiewce z 1988 roku. To styl, który pasuje takim graczom jak Raul Meireles, Maxi Rodriguez czy imponujący Luis Suarez. To styl doceniany na the Kop.

Zmieniło się to w 73 minucie. Andy Carroll zastąpił Meirelesa, ku uciesze kibiców na Anfield. Podczas gdy czekał z uśmiechem przy linii bocznej, Jamie Carragher podbiegł do niego, dodając mu odwagi i przypominając o umiejętnościach.

Po gestach Carraghera wywnioskować można było, że głównym zadaniem Carrolla będzie wygrywanie pojedynków główkowych. Zaznaczenie swojej obecności. Tak jak się spodziewano, w pierwszej akcji Carroll zaczekał, aż Lucas dośrodkuje piłkę z rzutu wolnego, przeskoczył Chrisa Smallinga i uderzył głową wprost w van der Sara. To jest największy atut Carrolla.

Jednak nie jest on w drużynie, która jest tak skonstruowana, by to w pełni wykorzystać.

Liverpool nie posiada żadnych skrzydłowych z prawdziwego zdarzenia. Na lewej najczęściej występują Maxi i Joe Cole, obaj prawonożni. Po drugiej stronie Dirk Kuyt - napastnik - lub Meireles - pomocnik. Carroll kosztował Liverpool 35 milionów funtów. Byłoby szaleństwem nie budować drużyny z takim systemem, aby w pełni go wykorzystać.

Tutaj do gry wchodzi rynek transferowy. Można śmiało powiedzieć, że Henry będzie musiał sięgnąć do kieszeni tego lata po co najmniej jednego skrzydłowego (jeśli Dalglish wybierze 4-3-3, ze Suarezem na lewej stronie; zmiana na 4-4-2 wymagałaby, najprawdopodobniej, dwóch nowych skrzydłowych).

Może zrobić to niechętnie, z kilku powodów: po pierwsze, w składzie Liverpoolu jest już jeden z najlepiej dośrodkowujących piłkarzy w świecie futbolu - Steven Gerrard - jednak szanse na to, że kapitan zgodzi się ponownie zmienić pozycję na prawe skrzydło są minimalne; sezon 2005/06, kiedy spędził tam jeden z najlepszych sezonów w karierze, został mu zapomniany.

Po drugie, Henry jest wystarczająco cwany, by zdawać sobie sprawę, że najoczywistsze rozwiązanie niekoniecznie jest najlepszym. Zatrudnienie lewego obrońcy, który zapewniłby tę samą jakość dośrodkowań co wspaniali Martin Kelly i Glen Johnson na prawej i gra węższym systemem może przynieść ten sam efekt, co wydanie 30 milionów funtów na dwóch skrzydłowych.

I po trzecie, szepcząc to, dwa magiczne słowa muszą zacząć zmieniać myślenie Liverpoolu: Raheem Sterling. Nie trzeba zatrudniać żadnego nowego zawodnika, który uderzyłby w najbardziej ekscytującą wizję rozwoju klubu w ostatniej dekadzie.

Bez względu na wszystko, Henry wie, że będzie wydawał tego lata pieniądze. Pośród 200 nazwisk, które przeczytał w blasku słońca w Boca Raton są, najprawdopodobniej, dwaj lub trzej ludzie, którym powierzyłby zadanie sprawienia, że najwyższy w historii transfer Liverpoolu okaże się sukcesem. Ma prawo podkreślać, że takie ilości to absurd. To jakość się liczy.

Rory Smith

Autor: Rory Smith Dodano: 12.03.2011

Copyright © by LFC.pl 2004-20, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór, CloudFlare Acceleration: ON